25. A może sama komuś się oddała?!
W momencie, kiedy stanął tuż przy niej przekonał się, że jego podejrzenia okazały się prawdziwe. Cały dekolt jego żony pokryty był drobniutkimi kropelkami białego nasienia. W jego głowie powstała prawdziwa burza. Teraz nie na żarty zastanawiał się, czy rzeczywiście jej nie zgwałcili. Tylko kto? A może sama komuś się oddała?!
Szybko poderwał się ze swojego miejsca.
-Kasiu, zaczekaj chwilę! - rzucił.
Miał głupią nadzieję, że się pomylił. Podbiegł do domniemanego wejścia, chwycił za klamkę, nacisnął, pociągnął. Skrzydło drzwi ustąpiło bez problemu, lecz kiedy otworzyło się do końca, oniemiał z wrażenia. Zamiast łazienki zobaczył ceglany mur.
-Cholera jasna! - zaklął.
Patrzył i nie wierzył własnym oczom.
-Ściana, no siana, - powtarzał jak obłąkany.
Wyciągnął dłoń i dotknął jakby nie wierzył.
-To niemożliwe, niemożliwe… - powtarzał.
W głowie miał jeszcze jej obraz, czuł na sobie słodki zapach jej perfum. To nie mógł być duch.
-Czy ja śnię?! To wbrew fizyce! - tłumaczył sobie, próbując zachować zdrowy rozsądek.
Właśnie w tej samej chwili z parteru dobiegły podniesione, pełne niepokoju głosy. Uświadomił sobie, że miał zająć się gośćmi. Wciągnął na siebie spodnie i koszulę. Dopinając się wszedł na górę.
-Co się stało?! - spytał widząc, że zachowują się dziwnie.
Odpowiedziała mu kompletna cisza. Wszyscy patrzyli na szczyt schodów. Stała tam jego żona. Zdawała się nie zauważać nikogo. Jej oczy wyrażały głębokie zadowolenie i ekstazę. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć.
-Renatko, co z małym? Wszystko w porządku? - spytał z troską w głosie.
-Tam, tam... - dukała nie mogąc poprawnie złożyć jednego zdania.
Wystraszył się na dobre. Zawsze była oazą spokoju i opanowania. Czuł, że musiało stać się coś, co poważnego.
-Wszystko w porządku? - spytał bardzo spokojnie, próbując nie dopuścić do paniki wśród zebranych.
-Tam, tam, tam... - powtarzała jak katarynka.
-Czy coś się wydarzyło? - zapytał jeszcze raz.
Podszedł bliżej i dopiero teraz spostrzegł, że jej sukienka z jednego boku jest rozerwana, a majteczki, w sposób niedwuznaczny, obciągnięte do dołu. W jego głowie zapaliło się czerwone światełko.
-Kochanie, co się stało?!
Sytuacja zaczynała być coraz dziwniejsza. Zaczął się irytować i niepokoić. Pomyślał sobie, że może została zgwałcona. Tylko przez kogo?! Po chwili jednak uświadomił sobie, że to niemożliwe, przecież była zbyt spokojna i zadowolona.
-Tam, tam... - paplała nie mogąc dojść do siebie.
-Co, tam, tam?!
Zastanawiał się, czy wszystkie potrawy były świeże, czy przypadkiem czymś się nie zatruli. Zaczął podejrzewać jakiś narkotyk, albo coś innego, bo przecież normalnymi metodami nie dało się tego uzasadnić, ani w żaden sposób wyjaśnić. Był późny wieczór, cały dom gości, jego żona na parę minut weszła do pokoju dziecka i wyszła z niego bredząc, jakby odebrało jej rozum. I jeszcze na dodatek ta historia z Katarzyną.
-Co cię tutaj dzieje, do jasnej cholery! - zaklął.
-Oni tam są, są... - dukała.
-Kto?! - zapytał.
-To okno, okno, okno... - powtarzała.
-Jakie okno?! - denerwował się.
-Piotruś miał rację...
-Kurczę, co się stało?!
Zrobił kilka kroków w jej kierunku i zatrzymał się oniemiały. Z jej ust spływały stróżki czegoś białego i gęstego. Ciśnienie w jego żyłach w ciągu sekundy podskoczyło do górnej granicy. Robiło się coraz ciekawiej. Cieszył się tylko z faktu, że inni tego nie widzą.
W momencie, kiedy stanął tuż przy niej przekonał się, że jego podejrzenia okazały się prawdziwe. Cały dekolt jego żony pokryty był drobniutkimi kropelkami białego nasienia. W jego głowie powstała prawdziwa burza. Teraz nie na żarty zastanawiał się, czy rzeczywiście jej nie zgwałcili. Tylko kto? A może sama komuś się oddała?!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz