Szukaj na tym blogu

9 sierpnia 2021

Urodziny babci.

15. Spenetruj moją dupcię.


W końcu potrząsnął głową, sapnął i chwycił ją za biodra gotowy wejść w jej cipkę.

-Nie byczku, - zatrzymała go, - spenetruj moją dupcię! Tam na półce jest wazelina. Smaruj konia, już!!!


Na chwilę przymknęła powieki.

-Tak, Sławku. Tak. Stań, tuż za mną i patrz do woli. Podobają ci się? Obydwie są twoje.

Chwycił kutasa w dłonie i dotknął jej pośladków. Jak narkoman na głodzie, patrzył na dwie apetyczne dziurki, jedną u góry, drugą nieco niżej, obydwie słodkie jak tort urodzinowy. Ta wyżej okrągła, mocno zagłębiona, otoczona brązową obwódką. Ta niżej, przecięta jak bułeczka z cudownymi płatkami. Chłopak miał dylemat, którą wybrać. Czy słodką cipeczkę, czy też może niesamowity anusik. Ot prawdy, to był problem.

-Cholera jasna! - mruknął do siebie, nie mogąc się zdecydować.

Zniecierpliwiona potrząsnęła głową.

-No Sławku, pospiesz się. Ile mam czekać?!

Nie odpowiedział.

-Nie bądź taki niepewny. Jak już zacząłeś mnie ruchać, to zrób to do końca! Chcę czuć się zaspokojona. 

Patrzył i nie odzywał się. Nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. 

-No co taki wystraszony. Patrzcie, przed chwilą sam mnie rozebrał i przeleciał, że aż się cała trzęsłam, a teraz się boi. Oj nieładnie, nieładnie, - jej głos stał się ironiczny.

-Dziewczyno, nie poznaję cię! - próbował tłumaczyć. 

-No, tak, teraz nie poznaje! Co się z tobą dzieje? Obiecałeś deszczyk spermy, a teraz chcesz się wycofać?

-Karolinko… 

-Co Karolinko, co Karolinko?

-Och, starczy! Rozpaliłaś mnie, że ledwie nad sobą panuję. Nie wiem, czy dam radę. 

-Drżysz. To dobrze. O to mi chodziło. Wiem, że staniesz na wysokości zadania. 

Zaczęła się śmiać tak serdecznie i radośnie, a jednocześnie z taką siłą, że poczuł dziwny dreszcz na plecach. W końcu opanował się i powiedział:

-No jasne. Przecież cię nie wypuszczę, dopóki nie poczujesz mojego kutasa we wszystkich swoich dziurkach.

Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Jakby na to czekała, jej oczy płonęły dzikością, pożądaniem i pragnieniem natychmiastowego spełnienia.

-Możesz mi wierzyć, Sławku, ja też cię tak nie wypuszczę. Obiecałeś, że zalejesz mnie spermą, a na razie nie padła ani kropelka! Bierz się do roboty. 

-Kaaaaarolina! - wykrzyknął. 

Był coraz bardziej zaskoczony, jak też i podniecony. Czół, że cały drży, a przecież jeszcze nawet w nią nie wszedł.

-Nie denerwuj mnie. Jak nie dajesz rady, to nie obiecuj! Dawaj wreszcie tego kutasa. 

-Dziewczyno, diable ty mój, - powiedział, - jeszcze mnie nie znasz!

-To się jeszcze okarze, - denerwowała się, - ty też mnie nie znasz. Chcę swoją porcję nasienia! Natychmiast!

-Jak obiecałem to, będziesz ją miała, - podjął wyzwanie. 

-Nie gadaj tyle, tylko ruchaj. Ja ci obiecuję, że wyjdziesz z tego pokoju na czworakach! - rechotała.

Sławek wytrzeszczył oczy. Nie wierzył temu co słyszy. Był pewny, że tego wieczoru będzie miał nad nią całkowitą kontrolę, że ją wyobraca i zbałamuci tak, jak tylko będzie chciał, a tymczasem działo się coś dokładnie odwrotnego. Czy to była ta sama słodka, trochę nieśmiała studentka? Na pewno nie. Ale czy tego żałował?

-No, zabieraj się do pracy! Twój kutasik jest jeszcze taki sztywny, muszę to wykorzystać, - ponagliła.

W końcu potrząsnął głową, sapnął i chwycił ją za biodra gotowy wejść w jej cipkę.

-Nie byczku, - zatrzymała go, - spenetruj moją dupcię! Tam na półce jest wazelina. Smaruj konia, już!!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...