15. Spenetruj moją dupcię.
W końcu potrząsnął głową, sapnął i chwycił ją za biodra gotowy wejść w jej cipkę.
-Nie byczku, - zatrzymała go, - spenetruj moją dupcię! Tam na półce jest wazelina. Smaruj konia, już!!!
Na chwilę przymknęła powieki.
-Tak, Sławku. Tak. Stań, tuż za mną i patrz do woli. Podobają ci się? Obydwie są twoje.
Chwycił kutasa w dłonie i dotknął jej pośladków. Jak narkoman na głodzie, patrzył na dwie apetyczne dziurki, jedną u góry, drugą nieco niżej, obydwie słodkie jak tort urodzinowy. Ta wyżej okrągła, mocno zagłębiona, otoczona brązową obwódką. Ta niżej, przecięta jak bułeczka z cudownymi płatkami. Chłopak miał dylemat, którą wybrać. Czy słodką cipeczkę, czy też może niesamowity anusik. Ot prawdy, to był problem.
-Cholera jasna! - mruknął do siebie, nie mogąc się zdecydować.
Zniecierpliwiona potrząsnęła głową.
-No Sławku, pospiesz się. Ile mam czekać?!
Nie odpowiedział.
-Nie bądź taki niepewny. Jak już zacząłeś mnie ruchać, to zrób to do końca! Chcę czuć się zaspokojona.
Patrzył i nie odzywał się. Nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
-No co taki wystraszony. Patrzcie, przed chwilą sam mnie rozebrał i przeleciał, że aż się cała trzęsłam, a teraz się boi. Oj nieładnie, nieładnie, - jej głos stał się ironiczny.
-Dziewczyno, nie poznaję cię! - próbował tłumaczyć.
-No, tak, teraz nie poznaje! Co się z tobą dzieje? Obiecałeś deszczyk spermy, a teraz chcesz się wycofać?
-Karolinko…
-Co Karolinko, co Karolinko?
-Och, starczy! Rozpaliłaś mnie, że ledwie nad sobą panuję. Nie wiem, czy dam radę.
-Drżysz. To dobrze. O to mi chodziło. Wiem, że staniesz na wysokości zadania.
Zaczęła się śmiać tak serdecznie i radośnie, a jednocześnie z taką siłą, że poczuł dziwny dreszcz na plecach. W końcu opanował się i powiedział:
-No jasne. Przecież cię nie wypuszczę, dopóki nie poczujesz mojego kutasa we wszystkich swoich dziurkach.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Jakby na to czekała, jej oczy płonęły dzikością, pożądaniem i pragnieniem natychmiastowego spełnienia.
-Możesz mi wierzyć, Sławku, ja też cię tak nie wypuszczę. Obiecałeś, że zalejesz mnie spermą, a na razie nie padła ani kropelka! Bierz się do roboty.
-Kaaaaarolina! - wykrzyknął.
Był coraz bardziej zaskoczony, jak też i podniecony. Czół, że cały drży, a przecież jeszcze nawet w nią nie wszedł.
-Nie denerwuj mnie. Jak nie dajesz rady, to nie obiecuj! Dawaj wreszcie tego kutasa.
-Dziewczyno, diable ty mój, - powiedział, - jeszcze mnie nie znasz!
-To się jeszcze okarze, - denerwowała się, - ty też mnie nie znasz. Chcę swoją porcję nasienia! Natychmiast!
-Jak obiecałem to, będziesz ją miała, - podjął wyzwanie.
-Nie gadaj tyle, tylko ruchaj. Ja ci obiecuję, że wyjdziesz z tego pokoju na czworakach! - rechotała.
Sławek wytrzeszczył oczy. Nie wierzył temu co słyszy. Był pewny, że tego wieczoru będzie miał nad nią całkowitą kontrolę, że ją wyobraca i zbałamuci tak, jak tylko będzie chciał, a tymczasem działo się coś dokładnie odwrotnego. Czy to była ta sama słodka, trochę nieśmiała studentka? Na pewno nie. Ale czy tego żałował?
-No, zabieraj się do pracy! Twój kutasik jest jeszcze taki sztywny, muszę to wykorzystać, - ponagliła.
W końcu potrząsnął głową, sapnął i chwycił ją za biodra gotowy wejść w jej cipkę.
-Nie byczku, - zatrzymała go, - spenetruj moją dupcię! Tam na półce jest wazelina. Smaruj konia, już!!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz