Szukaj na tym blogu

23 sierpnia 2021

Urodziny babci.

29. Przejdziemy się?


Wszystko, co w tej chwili widzieli, było takie dziewicze, nowe, nieznane. Patrzyli jak zahipnotyzowani, chłonąc wzrokiem kolejne obrazy. Byli tym coraz bardziej zaciekawieni i zaintrygowani. Od okna odchodziła alejka. Ginęła gdzieś w zaroślach.

-Przejdziemy się? - jak gdyby nigdy nic zaproponował Irek.


-Ja też widziałem, małego człowieczka, - odezwała się Julka, - miał skrzydła i penisa.

-Tak, małego fiutka, - dodała Karolina.

-Jaki czort?! Co się tu dzieje?! - zaklęła babcia.

Irek wychylił się na zewnątrz. Pokręcił tylko głową. Wciąż nie mógł uwierzyć. 

-No, dżungla, - skwitował.

-Jaka dżungla?! A ty, żeś dżunglę widział? Toż to raj! - odpowiedziała z ożywieniem Karolina, - Raj. Taki jak w biblii opisane jest. 

-No, akurat. Może biblię czytała, co? 

-A czytała, żebyś wiedział. 

W momencie, kiedy ci dwoje się kłócili, pozostali zbliżyli się do parapetu. Sławek wyglądał tak, jakby nie dowierzał własnym zmysłom.

-Jak to możliwe, jak to możliwe?! - powtarzał. 

-Słuchajcie, a może czegoś się nażarliśmy i teraz mamy halucynacje?! - próbował żartować wuj Ignacy.

Wszyscy wysunęli głowy na zewnątrz. Z góry zwieszały się ogromne kielichy purpurowych kwiatów. Były wielkości piłki futbolowej.

-Tylko popatrzcie. Są niesamowite! - zawołała Karolina.

Julka wzruszyła ramionami.

-No a co w nich dziwnego? - żachnęła się.

Kuzynka puściła do niej oko.

-Jak to co?! Taka ciemna jesteś? Spójrz na to co jest w środku.

-Patrzę i co?

-Co ci przypominają te słupki?

Julia z wrażenia zakryła usta dłonią.

-O ja pierdolę, - 

Karolina koniecznie chciała usłyszeć odpowiedź.

-No powiedz. 

Obydwie zaczęły chichotać.

-Hihihi… penisy… 

-Nooooo ty rzeczywiście wyglądają jak małe fiuty. Zobacz mają nawet przecięcie z dziurką na końcu. I nie są wcale takie małe. 

-Aha widzę. Spójrz na tego, taki wygięty, żylasty, a jaka głowica!

-Och, ten naprawdę duży. Super… 

-Dziewczyny, co wy gadacie?! Przecież to tylko kwiaty?! - zgorszył się Irek. On jakoś nie dostrzegał podobieństwa. 

-Mnie one tam niczego nie przypominają, - wtrącił Sławek.

-No masz rację. Zdaje się, że, nasze panie są napalone! - zaczął śmiać się Irek.

-Uspokójcie się! - zawołał w końcu zniecierpliwiony Jeremiasz.

Wszyscy spojrzeli w jego stronę.

-Co robimy? Spójrzcie, tam jest jakieś jeziorko, - powiedział wyciągając rękę.

Po prawej stronie, w gęstej kępie krzewów, na zboczu niewielkiego wzniesienia rosły roślinki o ciemnozielonych drobnych liściach i niebieskich kwiatach. Po lewej stronie znajdowało się rozlewisko wodne porośnięte czymś, co przypominało tatarak. Zieleń liści zdawała się wpadać w odcień fioletu. Na lustrze wody unosiły się nenufary i grzybienie.

Po chwili odezwał się Marek. W jego głosie dało się słyszeć niepokój.

-Nie uważacie, że to wszystko jest jakieś nienormalne? Co to za dom? Najpierw te wstrząsy, a teraz to wszystko! Lepiej się wynośmy. To podejrzane. 

Wszystko, co w tej chwili widzieli, było takie dziewicze, nowe, nieznane. Patrzyli jak zahipnotyzowani, chłonąc wzrokiem kolejne obrazy. Byli tym coraz bardziej zaciekawieni i zaintrygowani. Od okna odchodziła alejka. Ginęła gdzieś w zaroślach.

-Przejdziemy się? - jak gdyby nigdy nic zaproponował Irek.

Marek zmierzył go wzrokiem pełnym niepokoju.

-Czyś ty zwariował?! Nawet nie wiesz, czy będziesz mógł wrócić. 

Irek zdawał się bagatelizować ryzyko. Widać było, że pociąga go nieznane i przygoda.

-No co ty, przecież to niedaleko. Kilka kroków tylko. Zobacz wygląda na spokojną okolicę.

-Aha, a jaką masz pewność, że nic ci nie grozi?

Irek uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.

-Przestań. Popatrz, czy widzisz tu jakieś zagrożenie? Najspokojniejsza okolica, jaką widziałem. 

Chłopak nie dawał za wygraną.

-No a ten dziwny gołąb? 

Irek uśmiechnął się.

-Przecież uciekł? Gołębia się boisz? Najwyżej na łeb ci nasra. 

-No nie, ale… - zastanowił się, - był jakiś taki nieziemski.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...