29. Przejdziemy się?
Wszystko, co w tej chwili widzieli, było takie dziewicze, nowe, nieznane. Patrzyli jak zahipnotyzowani, chłonąc wzrokiem kolejne obrazy. Byli tym coraz bardziej zaciekawieni i zaintrygowani. Od okna odchodziła alejka. Ginęła gdzieś w zaroślach.
-Przejdziemy się? - jak gdyby nigdy nic zaproponował Irek.
-Ja też widziałem, małego człowieczka, - odezwała się Julka, - miał skrzydła i penisa.
-Tak, małego fiutka, - dodała Karolina.
-Jaki czort?! Co się tu dzieje?! - zaklęła babcia.
Irek wychylił się na zewnątrz. Pokręcił tylko głową. Wciąż nie mógł uwierzyć.
-No, dżungla, - skwitował.
-Jaka dżungla?! A ty, żeś dżunglę widział? Toż to raj! - odpowiedziała z ożywieniem Karolina, - Raj. Taki jak w biblii opisane jest.
-No, akurat. Może biblię czytała, co?
-A czytała, żebyś wiedział.
W momencie, kiedy ci dwoje się kłócili, pozostali zbliżyli się do parapetu. Sławek wyglądał tak, jakby nie dowierzał własnym zmysłom.
-Jak to możliwe, jak to możliwe?! - powtarzał.
-Słuchajcie, a może czegoś się nażarliśmy i teraz mamy halucynacje?! - próbował żartować wuj Ignacy.
Wszyscy wysunęli głowy na zewnątrz. Z góry zwieszały się ogromne kielichy purpurowych kwiatów. Były wielkości piłki futbolowej.
-Tylko popatrzcie. Są niesamowite! - zawołała Karolina.
Julka wzruszyła ramionami.
-No a co w nich dziwnego? - żachnęła się.
Kuzynka puściła do niej oko.
-Jak to co?! Taka ciemna jesteś? Spójrz na to co jest w środku.
-Patrzę i co?
-Co ci przypominają te słupki?
Julia z wrażenia zakryła usta dłonią.
-O ja pierdolę, -
Karolina koniecznie chciała usłyszeć odpowiedź.
-No powiedz.
Obydwie zaczęły chichotać.
-Hihihi… penisy…
-Nooooo ty rzeczywiście wyglądają jak małe fiuty. Zobacz mają nawet przecięcie z dziurką na końcu. I nie są wcale takie małe.
-Aha widzę. Spójrz na tego, taki wygięty, żylasty, a jaka głowica!
-Och, ten naprawdę duży. Super…
-Dziewczyny, co wy gadacie?! Przecież to tylko kwiaty?! - zgorszył się Irek. On jakoś nie dostrzegał podobieństwa.
-Mnie one tam niczego nie przypominają, - wtrącił Sławek.
-No masz rację. Zdaje się, że, nasze panie są napalone! - zaczął śmiać się Irek.
-Uspokójcie się! - zawołał w końcu zniecierpliwiony Jeremiasz.
Wszyscy spojrzeli w jego stronę.
-Co robimy? Spójrzcie, tam jest jakieś jeziorko, - powiedział wyciągając rękę.
Po prawej stronie, w gęstej kępie krzewów, na zboczu niewielkiego wzniesienia rosły roślinki o ciemnozielonych drobnych liściach i niebieskich kwiatach. Po lewej stronie znajdowało się rozlewisko wodne porośnięte czymś, co przypominało tatarak. Zieleń liści zdawała się wpadać w odcień fioletu. Na lustrze wody unosiły się nenufary i grzybienie.
Po chwili odezwał się Marek. W jego głosie dało się słyszeć niepokój.
-Nie uważacie, że to wszystko jest jakieś nienormalne? Co to za dom? Najpierw te wstrząsy, a teraz to wszystko! Lepiej się wynośmy. To podejrzane.
Wszystko, co w tej chwili widzieli, było takie dziewicze, nowe, nieznane. Patrzyli jak zahipnotyzowani, chłonąc wzrokiem kolejne obrazy. Byli tym coraz bardziej zaciekawieni i zaintrygowani. Od okna odchodziła alejka. Ginęła gdzieś w zaroślach.
-Przejdziemy się? - jak gdyby nigdy nic zaproponował Irek.
Marek zmierzył go wzrokiem pełnym niepokoju.
-Czyś ty zwariował?! Nawet nie wiesz, czy będziesz mógł wrócić.
Irek zdawał się bagatelizować ryzyko. Widać było, że pociąga go nieznane i przygoda.
-No co ty, przecież to niedaleko. Kilka kroków tylko. Zobacz wygląda na spokojną okolicę.
-Aha, a jaką masz pewność, że nic ci nie grozi?
Irek uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.
-Przestań. Popatrz, czy widzisz tu jakieś zagrożenie? Najspokojniejsza okolica, jaką widziałem.
Chłopak nie dawał za wygraną.
-No a ten dziwny gołąb?
Irek uśmiechnął się.
-Przecież uciekł? Gołębia się boisz? Najwyżej na łeb ci nasra.
-No nie, ale… - zastanowił się, - był jakiś taki nieziemski.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz