27. Przeleciały mnie.
-Wiecie co? Przeleciały mnie. Wyruchały moją cipkę. Niesamowicie pierdolą.
Pan domu zbladł.
-Reeenaaaato!!!
Wyczuł od niej zapach świeżych kwiatów. Był zaskoczony. Przyjrzał się jej uważniej. Rzeczywiście ktoś powtykał w jej ubranie i włosy malutkie kwiatki. Z bliska nie dało się tego nie dostrzec. Kiedy zeszła niżej, goście od razu je zauważyli. Byli zachwyceni świeżością i kolorami. Poza tym niezwykłe było to, że były to polne kwiaty, zebrane tuż przed chwilą.
-Ojej, ale ich dużo, - odezwała się jakaś pani.
-Zobaczcie, przy każdym ruchu, wypadają z jej ubrania, - nie mógł uwierzyć ktoś inny.
-Czujecie, wciąż pachną łąką?
-Kwiaty? Skąd macie takie kwiaty? - westchnęła jedna z ciotek.
-Co się pytasz? Pewnie z kwiaciarni, - dało się słyszeć głos mężczyzny.
-Och niemożliwe. O tej porze?!
Renata w końcu nie wytrzymała i przerwała im.
-Nie rozumiecie? Tam jest otwarte okno.
Nikt jeszcze nie zauważył związku między jednym a drugim.
-No i co z tego?
-Tam jest okno, a za nim zupełnie inny świat, rajski ogród... - próbowała tłumaczyć podekscytowana kobieta.
Wuj Ignacy, który miał już nieźle w czubie, puknął się w czoło.
-Cooo? Lato, gorąco?! - wyrzucił z siebie spoglądając przez wielkie okna salonu.
Wszystko zdawało się być tak jak zawsze. Na dworze wciąż sypał gęsty śnieg. Słowa Renaty wydawały się być niedorzeczne, ale ona jakby czego nie dostrzegała.
-Ja nie kłamię. Tam rzeczywiście są jakieś amorki, - mówiła z wypiekami na twarzy.
Patrzyli a z każdym jej słowem, ich oczy robiły się coraz większe.
-Śliczne gołe amorki, - dodała jeszcze.
Ktoś inny nie wytrzymał i żachnął się.
-Hahaha… coooo?!
Konsternacja i niedowierzanie wciąż rosło. Patrzyli na siebie nawzajem, a później na nią. Renata zaczęła się śmiać, a jej śmiech był radosny i szczery.
-Mówię wam, jakie fajne amorki. Po prostu śliczne, cudowne.
Tadeusz zaczynał czuć się coraz bardziej nieswojo. Zmierzył ją srogim spojrzeniem, a ona, jak gdyby nigdy nic, ciągnęła:
-Wy nic nie rozumiecie... Amorki, całe mnóstwo, mnóstwo pięknych, słodkich amorków...
-Reniu, co ty wygadujesz?! Obawiam się o stan twojego zdrowia, - powiedział kompletnie zbity z tropu pan domu.
Kobieta ciągnęła tak, jakby to, o czym opowiadała, było najcudowniejszym doświadczeniem w jej życiu.
-Posłuchajcie, one naprawdę są cudowne, jasnowłose, ze skrzydłami...
W tej chwili Tadeusz nie wytrzymał.
-Renato przestań.
Nie zwracała na niego uwagi. Coraz bardziej podekscytowana mówiła:
-Wiecie co? Przeleciały mnie. Wyruchały moją cipkę. Niesamowicie pierdolą.
Pan domu zbladł.
-Reeenaaaato!!!
Nie zraziła się tym. Absolutnie do niej do nie docierało.
-Bzykały mnie wszystkie. Wszystkie, jakie były. To było boskie, niesamowite. Och.
Jeszcze raz podniosły się niezbyt przyjemne komentarze zebranej rodziny.
-No głupia, kompletnie zidiociała.
Po minucie rozległ się prawdziwy gwar, zupełnie jak na targowisku, ale nikt nie zrobił nic więcej.
-Spokój!!! - wrzasnął Tadeusz.
Niestety na niewiele się to zdało. Jego krzyk nie odniósł skutku. Ktoś wciąż komentował.
-Odbiło jej! Tylko Spójrzcie za okno. Prawdziwa zamieć.
W tej chwili wuj Ignacy wysunął się na czoło. On zawsze chciał sprawdzić wszystko od razu. Nie lubił zbyt długo czekać na efekty dla tego odezwał się pojednawczym tonem.
-Słuchajcie, Czemu oskarżacie kobietę? Nie lepiej to sprawdzić?
Jakiś młody chłopak, który stał z tyłu, burknął oburzony:
-A co będziesz sprawdzał? Odbiło jej i tyle.
Tadeusz jeszcze raz uniósł głos:
-Spokój, powiedziałem! Krzysiek Jeszcze jedno słowo a wybiję ci te twoje piękne jedynki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz