18. Aniołki są tylko w niebie.
-Piotrusiu, w twoim pokoiku, na pewno nie ma żadnych aniołków, - odezwała się jedna z cioć.
-Właśnie, że są, są! - upierał się mały.
-Wiesz, aniołki są tylko w niebie. U nas ich na pewno nie ma, - tłumaczyła łagodnym głosem.
-Są i mają siusiaki! - dyskutował czterolatek.
-Nie prawda, nie prawda! - powiedział z zacięciem chłopczyk. - Za moim oknem jest wiosna!
-Ach, rozumiem, - zwróciła się do synka, - pewnie coś ci się przyśniło? Opowiesz mamie o tym jutro rano, a teraz idź do swojego pokoiku i połóż się grzecznie do łóżeczka, dobrze?
Po chwili zwróciła się do gości i z przepraszającym uśmiechem powiedziała:
-No tak, ta dziecięca wyobraźnia...
Chłopiec odwrócił się i dosyć niechętnie poszedł na górę.
Po kilku minutach pojawił się ponownie. Tym razem mama wyglądała na zirytowaną.
-Znowu tu jesteś? Przecież mówiłam ci, że porozmawiamy o tym jutro! - odezwała się uniesionym głosem.
Chłopiec nie wydawał się przekonany.
-Mamo, ale za moim oknem latają aniołki!
Kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem. “Co on wygaduje?” - pomyślała.
-Słucham?! Co, znowu?! Jakie aniołki?!
-Takie małe... - tłumaczyło dziecko z rozbrajającą szczerością.
Renata trochę się zdenerwowała. Nie wiedziała jak ma zareagować.
-Idź na górę, - nakazała, - za momencik do ciebie przyjdę.
-Przyjdziesz, - uśmiechnął się synek, - i zobaczysz aniołki, prawda?!
Była przekonana, że jej syn poszedł na piętro tak, jak mu kazała, lecz on nadal stał.
-Lepiej chodź teraz, wołają cię!
Zaskoczeni goście spojrzeli w jego kierunku.
-Piotrusiu, w twoim pokoiku, na pewno nie ma żadnych aniołków, - odezwała się jedna z cioć.
-Właśnie, że są, są! - upierał się mały.
-Wiesz, aniołki są tylko w niebie. U nas ich na pewno nie ma, - tłumaczyła łagodnym głosem.
-Są i mają siusiaki! - dyskutował czterolatek.
Renata spojrzała na niego ze wzburzeniem, ale wszystko wskazywało na to, że dziecko rzeczywiście musiało coś widzieć.
-Słucham?! - zapytała.
-No, białe aniołki... zrywają kwiaty... mają skrzydła... o takie duże, - mówił z ożywieniem rozkładając ręce najszerzej jak tylko mógł.
Renata nie wytrzymała. Nie mógł wygadywać takich głupot. Szczególnie przy gościach.
-Posłuchaj mnie uważnie, nie ma żadnych aniołków, nie ma siusiaków, nie ma wiosny. Rozumiesz? Marsz do łóżeczka.
Piotruś zmarszczył brwi. Nie podobało mu się, że mama mu nie wierzy.
-Nie prawda! Za moim oknem jest wiosna! - wykrzyknął.
-O ho, ho, ho! - zaśmiał się Ignacy.
Ignacy, był mężczyzną przed sześćdziesiątką i znany był z tego, że lubił dużo wypić.
-Zamknij się Ignacy! - skarcił go Henryk.
Nikt się już nie bawił, wszyscy uważnie patrzyli na malca. Chłopczyk spojrzał na zebranych i trochę łagodniej dodał:
-Tam, tam... śpiewają ptaszki... grzeje słoneczko... jest cieplutko...
Podchmielony wuj wciąż próbował dowcipkować:
-No popatrz, popatrz, a mnie się zdawało, że tylko ja tak potrafię zmyślać?!
Zirytowany Benedykt postanowił dać mu ripostę:
-Tak, szczególnie wtedy, kiedy jesteś po porządnym kielichu!
Słysząc to gospodyni zdenerwowała się jeszcze bardziej.
-Słuchaj szkrabie, ja wszystko rozumiem, ale to wszystko ci się śniło, rozumiesz, śniło ci się! - rzuciła w jego stronę.
Piotruś rozpłakał się i zaczął krzyczeć jeszcze głośniej.
-Nie prawda, nie prawda!!!
Wśród zebranych rozległ się szmer konsternacji.
-Taaak, moje dziecko, w tym wieku też miało kłopoty z bujną wyobraźnią, - komentował ktoś z tyłu.
-Trzeba z nim pójść do pokoju i zostać przez jakiś czas, wtedy zaśnie, - wyjaśniał ktoś inny.
W tym samym czasie Tadeusz pokiwał głową.
-Reniu, kochanie, zaprowadź go tam. Ja zostanę gośćmi, - powiedział.
Spojrzała na męża niepewnie i uśmiechnęła się.
-Obiecaj, że będą się dobrze bawili.
-Możesz być tego pewna, - uspokoił ją.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz