26. Oni tam są.
-Oni tam są, - powiedziała z dużą pewnością siebie.
Spojrzał na nią zniecierpliwiony.
-Kto?
Denerwowała się, że jej nie wierzy.
-Jak to kto? Oni...
Wciąż nic nie rozumiał.
-Jacy oni?!
Odpowiedziała z pełną powagą, ale jej usta drżały.
-Elfy, skrzaty…
Uniósł wzrok, by ją skarcić, ale po chwili odpuścił. Przypominał sobie to, co jeszcze przed momentem działo się w piwnicy. Nie mógł mieć pretensji do swojej żony, że uprawiała z kimś seks, skoro on sam, dosłownie przed kilkoma minutami, był z inną. Chociaż nie mógł pogodzić się z tym, że przyprawiła mu rogi, to jednak miał świadomość, że sam popełnił dokładnie taki sam błąd. Przecież kochał się jak szalony, jakby nic innego dla niego się nie liczyło, i to z kim, z kim? Z jego dawną miłością. Chociaż nie miał pojęcia, jak ona się tutaj znalazła, to jednak musiał przyznać, że to była zdrada.
W końcu coś w nim pękło, musiał uznać, że to nieważne co się stało, było tak cudownie, tak wspaniale, jak nigdy wcześniej. Na chwilę porwał go nurt dziwnego do opisania podniecenia.
Renata wtuliła się w jego ubranie. Myślał, że płacze, a ona oblała się pąsowym rumieńcem.
-Och Tadeusz, przepraszam, przepraszam, - wyszeptała.
W tej samej chwili cała jego złość znikła. Pomyślał, że jeśli nawet do czegoś doszło, to nic się nie stało. Uświadomił sobie, iż przez fakt, że uprawiała z kimś przelotny seks, nikt mu jej nie zje, nie zabierze. Dotarło do niego, że każdy może popełnić błąd i że tak naprawdę tylko ją kocha. Mimo wszystko czuł się jak w jakiejś dziwnej operze mydlanej. Czule rozgarnął jej włosy i przycisnął jej ciało do siebie. Była bardzo gorąca, ponad miarę podekscytowana i niesłychanie piękna...
-Przepraszam, przepraszam... - kwiliła jak małe dziecko.
-Już dobrze, - uspokajał ją.
Pomyślał, że to on powinien ją przepraszać. Przecież to z jego winy do ich związku wkradła się nuda. W duchu prosił o wybaczenie i obiecywał sobie, że już nigdy więcej na to nie pozwoli. Wyjął z kieszeni chusteczkę i otarł jej twarz.
-Masz spermę na buzi, - wyszeptał.
-Tak wiem, - odpowiedziała, bez namysłu.
-Co się stało? - zapytał na tyle cicho, żeby inni nie usłyszeli.
-Oni tam są, - powiedziała z dużą pewnością siebie.
Spojrzał na nią zniecierpliwiony.
-Kto?
Denerwowała się, że jej nie wierzy.
-Jak to kto? Oni...
Wciąż nic nie rozumiał.
-Jacy oni?!
Odpowiedziała z pełną powagą, ale jej usta drżały.
-Elfy, skrzaty…
Ostatnie słowa były słyszane przez resztę rodziny. Nastąpiła lekka konsternacja.
-Ależ Renatko?
Z jednej strony zdała sobie sprawę, że popełniła gafę, a z drugiej wiedziała, że mówi prawdę. Nie wiedziała jak im to wytłumaczyć. Zrobiła niewinną minę. Wyglądała jak małe zawstydzone dziecko.
-Ale ja przecież…
Jeszcze raz spojrzał na gości i uśmiechnął się.
-Och Renato.
-Tadek, ja nie kłamię.
-Reniu... - prosił, ale przeczuwał, że jego najczarniejsze scenariusze mogą się spełnić.
Nie ustępowała. Popatrzyła na niego błagalnie.
-Tadeusz, na prawdę.
-Reniu, przecież…
-Oni są… - mówiła dalej.
-Reniu... - patrzył jej w oczy.
Otworzyła usta.
-Tam, na górze...
Sytuacja była coraz bardziej napięta. Poniżej schodów rozległ się pogłos dyskusji. Jedni uważali, że się upiła, inni, że jest chora, a jeszcze inni, że żartuje i nabiera ich. Niektórzy uznali to za przedstawienie zorganizowane na cześć urodzin babci. W końcu Tadeusz nie wytrzymał i uniósł głos:
-Przestańcie! Nie widzicie, że stało się coś poważnego?!
Miał tego dość. Chciał tylko spokoju. Objął ją ramieniem i powoli sprowadził na dół.
-Powiedz, co się dzieje? - zwrócił się do żony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz