Szukaj na tym blogu

6 grudnia 2021

Zakazane sny.

23. Nagie ramiona.


Chciała poczuć następne fujary głęboko w swoim wnętrzu. Nagie ramiona wciągały ją między siebie. Było bardzo ciasno, ale nie rezygnowała, poruszała się jak automat. Jeszcze trochę i jeszcze... byle do przodu, byle dalej...


Nie było wątpliwości, że za chwilę się zacznie. Ich mięśnie się napięły. Dostrzegła, jak szarpią się ich barki i brzuchy, jak pracują pod skórą. Niemal czuła ich coraz szybsze oddechy, słyszała coraz głośniejsze sapanie. Całe powietrze przesycone było mgiełką z ich ust. “No  już. Na co czekacie. Bierzcie mnie!” - krzyczała w myślach.

Pierwszy kutas wszedł w jej tyłek przy tylnych drzwiach. 

-O ja pierdolę! - wyrwało się z jej ust.

Poczuła silne dłonie na swoich biodrach. Były mocne, szerokie, trzymały stanowczo i nie puszczały. Poczuła fiuta między swoimi pośladkami. Pchał się niczym gruby, paskudny robal, poczuła rozpierające gorąco. Mimo wszystko próbowała poruszać się do przodu.

Jęczała i wzdychała. Ból i rozkosz towarzyszyły jej przy każdym kroku. 

- Ooooooch... kuuuurrwa właź! Właź wreszcie!

Bała się, że ją rozerwie, mimo wszystko nie przerywała tego. Nie chciała. Doznawała niewyobrażalnej niebiańskiej rozkoszy i zadowolenia. Przed nią była gromada rozochoconych, kipiących testosteronem samców, w jej tyłku siedział potężny chuj. Po co to przerywać. To było tak, jakby odkryła jaskinię skarbów.

Drugi penis zaatakował jej cipkę metr dalej.

-Oooooo... taaaak, taaaaak! Skurwysynu wchodź! Nie pierdol się! - krzyczała z rozkoszy.

Nie spodziewała się, że nastąpi to tak szybko. Kutas był tak gruby, że jej pipka ledwie dawała sobie z nim radę. Kobieta nie była w stanie opisać tego, co się z nią dzieje. 

-O w mordę, zaraz zdechnę! - rzęziła. Traciła poczucie rzeczywistości, odpływała coraz bardziej na falach rozkoszy.

Łomotali ją z dwóch stron. Nie zważali na nic. Kołysali się. Kiedy jeden wchodził, drugi wychodził. To było jak jakaś zawrotna huśtawka, dwa grube kutasy jak maszyna poruszały się w niej naprzemiennie: i raz i dwa, i raz i dwa, i raz i dwa… 

-O Boże, jestem w niebie! Nie. Bożena co ty gadasz?! Do piekła trafiłaś! Zajebiście!

Po chwili zmienili rytm. Zaczęli poruszać się zgodnie, raz ją ściskając, raz się od niej odsuwając. Czuła się jak ugniatane cisto. Mimowolnie za każdym razem wypuszcza z siebie powietrze. Prawie traciła przytomność, w uszach słyszała jednostajny szum, przed oczami jej pociemniało. Zastanawiała się, ile jeszcze wytrzyma. 

W końcu spuścili się i wyszli. 

-Hej! No co jest?! - zdziwiła się, że trwało to tak krótko. Chciała jeszcze. Była prawie rozczarowana, jej podniecenie wciąż rosło. Zaczynała zachowywać się jak zombi. W duchu błaga, by wzięli ją kolejni. Wszystkie inne odczucia zredukowały się do niezbędnego minimum.

Próbowała przeciskać się w kierunku przodu pojazdu. Tak jakby tam miało być lepiej, inaczej. Zostawia tamtych i wpychała się między kolejnych. Chciała poczuć następne fujary głęboko w swoim wnętrzu. Nagie ramiona wciągały ją między siebie. Było bardzo ciasno, ale nie rezygnowała, poruszała się jak automat. Jeszcze trochę i jeszcze... byle do przodu, byle dalej...

Nagle zaczepia o coś butem, to był jakiś występ, czy nierówność. Jedna noga została w tyle. Straciła równowagę, owładnęło nią uczucie bezwładności i poleciała przed siebie.

W następnej sekundzie wpadła w czyjeś mocne ramiona. Doświadczyła przyjemnego uczucia amortyzacji i zatrzymała się w miejscu. Ktoś delikatnie ją podtrzymywał, jednak nie unosił. Jakby zrobił to celowo, ale było jej dobrze i przyjemnie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...