Szukaj na tym blogu

22 grudnia 2021

Zakazane sny.

39. Nie mogła uwierzyć.


Widziała tę samą salę, tych samych ludzi, ale część gości była kompletnie naga. Szybko podniosła powieki i wszystko wróciło do normy. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.


Anna ubrana w granatową spódnicę i białą bluzkę stała w drzwiach sali konferencyjnej. Z każdym, kto się pojawił, witała się serdecznie, z każdym starała się zamienić kilka słów i z wielką kurtuazją wskazywała właściwe miejsce. Niektórzy goście byli jej starymi znajomymi, przy nich była szczególnie wylewna, innych znała tylko przelotnie, a niektórych widziała po raz pierwszy.

W pewnym momencie w holu ujrzała swojego szefa Rona Himerosa, rozmawiał po angielsku z dyrektorem zaprzyjaźnionej firmy. Rzuciła mu przelotny uśmiech i ostatni raz rozejrzała się.

Wszyscy goście wyglądali bardzo dostojnie. Podziwiała przystojnych, eleganckich mężczyzn w drogich, szytych na miarę garniturach, zazdrosnym wzrokiem mierzyła piękne, zadbane panie.

Nagle, niespodziewanie w drzwiach wejściowych spostrzegła grupę rozbawionych, głośno rozmawiających panów. Od razu zrobiła się podejrzliwa. Nie mogła sobie przypomnieć, na której liście widnieli, miała wątpliwości, czy w ogóle byli zaproszeni. Zbliżyła się niepewnym krokiem.

Zdziwiła się bardzo, kiedy w grupie rozpoznała Adama, Jerzego i Andrzeja. Nagle poczuła, że się czerwieni, a po chwili zrobiło się jej bardzo gorąco. Chciała coś powiedzieć, zapytać skąd tutaj ich obecność, gdy tymczasem to Andrzej podszedł do niej i bezpardonowo podał rękę.

-Jesteśmy z firmy Mirovax.

-Mirovax? - spytała tak, jakby nigdy wcześniej nie słyszała tej nazwy.

Po chwili dopiero przypomniała sobie o zapasowej liście, którą dostała z samego rana, zaraz po wejściu do biura. Od razu uśmiechnęła się szeroko.

-Ach tak, rzeczywiście, zapraszam, - mimo skrępowania wskazała ich miejsca.

No i zaczęło się, poważna dyskusja, oficjalne uśmiechy i dość nerwowa, sztywna atmosfera, ale wszystko szło tak, jak zaplanowali.

Zebranie trwało już ponad dwie godziny. Kolejni mówcy wygłaszali sprawozdania i referaty. Anna była zmęczona, śledziła tylko niektóre zdania.

-...produkcja spada, ceny surowców rosną...

-...dystrybucja źle zorganizowana... słaby marketing...

Jej głowa zaczęła opadać, na chwilę nieświadomie zamknęła oczy i nagle przeraziła się nie na żarty. Myślała, że dzieje się z nią coś bardzo złego.

„Mam omamy!” – pomyślała.

Widziała tę samą salę, tych samych ludzi, ale część gości była kompletnie naga. Szybko podniosła powieki i wszystko wróciło do normy. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Była jednak zbyt zmęczona, zbyt senna, by z tym walczyć i zastanawiać się głębiej. Coś kazało jej zamknąć ponownie oczy i rozluźnić się.

Andrzej podniósł się ze swojego fotela i wolnym krokiem ruszył w stronę Kingi.

-Och, wejdź we mnie, - szepnęła do niego bardzo podniecona.

Kinga była szczupłą blondynką o wyglądzie lalki Barbie. Długie, jasne włosy łagodnymi falami opadały na jej ramiona. Duże, jędrne piersi dumnie kołysały się na boki, a zgrabne biodra i krągłe apetyczne pośladki emanowały samą erotyką.

„Co ona robi?!” - pomyślała zdezorientowana Anna, widząc, że Kinga położyła się na stole konferencyjnym i szeroko rozchyliła uda. Po prostu nie mogła uwierzyć w to co widzi.

Sytuacja zdawała się być kuriozalna. Po obydwu stronach siedzieli pozostali goście. Jak mogli niczego nie dostrzegać?!

Andrzej chwycił swojego wielkiego fiuta, stanął pomiędzy udami Kingi. Blondynka wyprężyła się i zaczęła drżeć na całym ciele. Mężczyzna pomasował jej bułeczkę, a później wpakował fiuta w ciasną szparkę.

-Oooooch! - westchnęła zadowolona.

Bez zastanowienia zaczął szybko poruszać swoimi biodrami. W jego oczach płonął ogień pożądania. Kopulował, jakby kilka lat nie widział żadnej kobiety. Powietrze wypełniające salę konferencyjną przeszło zapachem podnieconych, spoconych ciał.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...