30. Kiedy już tam wejdzie.
Wiedziała, że kiedy już tam wejdzie, zostanie przypięta i zrobią z nią wszystko, co tylko będą chcieli.
Drzwi do sypialni powoli się otworzyły i w progu stanęła pulchna brunetka. Bożenka ze zdziwienia otworzyła usta. Kobieta miała ogromne, oszałamiające cycki. Były niczym worki wypełnione wodą, sięgały pępka i przy każdym ruchu seksownie huśtały się na boki. Na szczytach lśniły brązem wielkie brodawki i grube, sztywne sutki. Między obfitymi udami kłębił się gęsty, smolisty zarost, a ze środka mrugała czerwonymi płatkami, przyprawiająca o zawrót głowy, wielka pizda.
-Zapraszam... - kiwnęła w stronę Bożenki.
-Mnie?! - odpowiedziała z niedowierzaniem dziewczyna.
-Tak, panią! Proszę ze mną! - jej głos zabrzmiał jeszcze bardziej stanowczo.
-Ależ...
-Proszę ze mną! - powtórzyła.
Wystraszona i podniecona do granic możliwości blondynka błagalnie patrzyła na Annę.
-Pomóż, - powiedziała cicho.
Reakcja przyjaciółki była inna niż mogla się spodziewać.
-No idź głupia, - ponagliła.
Te słowa wywołały w niej jeszcze większą trwogę. Zamiast stanąć w jej obronie, zaprotestować, najlepsza, przyjaciółka pchała ją w łapy tej potężnej burdelmamy. Fakt, podniecała ją do granic możliwości, ale to nie znaczy, że tak powinna się zachować osoba, której bezgranicznie ufała.
-Aniu, co ty mówisz? Przecież…
Zamiast zatrzymać, popchnęła ją.
-No idź.
Bożenka była kompletnie zmieszana. Nie poznawała swojej towarzyszki. Mimo ogromnego strachu podniosła się i skierowała w stronę zwalistej baby. Czuła jak uda jej drżą a w kroczu robi się mokra. To mogło skończyć się tylko jednym.
Grubaska, odwracając się powoli niczym kombajn, wskazała drzwi do sąsiedniego pokoju.
-Zapraszam tam, - powiedziała oschle.
Dziewczyna ostrożnie przestąpiła próg. Po drugiej stronie powinien znajdować się przestronny hol. Nie było go jednak. Nie wiedziała co to ma tańczyć. To był zupełnie inny pokój: obcy i zimny. Nim skrzydło na dobre zamknęło się za jej plecami dotarł do niej głos koleżanki:
-Spokojnie, nic złego ci się nie stanie. Zaufaj mi.
Jednak nic nie był takie proste. Z chwilą, kiedy usłyszała trzask przekręcanego zamka zrozumiała, że nie ma odwrotu. Nim jeszcze do końca uświadomiła sobie gdzie jest, oblał ją zimny pot.
-O matko! - westchnęła przerażona.
Pomieszczenie po brzegi było zastawione dziwnymi podejrzanymi instrumentami. Skóra jej cierpła na samą myśl, do czego mogły służyć. Były wszędzie, leżały na stołach, szafkach i podłodze, wszystkie przygotowane do użycia z jednoznacznym erotycznym podtekstem.
-Co to? Gdzie ja jestem?! - spytała drżącym głosem.
Kobieta pchnęła ją na środek pokoju. Bożenka patrzyła starając się wszystko ogarnąć swoją świadomością. Wciąż nie mogła tego zrozumieć.
Na wprost stało coś, co swoim wyglądem przypominało fotel ginekologiczny. Nie był to jednak zwykły fotel. Na poręczach w miejscu rąk i nóg znajdowały się skórzane paski. Szybko zrozumiała ich przeznaczenie. Teraz zaczęła dygotać ze strachu. Wielka zwalista samica spojrzała na nią ironicznie i powiedziała uprzejmie:
-Proszę, usiądź wygodnie.
Bożenka wpadła w panikę. Czuła się jak zając schwytany w potrzask. Wiedziała, że kiedy już tam wejdzie, zostanie przypięta i zrobią z nią wszystko, co tylko będą chcieli. Rozejrzała się w poszukiwaniu najdogodniejszej drogi ucieczki. Jej nadzieje pękły jednak jak bańka mydlana. Była bez szans. Pokój nie miał okien. Nie było nawet drzwi, przez które przed chwilą weszła. Jak to się stało. Przecież to niemożliwe.
-Aniu pomóż – krzyczała w panice.
Nikt nie odpowiadał. Koniec zabawy. Zrozumiała, że musi radzić sobie sama. Nie potrafiła tego w żaden sposób wytłumaczyć, ale wbrew wszelkiej logice i instynktowi wykonała polecenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz