15. Nie byłem już dzieckiem.
Co tu dużo mówić, nie byłem już dzieckiem. Moje chyba nie do końca uświadomione zamiary były jednoznaczne. Wyobrażałem ją sobie nagą. Kompletnie nagą. Nie musiałem się wysilać. Wiedziałem, jak wygląda. W moich myślach widziałem, jak spaceruje nad tą wodą bez niczego na sobie. To wystarczyło.
No dobrze nie będę się zbytnio rozpisywał. W każdym bądź razie kutas mało nie rozerwał mi spodni. Ledwie wytrzymałem te ostatnie minuty. Wreszcie znaleźliśmy się nad wodą i to mnie uratowało. Odprężyłem się i czułem, że jednak wszystko będzie dobrze. To był niedostępny kawałem plaży odgrodzony od reszty gęstymi zaroślami i pokrzywami. To miejsce doskonale znaliśmy i czuliśmy się tam jak u siebie w domu, pomimo że dość rzadko tutaj bywaliśmy. Śmiało można powiedzieć, że to był nasz kawałek rzeki. Nasze zakole przy samym moście kolejowym. Było tu wszystko, czego potrzebowaliśmy do szczęścia: woda płytka i głęboka, grube pale wystające ponad lustro, z których można było wykonywać skoki. No i był też most. W sumie tylko do podziwiania okolicznej panoramy. Co prawda niektórzy z niego skakali, ale my byliśmy jeszcze za młodzi i się baliśmy. Już samo patrzenie w dół przyprawiało o dreszczyk emocji. W deskach pachnących smołą szpary były takie, że całą dłoń można było przełożyć. Dziewczyny tam raczej nie wchodziły. Podziwialiśmy starszych obcych chłopaków. Wtedy wydawali się nam bohaterami jak Tarzan albo Sandokan. Teraz wiem, że była to skrajna głupota, ale oni skakali do wody z wysokości dziesięciu metrów i dla nas było to niesamowite.
-No to jak, przebieramy się?! - zawołał Piotrek.
-No pewnie, że przebieramy, - odpowiedział Paweł.
Nieopodal rosły gęste krzaki i trzcina, która sięgała aż do wody. To była nasza przebieralnia. Zawsze tam mogłem ściągnąć kąpielówki i pomachać gołym ptakiem. Teraz też tak miałem zamiar zrobić, to znaczy przebrać się, ale przewietrzenie fiutka też by się przydało. Skierowaliśmy się prosto w to nasze miejsce. Każdy z nas miał już przygotowane jakieś gatki. Nie było po co tracić cennego czasu.
Kiedy się tam znalazłem, z przerażeniem stwierdziłem, że nie mogę tego zrobić. Wcześniej o tym nie pomyślałem, ale mój kutas sterczał jak głupi i trudno go było zmusić, żeby się położył. Moi bracia patrzyli na mnie z pytaniem w oczach. W duchu błagałem, żeby mój ptaszek zrobił, o co go proszę, chociaż na chwilę, ale on wcale nie chciał mnie słuchać. Musiałem ryzykować i zaczynać z tym co mam. Chociaż wiedziałem, że nawet jeśli uda mi się przebrać to i tak to niewiele zmieni. Przecież będę musiał wyjść i w końcu pokazać się Teresie.
Oczywiście nie chciałem tego. Paliłem się ze wstydu. Przynajmniej oficjalnie, bo tak należało. Dla mnie młodego chłopaka był to koniec świata. Jak to by wyglądało, żeby dziewczyna mnie zobaczyła ze sterczącym fiutem pod obcisłymi gaciami. Koszmar! No ale przecież bardzo jej pragnąłem. Tak bardzo, że trudno było to ukryć.
Co tu dużo mówić, nie byłem już dzieckiem. Moje chyba nie do końca uświadomione zamiary były jednoznaczne. Wyobrażałem ją sobie nagą. Kompletnie nagą. Nie musiałem się wysilać. Wiedziałem, jak wygląda. W moich myślach widziałem, jak spaceruje nad tą wodą bez niczego na sobie. To wystarczyło.
Nie umiałem pozbyć się tego obrazu. Był jak rzep. Ciągle pamiętałem, jak wchodziłem z nią na ten stary zakurzony strych. Ileż ja nie stworzyłem historii na ten temat! Więc teraz, co tu dużo gadać, byłem niesamowicie podniecony. W żaden sposób nie umiałem nad tym zapanować. To było rzeczywiście niesłychanie trudne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz