29. Słodki niebyt orgazmu.
W końcu nawet nie wiem kiedy moim ciałem szarpnął tak nagły mocny i opanowujący wszystko, czym byłem skurcz, że tylko zdążyłem stęknąć i popłynąłem w słodki niebyt orgazmu. To było zupełnie coś innego niż to, co sam sobie do tej pory robiłem. Nie dało się tego wytłumaczyć, po prostu czułem, że jestem w niebie.
Walczyłem sam ze sobą i chyba w końcu się udało. Przynajmniej na tyle, żeby prowadzić to dalej. Teraz trzymając jej zaciśniętą dłoń na moim przyrodzeniu, rozpocząłem powolne gładkie ruchy w jedną i drugą stronę. Cóż to była za rozkosz! Niby nic takiego się nie działo, a jednak miałem wrażenie, że nigdy później nie doświadczyłem tak głębokich i subtelnych doznań. To było niemal jak poezja. Góra-dół, góra-dół… Bardzo powoli dostosowywałem ucisk tak, żeby było mi jak najlepiej, ale żeby za szybko nie doprowadzić do finału i nie trysnąć na jej rękę gęstą gorącą spermą. Chociaż wiedziałem, że i tak wcześniej czy później to musi nastąpić. Po coś ta zabawa przecież była.
Nie wiem co się z nami działo. Moi młodsi bracia spali na gorącym pisaku w najlepsze i niczego nie podejrzewali albo udawali, że śpią, a my tu obok nich tak się zabawialiśmy. Góra-dół, góra-dół, i raz, i dwa, i raz, i dwa… Było słodko gorąco i bardzo miło, bardzo miło.
W końcu nawet nie wiem kiedy moim ciałem szarpnął tak nagły mocny i opanowujący wszystko, czym byłem skurcz, że tylko zdążyłem stęknąć i popłynąłem w słodki niebyt orgazmu. To było zupełnie coś innego niż to, co sam sobie do tej pory robiłem. Nie dało się tego wytłumaczyć, po prostu czułem, że jestem w niebie.
Kiedy przejrzałem na oczy, zrozumiałem, że nasienie ochlapało mi brzuch i klatkę piersiową, ale też poleciało na dłonie i te malutkie cycuszki, które mimo swoich rozmiarów tak bardzo mnie podniecały.
Przez długie minuty byłem jak pod wpływem narkotyków. Nie bardzo wiedziałem co się ze mną dzieje. Było mi tak bosko, tak przyjemnie, że nie chciałem niczego zmieniać, nawet gdyby moi bracia mieli się obudzić. Patrzyłem na nią jak oniemiały nie do końca zdając sobie sprawę z tego co się stało.
Uśmiechała się. Mimo to się uśmiechała. Skrzywiła się tak, jakby to był niefortunny wypadek przy pracy, a ja myślałem, że ją zjem.
-Och Teresa, Teresa, - wepchnąłem, a ona cicho tak, żebym tylko ja to usłyszał, odpowiedziała:
-No co?
Później bardzo ostrożnie podnieśliśmy się i poszliśmy do wody, aby się opłukać. Byliśmy nadzy tak, jak nas Pan Bóg stworzył. Delikatnie i cicho zmywaliśmy z siebie moje nasienie.
***
Do domu wróciliśmy bardzo późno. O wiele za późno. Później niż to obiecywaliśmy zarówno naszej matce jak i jej rodzicom. Nie wzięliśmy pod uwagę, że właśnie remontowali tory kolejowe i pociągi kursowały nie tak jak normalnie. Jej ojciec się wściekł. Nakrzyczał na nas. Powiedział, że nigdzie więcej się z nami nie wybierze, że ma siedzieć w domu i się uczyć, bo ma zaległości przed następnym rokiem szkolnym.
***
Minął tydzień. Może trochę więcej. W sumie nie iem kiedy dokładnie to się stało. Zresztą czy to takie ważne? Pojawiła się u nas pod wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi. Jego bladoczerwona tarcza powoli zaczynała chować się za horyzont. O ile dobrze kojarzę, to chyba był już prawie koniec wakacji. Tak na pewno koniec wakacji. Szykowaliśmy się do powrotu do szkoły. Ja uprałem sobie kilka rzeczy, a moi bracia prasowali spodnie i koszule. Matka za nas tego nie robiła. Tak byliśmy nauczeni w Domu Dziecka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz