Szukaj na tym blogu

12 marca 2022

Teresa.

22. Uważali mnie za meteorologa.


W przewidywaniu pogody byłem dość dobry. W szkole uważali mnie za kogoś w rodzaju meteorologa samouka, który potrafi przewidywać pogodę z ruchu chmur. Nie miałem nadprzyrodzonych zdolności. Ja tylko przeczytałem jedną czy dwie książki na ten temat. 


Gapiliśmy się nią jak zahipnotyzowani. Chyba wszyscy staraliśmy się ukrywać nasze lubieżne i pożądliwe myśli. Chociaż przyznam szczerze, że wychodziło to nam bardzo kiepsko. I tak naprawdę nie wiem co byśmy zrobili gdyby miało do czegokolwiek dojść. Stanęlibyśmy na wysokości zadania, czy ucieklibyśmy w popłochu? Zachowywaliśmy się jak psiaki z wywieszonymi jęzorkami, ale nam się wtedy zdawało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Żaden z nas nie miał pojęcia, jak powinniśmy się zachować. Wydawało się nam, że właśnie to jest właściwe. A zresztą kto by przepuścił taką okazję. 

Tymczasem ona zachowywała się chyba najbardziej normalnie, chociaż to ona była powodem całego zmieszania. Popatrzyła na nas zupełnie obojętnie. Nie było widać po niej żadnych intensywnych emocji. Zachowywała się tak jakby to, co robiła, było zupełnie naturalne. Jakby nie miała pojęcia, że pewnych rzeczy po prostu nie wypada. Ona była sobą i nie przejmowała się żadnymi konwenansami. Prawdopodobnie u siebie zachowywała się w ten sam sposób. Może tam wszystko było normalne. Ale czy rzeczywiście było to normalne? A może to właśnie z nią było coś nie w porządku? W tamtej chwili nie miałem możliwości tego poprawnie ocenić. 

Leżeliśmy na pisaku. Był gorący. Przyjemnie gorący. Super parzył w tyłek. Jeszcze bardziej mnie to podniecało i doprowadzało niemal do szaleństwa. Znajdowałem się najbliżej niej, więc czułem ją niemal na sobie. Po drugiej stronie był Paweł i na samym końcu Piotr. Udając, że nic się nie stało, leniwie patrzyliśmy w niebo. Wkładaliśmy mnóstwo energii, aby nie gapić się na jej nagie ciało. To było bardzo trudne, ale bardzo też się staraliśmy. Udawałem, że pogwizduję jakąś melodię, tymczasem gotowałem się w środku. 

Nie wiem, czy to przypadek, czy też może zrobiła to celowo, ale zatrzymała się tuż przy moim boku. Następnie odwróciła się tyłem i pochyliła. Trudno było mi uwierzyć, że to zwykły zbieg okoliczności. Dobrze, że doznałem orgazmu właśnie w tej wodzie, że nie stało się to teraz. Byłem tak podniecony, że prawdopodobnie nie udałoby mi się go powstrzymać. 

Ona tymczasem jak gdyby nigdy nic nadal wyżymała swoje ciuchy. Od tego wszystkiego kręciło mi się w głowie. Patrzyłem na tę przemoczoną bluzeczkę i jej majteczki, a moja wyobraźnia szalała. Miałem wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi. 

Dokładnie w tym samym momencie między jej młodymi szczupłymi nogami ujrzałem przejmujący cud natury. To była jej cipeczka. Lekkie wybrzuszenie przecięte na środku pionową szramą, spomiędzy którego nieśmiało wychodziły płatki. Teraz rozszerzyła się trochę bardziej i mogłem zobaczyć, co jest w środku. 

-Jak myślisz, będzie dzisiaj padać? - odezwał się do mnie Paweł. 

Spojrzałem na chmury. Było ciężko. Przynajmniej starałem się patrzeć. W sumie oszukiwałem siebie. Oszukiwałem, że patrzę, ale tak miało to właśnie wyglądać. Chyba. Nie wiem. 

-Nie no co ty. Wydaje mi się, że do wieczora nie powinno popadać, - odpowiedziałem półprzytomnie. 

W przewidywaniu pogody byłem dość dobry. W szkole uważali mnie za kogoś w rodzaju meteorologa samouka, który potrafi przewidywać pogodę z ruchu chmur. Nie miałem nadprzyrodzonych zdolności. Ja tylko przeczytałem jedną czy dwie książki na ten temat. Poza tym co nieco zapamiętałem z tego co opowiadał nasz ojciec kiedy jeszcze żył. On w tym był naprawdę dobry. Znał położenie wszystkich najważniejszych gwiazd. To on powiedział mi, że wielka poranna gwiazda to tak naprawdę Wenus. 

-Ja myślę, że w nocy jednak popada, - odezwał się pewnym głosem Piotrek. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...