Szukaj na tym blogu

17 marca 2022

Teresa.

27. Opatrzność boska.


Opatrzność boska chyba jednak nade mną czuwała. Kiedy mój sztywny i gruby kutas dotknął jej ręki, otworzyła oczy. Wtedy stał się drugi cud. W pierwszym momencie wystraszyła się, bo myślała, że to jakiś wąż albo coś jeszcze groźniejszego. Szybko jednak zorientowała się, że żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo jej nie zagraża. Uśmiechnęła się ciepło. 


W tej chwili nad rzeką nie było w ogóle ludzi. Późne popołudniowe słońce mocno przygrzewało i zdawało się, że nasze ubrania wyschną szybciej, niż możemy przypuszczać. Spojrzałem w bok. Powiewały na wietrze rozwieszone na gałązkach pobliskich krzaków.  

Leżeliśmy obok siebie na plecach i wpatrywaliśmy się w niebo udając ze nic się nie zmieniło. Nie musiałem patrzeć, aby wiedzieć, że każdy z nas jest podniecony na maksa. Jednak czas mijał i nic się nie działo. Senna atmosfera coraz bardziej rozleniwiała i kazała porzucić zbędne obawy i niepewność. Nic jednak nie zrobiliśmy nic z tych rzeczy, na które tak bardzo mieliśmy ochotę. Byliśmy chyba jeszcze zbyt młodzi i zbyt niedoświadczeni, żeby zainicjować seks. Jedyną naszą odskocznią była wyobraźnia. To w niej byliśmy sobą i tam realizowaliśmy swoje marzenia i pragnienia. Nie wiem jak moi bracia, ale ja fruwałem w obłokach razem z Teresą. 

W każdym bądź razie po jakimś czasie zasnęliśmy. Po prostu słońce i gorący piasek zrobiły swoje. To był przyjemny relaksujący sen. Śniła mi się ona. Być może gdyby to dłużej trwało miałbym kolejny orgazm. Tym razem przez sen. Trudno powiedzieć ile spaliśmy. Poprawka. Ile spałem ja? Bo oczywiście mogę w tej chwili mówić tylko o sobie. 

Ocknąłem się. Kiedy się obudziłem, niby nic się nie zmieniło, niby nic. Wszystko było tak jak wcześniej. Jednak mimo wszystko coś się zmieniło. Coś. Tylko co? 

Dopiero po dłuższej chwili leżenia z zamkniętymi oczami uświadomiłem sobie, że coś spoczywa na moim brzuchu. Coś miękkiego i delikatnego. Nie spowodowało to mojej paniki. No bo i dlaczego? Powoli uniosłem powieki i dotarło do mnie, że to czyjaś ręka. Nie mogłem uwierzyć, ale dłoń Tereski leżała poniżej mojego pępka a palce dotykały penisa. Niby zwiotczał, ale nie opadł do końca. Może właśnie dlatego. Wciąż byłem podniecony. Swędział niemiłosiernie i nie miałem pojęcia jak rozładować moje napięcie. 

Przekręciłem głowę na bok. Spała? Może a może tylko udawała. Oczy miała zamknięte i oddychała równo. Jej dłoń leżała na moim brzuchu tak blisko mojego podnieconego przyrodzenia, że sama świadomość spowodowała, iż natychmiast zesztywniało i poniosło się do góry. Jakby za chwilę miało rozpocząć się jakieś przedstawienie. 

Chyba trochę się wystraszyłem. Szybko zerknąłem w drugą stronę. Moi bracia również spali w najlepsze. Odetchnąłem z ulgą. Chociaż niewiele to pomogło. “Co robić? Co teraz robić? Zrzucić jej dłoń czy tak zostawić? A może przejąć inicjatywę? Może zacząć ją pieścić? Tylko jak i gdzie?” - myślałem. Pojęcia nie miałem jak się zachować. 

Czas płynął. Nie wiem, ile czasu tak leżałem. Mój penis sztywniejąc, dosięgnął jej drobnych delikatnych paluszków. Zakręciło mi się w głowie, myślałem, że za chwilę stracę przytomność, a w najlepszym wypadku się spuszczę. I jedno i drugie nie było wskazane. Nie w tej chwili. 

Opatrzność boska chyba jednak nade mną czuwała. Kiedy mój sztywny i gruby kutas dotknął jej ręki, otworzyła oczy. Wtedy stał się drugi cud. W pierwszym momencie wystraszyła się, bo myślała, że to jakiś wąż albo coś jeszcze groźniejszego. Szybko jednak zorientowała się, że żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo jej nie zagraża. Uśmiechnęła się ciepło. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...