16. Ja ciebie nauczę pływać.
-Ja ciebie nauczę pływać, - powiedziałem.
Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Ty mnie nauczysz? Naprawdę?
Miałem ochotę ją przytulić i pocałować prosto usta.
-Tak ja ciebie nauczę. Oczywiście jeśli tylko chcesz.
Wreszcie postanowiłem wyjść. Nie mogłem tam siedzieć do skończenia świata. Fiut i tak sterczał mi w gaciach. Cholera jasna, sterczał jak głupi. Kąpielówki mocno uciskały, sprawiając, że trudno mi było wytrzymać. Czułem słodkie przyjemne uczucie masowania mojego przyrodzenia elastyczną sztuczną tkaniną kąpielówek. Przyznam się, że zaczynałem nawet wpadać w panikę. Nie wiedziałem co mam robić. No ale wycofać się nie mogłem. Nie po tym jak mój plan się udał i przyjechaliśmy tutaj.
W pierwszym momencie wystraszyłem się, że bracia spostrzegą moją niedyspozycję i zaczną robić sobie ze mnie żarty. Przy przebieraniu nie zwrócili na to uwagi. W tym wieku chłopaki nie patrzą sobie na fiutki. Teraz też nic takiego nie nastąpiło. Oni byli bardziej zainteresowani tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w wodzie. To jak wyglądam, było dla nich drugorzędne. Nawet Teresa ich nie interesowała.
Tymczasem, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Teresa stała na brzegu i patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi czarnymi oczyma. Wydawało mi się, że powinna zauważyć mojego sztywnego i grubego fiuta pod obcisłymi kąpielówkami, ale nie. Nic z tych rzeczy. Ona patrzyła mi prosto w oczy.
-No to jak, idziemy się kąpać? - odezwała się niepewnie, - Czy mam popilnować naszych ubrań?
Tymi słowami rozbroiła mnie całkowicie. Nagle zrobiło mi się miękko i nawet kutas jakby opadł. Była taka słodka i niewinna. Chwilami jej zachowanie ściskało za serce, a nie za penisa. Uśmiechnąłem się do niej, najcieplej jak tylko umiałem.
-Nie no co ty. Daj spokój. Nikt do tej pory nie pilnował naszych ubrań, - skłamałem, bo zawsze była z nami albo matka, albo siostry i to było ich zadanie. Nie mogłem jednak pozwolić, by to ona się tym zajmowała. Nie Teresa.
Teraz byliśmy tu sami. Nie mieliśmy ze sobą opiekuna ani pomocnika. W tym momencie chciałem ją raczej zachęcić, by weszła razem ze mną do tej rzeki. Chciałem wreszcie zacząć się z nią bawić. Chciałem być przy niej, oglądać ją, dotykać jej miękkiego, słodkiego ciała.
No i weszliśmy do tej wody. Była bardzo ciepła. Dokładnie tak jak sobie to wyobrażałem. Było bardzo przyjemnie i miło. Liczyła się tylko ta chwila. Nie potrzeba było żadnych słów, abyśmy byli szczęśliwi. Najważniejsze było to, że Teresa była obok mnie. W tej chwili stała zanurzona do połowy. Muszę powiedzieć, że to był kolejny przełomowy moment w tym dniu, ale też i w moim życiu. Nie spodziewałem się, że usłyszę to co usłyszę.
-Nie idziemy na głębszą wodę? - spytałem po jakimś czasie.
-Nie. Nie umiem pływać, - odpowiada spokojnie.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Jak to… nie umiesz pływać? Przecież za stodołą macie sadzawkę.
Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
-Tak, ale nigdy się nie nauczyłam.
Nagle zdałem sobie sprawę, że stoję przed wielką szansą, a jednocześnie wyzwaniem. Ja jako siedmiolatek nauczyłem się pływać. Muszę powiedzieć, że zrobiłbym to sam, bez pomocy rodziców. Tamtej chwili uważałem się za bardzo dobrego pływaka, chociaż teraz po latach wiem, że było to bardzo złudne przekonanie. Ale nigdy nic się nie stało, więc uważam to za fart. Teraz nade wszystko chciałem wykorzystać sytuację.
-Ja ciebie nauczę pływać, - powiedziałem.
Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
-Ty mnie nauczysz? Naprawdę?
Miałem ochotę ją przytulić i pocałować prosto usta.
-Tak ja ciebie nauczę. Oczywiście jeśli tylko chcesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz