31. Otwieraj!
-Otwieraj! Teresa ma zaraz wracać do domu! - krzyczał jej ojciec.
-Ale tu nie ma żadnej Teresy. Naprawdę, - próbowałem kłamać. Myślałem, że się uda.
-Co ty mi, kurwa, opowiadasz za dyrdymały?! Sam widziałem, jak tu wchodziła, - powiedział jeszcze bardziej zdenerwowany.
Teresa nie odpowiedziała, ale od razu znalazły się dla niej jakieś ciuchy. Nie było z tym większego problemu, bo moje siostry były miej więcej w tym samy wieku co ona. Dopiero w tej chwili dostrzegłem na jej buzi duży siniak.
-Jezu co się stało?! Kto ci to zrobił? - westchnąłem zaniepokojony i wskazałem na jej policzek.
-Tata się wściekł. Upił się i zaczął nas okładać pasem. Uciekłam, ale zdążył mnie zdzielić dwa razy.
-Och boże! - westchnąłem.
U mnie w domu była bieda, ale nikt nigdy na nikogo ręki nie podniósł. W głowie mi się nie mieściło, jak można kogoś bić. I to jeszcze własny ojciec.
-Nie chcę tam wracać, - powiedziała, - Nie chcę, bo on jeszcze bardziej mnie zleje.
-Nigdzie nie będziesz wracać, - odezwałem się stanowczo, - przynajmniej na razie.
Patrzyła na nas prosząco. W tej chwili potrzebowała pomocy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
-Nie wysyłajcie mnie do niego. Chłopaki dadzą sobie radę. Zabarykadowali się na strychu, ale ja nie zdążyłam. Boję się.
-No coś ty, zostajesz u nas, - powtórzyłem jeszcze raz.
Wystarczyło nam kolka spojrzeń, by wiedzieć, co robić. Teresa miała u nas przenocować. To było jasne dla wszystkich. Nie zastawialiśmy się nad tym ani minuty. Nie trzeba było nikogo pytać o zgodę. Wszyscy to rozumieli. Nie myśleliśmy o konsekwencjach. Pewnie czuliśmy, że ktoś zaraz po nią przyjdzie, ale nie myśleliśmy, co z tego może wyniknąć. Działaliśmy pod wpływem chwili.
Teresa się przebrała, a właściwie też umyła, bo woda stała nagrzana na kaflowej kuchni i wystarczyło tylko z niej skorzystać. Wyszliśmy do pokoju, żeby spokojnie mogła zrobić to co trzeba. Później siostry zrobiły talerz kanapek z mortadelą i ogórkiem kiszonym oraz szklankę gorącej herbaty. Zjadła z apetytem i kilka razy nam podziękowała. Jako że nie było dodatkowych łóżek, i tak spaliśmy po dwoje, miała położyć się z siostrami na trzeciego. Cieszyła się, bo miały sobie pogadać o “babskich sprawach”.
Może na tym ta przygoda by się skończyla gdyby moje najczarniejsze lęki się nie spełniły. Dziewczyny pościeliły i zamierzały się już połóżyć kiedy usłyszeliśmy, że ktoś kręci się po podwórku.
-Kto tam? - spytałem, nie wyglądając na zewnątrz.
-Otwieraj zaraz! - usłyszałem podniesiony głos pijanego mężczyzny.
-Co? - udałem, że źle zrozumiałem.
-Otwieraj! Teresa ma zaraz wracać do domu! - krzyczał jej ojciec.
-Ale tu nie ma żadnej Teresy. Naprawdę, - próbowałem kłamać. Myślałem, że się uda.
-Co ty mi, kurwa, opowiadasz za dyrdymały?! Sam widziałem, jak tu wchodziła, - powiedział jeszcze bardziej zdenerwowany.
Facet kłamał jak z nut. Nie mógł mnie widzieć, bo jak Teresa tutaj wchodziła, to nikogo w pobliżu nie było. Nasz dom stał na uboczu i gdyby ktoś w pobliżu się kręcił, od razu bym go zauważył. Poza tym dlaczego nie zrobił awantury od razu, a dopiero teraz? Dlatego postanowiłem brnąć w to dalej i do niczego się ni przyznawać.
-Naprawdę, jej nie ma, proszę pana. Nie wiem, może poszła gdzieś do koleżanki.
-Ona nie ma koleżanek! Otwieraj gówniarzu do jasnej cholery, bo wyważę te pieprzone drzwi! - wydarł się na cały regulator.
Wszyscy mieli dość czasu, aby zorientować się, w czym rzecz. Wszystkie okna w mgnieniu oka zostały zasłonięte i domknięte, drzwi dodatkowo zaryglowane i podparte grubą deską a Teresa schowała się na strychu i ostrożnie wyglądała przez szpary w szczycie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz