30. Przyszła boso.
Było zimno i mokro a ona przyszła boso. Była w cieniutkiej zwiewnej sukieneczce za kolana, która całkowicie się przemoczyła. Coś było nie tak. Zapukała w okno, a nie podeszła do drzwi. W pierwszej chwili w ogóle nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Wystraszyliśmy się.
Tego dnia było dosyć chłodno, a pod wieczór zrobiło się jeszcze zimniej. Niedawno przeszła solidna burza, po której zrobiło się tak nieprzyjemnie. Kiedy już w miarę się obrobiliśmy, włączyliśmy nasz stary czarnobiały telewizor i usiedliśmy, aby coś obejrzeć. Wtedy nie wybierało się programów, bo nie bardzo było z czego. Oglądało się to co akurat nadawali. Właśnie leciała transmisja z wizyty Wojciecha Jaruzelskiego w Japonii. To było dość ciekawe jak na tamte czasy wydarzenie. Trąbili o tym w dzienniku.
Na dworze było mokro jak to po deszczu. Do naszego domu wiodła polna droga porośnięta dość wysoką trawą, której nikt nie kosił. Czasami sąsiad czepiał na niej swoje krowy. Nie mieliśmy nic przeciw temu, bo lubiliśmy te zwierzaki.
Było zimno i mokro a ona przyszła boso. Była w cieniutkiej zwiewnej sukieneczce za kolana, która całkowicie się przemoczyła. Coś było nie tak. Zapukała w okno, a nie podeszła do drzwi. W pierwszej chwili w ogóle nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Wystraszyliśmy się. Rzadko bywali u nas goście. Szczególnie tacy. Myśleliśmy, że to przyszedł sąsiad, ojciec trzyletniej niepełnosprawnej Marty, żeby w czymś mu pomóc. Dość często pomagaliśmy mu w opiece nad córką. Szczególnie ja lubiłem się nią zajmować, a ona tego bardzo potrzebowała. Była całkowicie zdana na pomoc innych i zdaje się, że już w tym wieku sobie to uświadamiała. Jej dziecięce oczy wyrażały taką wdzięczność, że od razu chwytało za serce. Nie tym razem jednak. Tym razem to nie był on. Wyjrzałem przez okno i dech mi zaparło.
-Teresa? Co ty tu robisz? Stało się coś? - wyrzuciłem z siebie jednym tchem.
Patrzyła na mnie jak zbity pies. Dosłownie i w przenośni.
-Ojciec… - powiedziała.
W jej oczach zobaczyłem łzy.
-Co ojciec? Co się stało?
-Ojciec się wściekł.
-No wiem. Przecież zabronił nam cię gdziekolwiek zbierać, - ruszyłem z wyjaśnieniem.
-Nie. To nie to, - powiedziała, - po tamtym już się uspokoił.
-A co? W takim razie co się stało? - zaczynałem się coraz bardziej niepokoić.
Podeszła bliżej. Boże, jaka ona była zmarnowana!
-Wpuścisz mnie? Zimno mi, - powiedziała.
Spuściła wzrok. Zrobiło mi się jej strasznie żal. To nie była ta sama dziewczyna. Pomyślałem, że musiało stać się coś strasznego.
-Wchodź, oczywiście. W chałupie nie jest posprzątane, ale co tam, - rzuciłem z niepewnym uśmiechem, - Ty już jesteś prawie nasza.
Rzeczywiście w domu, jak to u nas w wakacje, panował niesamowity bałagan. Łóżka były niezasłane, a pod sufitem suszyły się wyprane ubrania. Nikt się nie przejmował sprzątaniem. O co matka za każdym razem robiła nam niesamowitą burę. Nie chodziło o to, że ona sama była jakimś niesamowitym czyściochem, nic z tych rzeczy, ale czasami do domu po prostu nie dało się wejść. Teresie widocznie nie zależało na porządku, bo nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.
Podszedłem do drzwi i otworzyłem. Po chwili znalazła się w środku. W tym czasie naszej matki nie było w domu. Pracowała w szpitalu jako salowa na nocną zmianę i czasami wypadała jej noc. W tej chwili natomiast były dwie młodsze siostry i bracia. Magda od razu chwyciła za ręcznik i podała go jej.
-O Boże, jak ty wyglądasz! Masz, wytrzyj się lepiej, bo się przeziębisz.
-Tak, tak, - dodała o dwa lata młodsza Ela, która stała za Magdą, - najlepiej jak się w coś przebierzesz. Jesteś cała mokra. Gonił cię ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz