24. Ściągnąłem mokre kąpielówki.
Nim sobie uświadomiłem, w czym rzecz było już za późno. Stało się to szybciej, niż mogłem się nad tym racjonalnie zastanowić. Byłem jak kamikadze. Jak mogłem popełnić taki błąd? Jednym ruchem ściągnąłem mokre kąpielówki.
Cała ta rozmowa byłaby zupełnie niewinna gdyby nie fakt, że nasza koleżanka świeciła cipką do słońca, a nasze kuśki sterczały pod slipami i wszyscy udawali, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przygoda roku można by powiedzieć, No nie? Tyle tylko, że to wcale jeszcze nie był koniec.
To nie był mały deszcz ani jakaś tam chmurka. Rozpadało się szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie mam pojęcia, ile mogło upłynąć czasu. Na pewno nie więcej niż dziesięć, piętnaście minut. Potężna czarna jak noc chmura nadciągnęła niczym tabun dzikich koni. W ciągu jednej chwili niebo zrobiło się ciemne i lunęło tak, że nawet nie zdążyliśmy pozbierać naszych rzeczy. W rezultacie wszystko przemokło. Nasze spodnie koszulki, a nawet ręczniki, którymi mieliśmy się wycierać, wszystko było kompletnie przemoczone i nie nadawało się do ponownego użycia. Chyba że po solidnym suszeniu.
No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Deszcz ustał tak samo szybko jak się rozszalał i natychmiast wyszło słońce. To było dziwne. Mieliśmy wrażenie, że pogoda chciała nam spłatać figla. Chociaż może tak właśnie miało być. Siedzimy teraz mokrzy i zdumieni nie wiedząc co ze sobą zrobić. Tak czy inaczej, zdumieni i kompletnie zaskoczeni tym faktem. Śmieliśmy się jak wariaci, a później zaczęliśmy sprawdzać, jakie starty wyrządziła ulewa.
-Wszystko mokre. Ja pierniczę, co my teraz zrobimy? Jak wrócimy do domu? Jeżeli będziemy wracać w mokrych ciuchach, to się przeziębimy, - tłumaczyłem.
-No na pewno. Dobrze, że słońce wyszło, - zgodził się Piotrek.
W tym momencie odezwała się Teresa:
-Wiecie co, a może by tak porządnie wykręć te ubrania. Jest tak ciepło. Może słońce je trochę wysuszy.
Znów spojrzeliśmy po sobie. Rzeczywiście mieliśmy wrażenie, jakby tego deszczu w ogóle nie było. Z minuty na minutę robiło się coraz bardziej gorąco. Może jeszcze bardziej niż przed godziną.
Ta dziewczyna była naprawdę bystra. Popatrzyłem na nią podejrzliwie, ale zaraz później doszedłem do wniosku, że to wcale nie taki głupi pomysł. Na pewno nie chciałem złapać jakieś anginy. Były wakacje, ani myślałem chorować a perspektywa opalania się nago, szczególnie w tych okolicznościach, była bardzo kusząca. Trzeba było tego spróbować.
-No to jak, rozbieramy się? - rzuciłem w ich stronę.
Jeszcze dla pewności ostrożnie rozejrzałem się po okolicy. Ku mojemu zadowoleniu stwierdziłem, że większość wczasowiczów uciekła przed nadciągającym deszczem. Tylko my i byliśmy tak nieostrożni, że nie zdążyliśmy się nigdzie schować. W każdym bądź razie okolica wyglądała zupełnie inaczej niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Było kompletnie pusto i bardzo przyjemnie. Bardzo kusiło, aby zrobić coś niestosownego. Zresztą to i tak już się stało. A co tam, raz się żyje. Można powiedzieć, że poczuliśmy się zupełnie swobodnie. Na pewno nikt na nas się nie gapił. Przynajmniej tak to wyglądało.
Nagle westchnąłem głęboko. Dopiero teraz dotarł do mnie cały sens tych słów. Przełknąłem ślinę. “O boże, przecież ona tu jest! Och co teraz?!” - pomyślałem, -“Chyba byłem głupi, że tak powiedziałem. Chyba coś mi chyba padło na rozum”. Wydawało mi się że jeżeli ona... No dobra zrobiłem to.
Nim sobie uświadomiłem, w czym rzecz było już za późno. Stało się to szybciej, niż mogłem się nad tym racjonalnie zastanowić. Byłem jak kamikadze. Jak mogłem popełnić taki błąd? Jednym ruchem ściągnąłem mokre kąpielówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz