28. Nie stawiała oporu.
Udało się. Nie stawiała oporu. Jej dłoń, taka mała, delikatna poddała się mojemu ruchowi i przesunęła wraz z moją ręką. Dziewczyna jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, co się stanie i jak dalej potoczy się ta zabawa, ale z jakichś względów nie obawiała się mnie. Chyba o to mi chodziło. Bardzo ostrożnie przytrzymałem jej dłoń od góry i tak samo ostrożnie rozwarłem jej palce, a następnie powoli ułożyłem na moim leżącym na brzuchu kutasie, który zdawał się tylko czekać na to zachowanie.
Kiedy miała już cofnąć palce, położyłem soją dłoń na jej ręce i zatrzymałem w miejscu. Nie wiem, jak to się stało. To był szczyt mojej odwagi. Na nic więcej nie było mnie stać. Na szczęście ona wykazała się trochę większą przytomnością umysłu. Zrobiła coś, o czym mogłem tylko marzyć w najbardziej skrytych snach. Czubkami palców bardzo lekko jak muśnięcie skrzydeł motyla dotknęła moich jąder.
-Och, - westchnąłem i natychmiast zatkałem usta dłonią. Nie chciałem obudzić moich braci. Nie wiedziałem, jak zareagują, nie ciałem by to widzieli. Bałem się, że sen może prysnąć i że może okazać się, że w ogóle nic nie było.
To, co działo się później, wymakało się wszystkiemu, z czym do tej pory miałem do czynienia. Terasa bardzo ostrożnie dotykała kolejnych fragmentów mojego worka mosznowego, a przed moimi oczami wirowały już kolorowe kółeczka. Kurczyłem się i rozluźniałem tak, jakbym wykonywał wyimaginowane ruchy frykcyjne. Góra-dół, góra-dół… Jeszcze nikt mi nie powiedział, że to tylko gra wstępna, że trzeba brać to na raty, że trzeba wyluzować. Dla mnie to było wszystko, obiad i deser w jednym. Nie wyobrażałem sobie, że może być coś jeszcze, coś więcej. Dotykała coraz bardziej pewnie, ale wciąż w niesamowitym wyczuciem.
W pewnym momencie moim ciałem szarpną skurcz. Chyba zbyt mocny, bo się wystraszyła. Tak mi się zdawało, cofnęła rękę i spojrzała na mnie pytająco. Ona także była niedoświadczona w tych sprawach. Chyba może jeszcze bardziej niż ja. Ja również się wystraszyłem, ale nie tego samego co ona. Bałem się, że ta niewinna, a jednocześnie jak dla mnie, jak na tamte czasy, zbyt wyuzdana zabawa może się skończyć w sposób nieprzewidywalny. To była sekunda. Później poszło w drugą stronę. Odruchowo chwyciłem ją za dłoń i pociągnąłem do siebie. Zrobiłem to bardzo delikatnie, ale na tyle stanowczo by zrozumiała ten gest, by właściwie go odczytała.
Udało się. Nie stawiała oporu. Jej dłoń, taka mała, delikatna poddała się mojemu ruchowi i przesunęła wraz z moją ręką. Dziewczyna jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, co się stanie i jak dalej potoczy się ta zabawa, ale z jakichś względów nie obawiała się mnie. Chyba o to mi chodziło. Bardzo ostrożnie przytrzymałem jej dłoń od góry i tak samo ostrożnie rozwarłem jej palce, a następnie powoli ułożyłem na moim leżącym na brzuchu kutasie, który zdawał się tylko czekać na to zachowanie.
To był raj. Błogość, delikatność i subtelne ciepło rozlało się po całym moim kroczu. Nie umiałem tego nazwać słowami. Nie chciałem niczego nazywać. Bałem się cokolwiek bliżej określać, żeby nie prysło jak bańka mydlana. Kiedy byłem już pewny, że nic się nie stanie, że nie nastąpi koniec świata, że nie cofnie nagle ręki, powoli, tak samo jak poprzednio, zacząłem zaciskać jej paluszki na moim sztywnym, grubym i bardzo podnieconym drążku. Wciąż miałem wrażenie, że to tylko sen. To wszystko było takie ulotne, takie nierealne, a jednak działo się, działo na moich oczach. I to ja byłem uczestnikiem tej gry.
Spojrzałem jej w oczy, a ona nie odwracała wzroku, tylko patrzyła na mnie skupiona i spokojna jakby chciała mi powiedzieć: nic się nie bój. Zrobimy to razem. Zrobimy to co będziesz chciał. Moje ciało starało się zacisnąć dolną część tak mocno jak to tylko możliwe, ale wiedziałem, że muszę jakoś się rozluźnić, inaczej już za chwilę będzie po wszystkim. Poza tym ona może się speszyć czy zniesmaczyć, że tak szybko to wszystko zakończyłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz