1. Skryty za meblami.
Skryty za meblami, w drugim końcu salonu Postanowiłem nie ujawniać swojej obecności i trochę na nią popatrzeć. Było na co. Dopiero co wyszła spod prysznica. Owinięta białym, puszystym ręcznikiem.
Ciotka Irena czwarty raz wychodziła za mąż. Były wakacje, a ja pomagałem w przygotowaniach do jej wesela. Jak to na takich imprezach bywało, moim głównym zajęciem była praca, tak zwanego kuriera. Rozumiecie, o co mi chodzi. Na pewno ktoś dwa z coś takiego się bawił. Niektórzy to lubią, niektórzy nie. Ja średnio. No, tak czy inaczej odwiedzałem kolejnych członków rodziny, informowałem, pożyczałem i przewoziłem najróżniejsze rzeczy. Przyznam szczerze, że trochę zaczyna o mnie już to o denerwować.
Joanna, była moją, “przyszywaną” siostrą cioteczną. Była pasierbicą cioci z drugiego małżeństwa. Czyli jakby byliśmy rodziną i jakby nie. Sytuacja rodziła wiele kontrowersji niedomówień. Członkowie rodziny starali się nie podejmować tego tematu, dopóki nie było takiej konieczności. Tego dnia razem mieliśmy przygotowywać jakieś dekoracje. Cholera go wie, co to było. Trzeba było to zrobić i tyle.
Wszedłem, ale nigdzie jej nie widziałem. Drzwi na taras były otwarte, w salonie panował przyjemny przeciąg. Upał porządnie dawał się we znaki, a ja chciałem trochę odpocząć. Postanowiłem zaczekać. Usiadłem na podłodze i przymknąłem powieki.
Chyba zasnąłem. Nie słyszałem, jak wchodziła. Kiedy zorientowałem się w sytuacji była już wewnątrz. Nie wiem, dlaczego nie wyszedłem. Chyba byłem za bardzo zaspany.
Skryty za meblami, w drugim końcu salonu Postanowiłem nie ujawniać swojej obecności i trochę na nią popatrzeć. Było na co. Dopiero co wyszła spod prysznica. Owinięta białym, puszystym ręcznikiem. Leżała na kanapie. W pierwszej chwili wydawało mi się, że mnie nie dostrzega, ale były to tylko pozory. Zrozumiałem to dopiero po jakimś czasie. Wzięła do ręki pilota od telewizora i włączyła jakiś program. Mimo wszystko była czujna. Cały czas, kątem oka uważnie mnie obserwowała. Nie dawała jednak tego po sobie poznać.
“Hm… cała Aśka…” - pomyślałem, zastanawiając się, co też ona jeszcze wymyśli? A mogła wymyślić bardzo wiele szalonych rzeczy.
Usiadła, opuściła nogi na podłogę i rozwinęła ten wielki pled, który skrywał jej zgrabne ciało. Niby przypadkiem odsłoniła piękną figurę. Reakcja mojego organizmu była natychmiastowa. Fujara w spodniach od razu stanęła na baczność.
Cały pokaz trwał, dosłownie, ułamek sekundy, ale mnie w zupełności to wystarczało. Chwyciła za rogi ręcznika i zawinęła się jak naleśnik. Czy mogłem liczyć na cokolwiek innego? Bardzo tego chciałem, ale mogło być różnie. Tego dnia prezentów jednak nie było dość.
Nagle, ku mojemu kompletne mu zaskoczeniu, wstała i ruszyła w moim kierunku. Wystraszyłem się. Pomyślałem, że chce zrobić awanturę i wygonić mnie. To by był całkowity niefart. Musiałbym się tłumaczyć przed ciocią.
Niespodziewanie skręciła na środku pokoju i poszła w stronę okna. Znikła mi z pola widzenia. Zachowywała się bardzo cicho. Nie miałem pojęcia, co to ma znaczyć.
Po chwili usłyszałem jakieś szmery, szelesty i stukanie. Matko, gdzie ona jest? - myślałem zaniepokojony. Znowu cisza i kompletny bezruch. Bałem się wychylić. Nie chciałem się zdemaskować.
Po kilku sekundach pojawiła się ponownie. Trzymała coś w dłoni. Usiadła. To był duży, czerwony, papierowy kubek. Po co jej ten kubek? Co ona będzie z nim robić? Oparła się o poduchy i podciągnęła nogi pod siebie. Czekałem i patrzyłem uważnie.
Poprawiła rudą grzywkę, przełożyła garnuszek z dłoni do dłoni i jeszcze raz ujęła pilota. Popijając, zmieniała programy. Nie ważne, i tak nie wiedziałem, co ogląda. Telewizor grał zbyt cicho. Zresztą, nie wiem, czy ją interesował jakikolwiek program. Mnie, w tej chwili bynajmniej.
Pociągnęła łyczek, przy okazji znad kubka zerknęła na mnie i przerzuciła program. Jeszcze raz poprawiła grzywkę i delikatnie rozsunęła kolana. Moje serce zaczęło mocniej bić.
Wzięła łyczek, zmieniła kanał, zerknęła w moją stronę i uśmiechnęła się. “Radek, ale żeś się wpakował?!” - rugałem sam siebie. Przerzuciła kosmyk włosów, uśmiechnęła się. Dlaczego nie wyszedłem? Bawiła się swoją płomienną czupryną, uśmiechała się i patrzyła na mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz