27. Znaleziono martwego mężczyznę.
“Wczoraj około godziny 21:30 w parku miejskim znaleziono martwego mężczyznę z całkowicie ugotowanym penisem. Jak się później okazało, był to Ireneusz J. znany z kartoteki policyjnej wielokrotny gwałciciel i morderca. Zagadką poliszynela pozostaje jednak fakt, co mogło być przyczyną tak straszliwej śmierci”.
-Na ławkę i nogi szeroko, suko, - warknął jeszcze raz.
Chociaż mogła, nie okazywała żadnych emocji. Była uległa, jak niewolnica. Jemu chyba to bardzo odpowiadało.
-Boże jakaś ty piękna, jaka pachnąca, jak świeży kwiatuszek, - sapał coraz bardziej podniecony.
Był jak zwierzę, jak dzikie, napalone zwierzę. Nawet się nie starał, nawet nie ściągnął do końca spodni, rozpiął tylko rozporek i wyjął sztywnego, sękatego fiuta. Biało od niego jak z chlewni. Sylwia to czuła. Będąc robotem, mogła wyłączyć odpowiednie sensory, ale tego nie zrobiła. Położył się na niej, niczym spasiony wieprz i wepchnął go bez ceregieli ciasne wilgotne wnętrze. Był tak szczęśliwy i zadowolony z siebie, że całkowicie przestał zwracać uwagę na to, co dzieje się dookoła. Miało być ostatnie szczęśliwe zdarzenie w jego życiu.
Wykonał kilka posuwistych z tych ruchów, a jego ciałem zaczęły szarpać szybkie spazmatyczne skurcze. Niestety, to nie był orgazm. To było coś o wiele bardziej przerażającego. Robot obydwiema dłońmi trzymał go za plecy, nie pozwalając mu uciec ani się od siebie oddalić. To miało być jak krzesło elektryczne. Przez ciało napastnika płynął prąd o napięciu tysiąca pięciuset woltów. Mechaniczny organizm Krystyny wyposażony był w dodatkową bardzo pojemną baterię uruchamiającą się w sytuacjach krytycznych. Nie wiedziała, jak to zrobiła, jak przekierowała całą tę energię w jedno tylko miejsce. Stało się.
Jego ciało podskakiwało niczym galareta, a ust strumieniem płynęła ślina i krew. Gotował się od wewnątrz. Nie przestawała. Wiedziała, że musi doprowadzić to do końca. Po minucie spomiędzy ich torsów zaczęła wydobywać się, śmierdząca spalenizną, para. Starczyło.
Nagle drgania ustały, zapanowała złowroga cisza. Napastnik nie ruszał się, dziewczyna także. Zdawało się, że obydwoje nie mają w sobie ani odrobiny życia. Jednak tak nie było. Nie do końca.
Upłynęła kolejna, długa minuta i niespodziewanie spalone, czarne, zwęglone ciało zaczęło unosić się do góry. Po chwili bezwładnie, z głośnym klapnięciem upadło obok ławki. Zrzuciła go z siebie. Podniosła się i, na chwiejnych nogach, stanęła obok.
Przez chwilę patrzyła, lecz w jej wzroku nie było żadnych uczuć. Patrzyła wzrokiem bezdusznej maszyny. Po kilkunastu sekundach, na miękkich nogach, wolno ruszyła w stronę swojego właściciela. Poruszała się bardzo powoli, potykała o najmniejsze kamyczki i korzenie. W końcu wpadła w jego ramiona. Cała jej energia została rozładowana w przeciągu kilkudziesięciu sekund.
Wziął ją na ręce i ruszył w stronę samochodu. Po drodze zapytał:
-Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało?
Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się ciepło.
-Będzie dobrze. Muszę się naładować.
-Co z nim?
Nie odrywała od niego wzroku.
-Już nigdy nikomu nie zrobi krzywdy, - powiedziała i opadła bezwładnie.
Następnego dnia, przy śniadaniu telewizyjnych wiadomościach usłyszał:
“Wczoraj około godziny 21:30 w parku miejskim znaleziono martwego mężczyznę z całkowicie ugotowanym penisem. Jak się później okazało, był to Ireneusz J. znany z kartoteki policyjnej wielokrotny gwałciciel i morderca. Zagadką poliszynela pozostaje jednak fakt, co mogło być przyczyną tak straszliwej śmierci. W pobliżu napastnika Nie znaleziono żadnych źródeł wysokiego napięcia. Najprawdopodobniej zginął w miejscu, w którym go znaleziono. Policja prowadzi dalsze czynności dochodzeniowe. O szczegółach śledztwa będziemy państwa informować w kolejnych serwisach wiadomości.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz