25. Dodatkowa procedura.
-Boże, ależ ty jesteś śliczna laseczko. Same pyszności. Co, dasz mi cipki? Na pewno jesteś wilgotna. Już nie mogę się doczekać. Proszę, - powiedział, bełkotliwym głosem.
W tym momencie stało się coś jeszcze. Gdzieś we wnętrzu Krystyny uruchomiła się jakaś dodatkowa procedura, coś, czego ona sama do tej pory nie znała.
-Poruchać mówisz…
Przypomniał sobie, że w tej fabryce coś pomieszali. Mogło rzeczywiście być tak, jak mówi. Zaczął mieć poważne wątpliwości, mimo wszystko próbował je tłumić w zarodku.
-Dobrze, przestańmy już mówić o takich dziwnych, strasznych rzeczach. Wiem, że długo już jesteśmy na zewnątrz i twoje baterie są na wyczerpaniu. Zrobisz mi tylko porządnego loda i wracamy do domu, - powiedział w końcu, próbując zmienić temat.
Pomimo jakby się wydawało bardzo poważnego defektu, Sylwia zareagowała prawidłowo. Elektroniczna część jej osobowości przejęła nad kontrolę i nie było widać śladów wcześniejszych wątpliwości. Uśmiechnęła się do niego czule i ruszyli we wskazane miejsce.
Kiedy już znaleźli się za łukiem alejki, między gęstymi zaroślami, stanął w lekkim rozkroku. Uklękła między jego nogami i posłusznie rozpięła rozporek. Wszystko wskazywało na to, że ten dzień bez przeszkód dobiegnie końca. Niestety, nie było i medale dokończyć tego numerku na wolnym powietrzu. Nim zabawa zaczęła się na dobre, zza pobliskich drzew wyłonił się mężczyzna. Już na pierwszy rzut oka był widać, że coś jest z nim nie tak. Wyglądał na bezdomnego, miał na sobie długi ciemny płaszcz. Jego twarz pokrywa była trzydniowym zarostem, a kiedy się uśmiechnął, okazało się, że ma popsute zęby.
-Wyskakuj z kasy! - warknął.
Marek spojrzał na niego kompletnie zaskoczony. W pierwszym momencie nawet nie przypuszczał, że może grozić im jakieś niebezpieczeństwo.
-Słucham... że co?
Intruz zachowywał się jeszcze dziwniej. Przestępował z nogi na nogę i nerwowo rozglądał się dookoła.
-Ogłuchłeś! Nie słyszałeś, co do ciebie powiedziałem!? Wyskakuj, kurwa, z kasy, to nic ci się nie stanie.
Teraz dotarło do nich, że to jest prawdziwy napad. Zarówno ją jak i niego sparaliżował paniczny strach. Napastnik wyciągnął zza poły płaszcza ponad metrowej długości, maczetę. Należało działać bardzo ostrożnie.
-Tylko spokojnie, - odezwał się Marek, - Mam portfel. Zobacz, są w nim pieniądze. Masz, tylko nie rób nam krzywdy.
Napastnik wyszczerzył nierówne, niepełne uzębienie.
-Dawaj, tylko nie próbuj fikać, bo łeb ci rozwalę.
Sytuacja wciąż była niepewna i ryzykowna. Marek rozglądał się w poszukiwaniu jakiegokolwiek narzędzia obrony. Intruz, widząc to, przyłożył mu ostrze do głowy.
-Co ja, kurwa, mówiłem?! Zaraz postawię cię tej ślicznej główki.
W tym samym momencie Krystyna dyskretnie przejęła inicjatywę. Uśmiechnęła się, delikatnie wchodząc do czegoś, co można byłoby nazwać rozmową.
-Kochanie, nie stawiaj oporu, daj mu te pieniądze, to nic nie znaczy, - odezwała się do swojego mężczyzny.
Marek w wyciągniętej i otwartej dłoni podał rabusiowi zawartość kieszeni. Wszystko wskazywało na to, że w tym momencie skończy się niebezpieczna sytuacja. Bandyta jednak, zamiast zadowolony dać im spokój i oddalić się W nieznanym kierunku, lubieżnym wzrokiem spojrzał na dziewczynę. Z kącików jego ust popłynęła ślina.
-Boże, ależ ty jesteś śliczna laseczko. Same pyszności. Co, dasz mi cipki? Na pewno jesteś wilgotna. Już nie mogę się doczekać. Proszę, - powiedział, bełkotliwym głosem.
W tym momencie stało się coś jeszcze. Gdzieś we wnętrzu Krystyny uruchomiła się jakaś dodatkowa procedura, coś, czego ona sama do tej pory nie znała.
-Poruchać mówisz… Hmmm… no tak, oczywiście. Nie ma sprawy. Tylko wiesz...
-Co, no co? - mruknął facet, dając się wprowadzić w starannie przygotowany podstęp.
Sylwia tylko na to czekała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz