22. Jeszcze dwóch.
W jednej chwili dziewczyny zerwały się do panicznej ucieczki. Nie gonił ich, tylko zagwizdał na palcach. Po chwili z krzaków wyłoniło jeszcze dwóch.
-Jak chcecie... Nie chciałyście mnie jednego, to teraz macie nas trzech, - powiedział, szczerząc zęby.
Wyszły z dyskoteki o drugiej trzydzieści. Była ciepła, księżycowa noc. Starsza siostra spojrzała na młodszą.
-Pójdziemy piechotą, to tylko trzy przystanki? - spytała.
W oczach młodszej dziewczyny widać było niepokój.
-Pojedźmy taksówką, trochę się boję, - rzuciła niepewnie.
-Daj spokój, nic ci nie będzie, tyle razy tędy chodziłyśmy. Jakby co, to cię obronię. Jestem sprawna i silna, - zażartowała Sylwia.
Kasia uśmiechnięta się niepewnie, bardzo chciała wierzyć swojej siostrze, jednak coś nie dawało jej spokoju.
-Ty nikogo się nie boisz, prawda? - zapytała.
Siostra spojrzała na nią poważnie, a później uśmiechnęła się serdecznie.
-Jasne, że prawda. No to jak, idziemy?!
Objęły się czule i ruszyły przed siebie. Wymieniały wrażenia z dyskoteki, co chwilę wybuchając radosnym śmiechem. Po kilku minutach zbliżyły się do parku.
-Kasiu?
-Słucham...
-Chodźmy przez park.
-Ale...
-Będzie dużo szybciej, - nalegała Sylwia.
W tym samym momencie młodsza siostra poczuła strach, a po jej plecach przebiegł zimny dreszcz.
-Nie...
-Boisz się?
Kasia ostrożnie rozejrzała się dookoła.
-Tu jest tak ciemno, - westchnęła cicho.
Sylwia poklepała ją po ramieniu.
-Nie bój się, widzisz jaki jasny księżyc?!
Skręciły w wąską alejkę z obydwu stron porośniętą niewysokimi krzewami. Kiedy przeszły jakieś dwieście metrów, uświadomiły sobie, że ktoś za nimi idzie. Osoba poruszała się dość szybko, po chwili zorientowały się, że to mężczyzna. Teraz już obydwie zaczęły bardzo się bać.
Szedł coraz szybciej, one także, lecz jeszcze nie biegły. W pewnym momencie odezwał się:
-Macie może przypalić papierosa?
Nie zareagowały.
-Nie bójcie się, nic wam nie zrobię.
Bardzo chciały wierzyć, że to jednak zwykły przechodzień, który zapomniał zapałek. Jego głos brzmiał dość wiarygodnie. Zatrzymały się. Nie wyglądał groźnie, poruszał się szybkim, ale spokojnym krokiem.
Kiedy stanął naprzeciw nich, zrozumiały, jaki wielki błąd popełniły. Uświadomiły sobie, że to ten sam mężczyzna, który tak natarczywie i podejrzanie im się przyglądał, kiedy tańczyły na parkiecie. Mimo wszystkich obaw, które w sobie miały, jeszcze teraz bardzo chciały wierzyć, że nic złego się nie stanie. To był normalny, przeciętny chłopak, może trochę wysoki i dziwnie szczupły, ale przecież wielu takich widziały na ulicach. Cóż złego mogło im grozić z jego strony?
Nie kłamał, trzymał w ręku nieprzypalonego papierosa. Sylwia uspokoiła się trochę, wyjęła z torebki zapalniczkę i przypaliła mu. Kiedy głęboko się zaciągnął, niepewnie odezwała się:
-To my już sobie pójdziemy.
Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. W tym jego uśmiechu było coś dziwnego.
-Rodzice się niepokoją, miałyśmy już dawno być w domu...
Jeszcze raz wykrzywił usta w dziwnym grymasie.
-Starych się boicie?! Na resztę nocy zapraszam was do siebie, co wy na to? Puszczę jakąś dobrą muzę, napijemy się winka i poznamy się bliżej?!
Dotarło do nich, że jak najszybciej powinny się oddalić. Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia i krok po kroku próbowały się wycofać. Nie dał im szans, nim uszły dwa metry, zaszedł im drogę.
-Przepraszam was, drogie panie, ale nie mogę was puścić. Zbyt długo wam się przyglądałem i jestem taki podniecony, że muszę coś z tym zrobić. Jesteście takie śliczne, a moja pała aż prosi się, by jej ulżyć. No to co, która zrobi mi laskę?
Patrzył na nie z obłędem w oczach. Teraz zaczęły się przeraźliwie bać. Nie wiedziały, jak mają zareagować, jak mają wybrnąć z tej dramatycznej sytuacji. Sylwia, która była bardziej opanowana odezwała się:
-Nie jesteśmy zainteresowane, chcemy do domu.
Mężczyzna nie spuszczał z nich wzroku.
-Jestem bardzo zawiedziony... no proszę, postarajcie się.
W jednej chwili dziewczyny zerwały się do panicznej ucieczki. Nie gonił ich, tylko zagwizdał na palcach. Po chwili z krzaków wyłoniło jeszcze dwóch.
-Jak chcecie... Nie chciałyście mnie jednego, to teraz macie nas trzech, - powiedział, szczerząc zęby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz