9. Oddano strzały.
Policjant pozbierał się i podszedł do radiowozu.
-Oddano strzały. Mamy wypadek. Przyślijcie karetkę pogotowia, - wychrypiał do mikrofonu.
Po kilkunastu minutach zablokowano ruch, a na drodze zaroiło się od wozów policyjnych, karetek pogotowia i straży pożarnej. W rozbitym samochodzie dostrzec można było zmasakrowane ciała dwóch mężczyzn. Wokół znajdowało się pełno krwi, nikt się nie ruszał.
Mariusz chciał odwrócić uwagę od kolegi i odezwał się rezolutnym głosem:
-A wie pan panie władzo, wracamy z imprezy.
-Z imprezy, pan mówi, alkohol jakiś był?
Mariusz uśmiechnął się nerwowo.
-Nie, no co pan, nic z tych rzeczy.
-No dobrze, zaraz to sobie sprawdzimy. Poszuka pan tego dowodu, a ja pójdę po alkomat. Poza tym sprawdzimy, czy pojazd nie był kradziony.
Chłopak zaczął gubić się coraz bardziej.
-Ale po co, przecież my nic nie zrobiliśmy?!
Funkcjonariusz zrobił się podejrzliwy. Obrzucił wzrokiem cały pojazd i odezwał się stanowczo:
-Proszę wysiąść z samochodu.
-Co? Ale po co?
-Proszę wysiąść z samochodu i otworzyć bagażnik.
-Ale panie władzo…
Policjant odruchowo sięgnął do kabury do pistoletu. Mariusz zdążył zauważyć, że gliniarz był sam. Istniała więc szansa, że uda im się uciec albo go zastrzelić.
-Proszę robić, co mówię.
Chłopcy powoli opuścili pojazd i przeszli do tyłu. W tym samym momencie mundurowy spostrzegł niewielką strużkę krwi na karoserii ich BMW. W bladym świetle latarni trudno było ocenić, co to jest. Chciał to dokładniej sprawdzić, ale w radiowozie zachrypiało radio:
“Do wszystkich jednostek... w muzeum antropologicznym doszło strzelaniny... sprawcy to dwaj biali mężczyźni i dziewczyna. Poruszają się samochodem marki BMW X 5. Podaję rysopis…”
Nim dosłuchał do końca, zaczął rozumieć, kogo ma przed sobą. Wyciągnął swoją broń i szybko odbezpieczył.
-Ręce na maskę! - krzyknął.
-Pannie władzo, o co chodzi? - kierowca wciąż próbował zachować zimną krew. Istniała jeszcze szansa, że wszystko i jakoś rozejdzie się po kościach.
Funkcjonariusz stanął w rozkroku. Zachowywał się jak automat.
-Ręce! Nie ruszać się!!!
Mariusz wciąż starał się być opanowany, ale wychodziło mu to z wielkim trudem.
-My tylko…
-Tylko spokojnie… teraz zawożę wam kajdanki…
Mariusz wiedział, że jeżeli teraz czegoś nie zrobi, trafią do aresztu, a później do więzienia. Chciał tego uniknąć za wszelką cenę. Drzwi do samochodu były otwarte na oścież, a w bocznej kieszeni siedział kij bejsbolowy, który zawsze woził ze sobą na wszelki wypadek. Wystarczyło tylko wykorzystać nieuwagę policjanta i sięgnąć po niego.
W momencie kiedy funkcjonariusz przygotowywał kajdanki, chłopak już trzymał narzędzie zbrodni w obydwu dłoniach. Jeden cios i po wszystkim. Tak mu się przynajmniej zdawało. Nie chciał zabić. Chciał tylko go ogłuszyć, aby mieć chwilę czasu na ucieczkę.
Policjant upadł na pobocze i nie ruszał się. Nie czekając, aby sprawdzić, czy się podniesie, wskoczyli do samochodu. Mariusz wcisnął gaz i ruszył z piskiem opon, zostawiając samochód patrolowy w tyle.
Mundurowy nie dostał w głowę, jak się chłopakowi zdawało, ale szyję i obojczyk, dlatego już po kilku sekundach pozbierał się i strzelił trzy razy. Był dobrym strzelcem, ale w tym stanie nie miał pewności czy trafi gdziekolwiek. Leżąc na żwirze, celował w szybko oddalający się samochód. Udało się.
Ostatni pocisk trafił w oponę. Samochód zarzuciło w prawo, następnie odbił się od jadącego obok wozu i wyrzucony z ogromną siłą znalazł się na przeciwległym pasie ruchu. W sekundę później wpadał pod rozpędzonego tira. Rozległ się ogromny huk i trzask. W powietrze wystrzeliły tysiące odłamków, kłęby dymu i pary. Później nastała grobowa cisza.
Policjant pozbierał się i podszedł do radiowozu.
-Oddano strzały. Mamy wypadek. Przyślijcie karetkę pogotowia, - wychrypiał do mikrofonu.
Po kilkunastu minutach zablokowano ruch, a na drodze zaroiło się od wozów policyjnych, karetek pogotowia i straży pożarnej. W rozbitym samochodzie dostrzec można było zmasakrowane ciała dwóch mężczyzn. Wokół znajdowało się pełno krwi, nikt się nie ruszał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz