Szukaj na tym blogu

1 maja 2022

Seks - lalka.

9. Oddano strzały.


Policjant pozbierał się i podszedł do radiowozu. 

-Oddano strzały. Mamy wypadek. Przyślijcie karetkę pogotowia, - wychrypiał do mikrofonu. 

Po kilkunastu minutach zablokowano ruch, a na drodze zaroiło się od wozów policyjnych, karetek pogotowia i straży pożarnej. W rozbitym samochodzie dostrzec można było zmasakrowane ciała dwóch mężczyzn. Wokół znajdowało się pełno krwi, nikt się nie ruszał. 


Mariusz chciał odwrócić uwagę od kolegi i odezwał się rezolutnym głosem:

-A wie pan panie władzo, wracamy z imprezy. 

-Z imprezy, pan mówi, alkohol jakiś był?

Mariusz uśmiechnął się nerwowo.

-Nie, no co pan, nic z tych rzeczy. 

-No dobrze, zaraz to sobie sprawdzimy. Poszuka pan tego dowodu, a ja pójdę po alkomat. Poza tym sprawdzimy, czy pojazd nie był kradziony.

Chłopak zaczął gubić się coraz bardziej.

-Ale po co, przecież my nic nie zrobiliśmy?!

Funkcjonariusz zrobił się podejrzliwy. Obrzucił wzrokiem cały pojazd i odezwał się stanowczo: 

-Proszę wysiąść z samochodu.

-Co? Ale po co? 

-Proszę wysiąść z samochodu i otworzyć bagażnik. 

-Ale panie władzo… 

Policjant odruchowo sięgnął do kabury do pistoletu. Mariusz zdążył zauważyć, że gliniarz był sam. Istniała więc szansa, że uda im się uciec albo go zastrzelić.

-Proszę robić, co mówię.  

Chłopcy powoli opuścili pojazd i przeszli do tyłu. W tym samym momencie mundurowy spostrzegł niewielką strużkę krwi na karoserii ich BMW. W bladym świetle latarni trudno było ocenić, co to jest. Chciał to dokładniej sprawdzić, ale w radiowozie zachrypiało radio:

“Do wszystkich jednostek... w muzeum antropologicznym doszło strzelaniny... sprawcy to dwaj biali mężczyźni i dziewczyna. Poruszają się samochodem marki BMW X 5. Podaję rysopis…”

Nim dosłuchał do końca, zaczął rozumieć, kogo ma przed sobą. Wyciągnął swoją broń i szybko odbezpieczył.

-Ręce na maskę! - krzyknął.

-Pannie władzo, o co chodzi? - kierowca wciąż próbował zachować zimną krew. Istniała jeszcze szansa, że wszystko i jakoś rozejdzie się po kościach. 

Funkcjonariusz stanął w rozkroku. Zachowywał się jak automat. 

-Ręce! Nie ruszać się!!!

Mariusz wciąż starał się być opanowany, ale wychodziło mu to z wielkim trudem. 

-My tylko…

-Tylko spokojnie…  teraz zawożę wam kajdanki… 

Mariusz wiedział, że jeżeli teraz czegoś nie zrobi, trafią do aresztu, a później do więzienia. Chciał tego uniknąć za wszelką cenę. Drzwi do samochodu były otwarte na oścież, a w bocznej kieszeni siedział kij bejsbolowy, który zawsze woził ze sobą na wszelki wypadek. Wystarczyło tylko wykorzystać nieuwagę policjanta i sięgnąć po niego. 

W momencie kiedy funkcjonariusz przygotowywał kajdanki, chłopak już trzymał narzędzie zbrodni w obydwu dłoniach. Jeden cios i po wszystkim. Tak mu się przynajmniej zdawało. Nie chciał zabić. Chciał tylko go ogłuszyć, aby mieć chwilę czasu na ucieczkę. 

Policjant upadł na pobocze i nie ruszał się. Nie czekając, aby sprawdzić, czy się podniesie, wskoczyli do samochodu. Mariusz wcisnął gaz i ruszył z piskiem opon, zostawiając samochód patrolowy w tyle. 

Mundurowy nie dostał w głowę, jak się chłopakowi zdawało, ale  szyję i obojczyk, dlatego już po kilku sekundach pozbierał się i strzelił trzy razy. Był dobrym strzelcem, ale w tym stanie nie miał pewności czy trafi gdziekolwiek. Leżąc na żwirze, celował w szybko oddalający się samochód. Udało się. 

Ostatni pocisk trafił w oponę. Samochód zarzuciło w prawo, następnie odbił się od jadącego obok wozu i wyrzucony z ogromną siłą znalazł się na przeciwległym pasie ruchu. W sekundę później wpadał pod rozpędzonego tira. Rozległ się ogromny huk i trzask. W powietrze wystrzeliły tysiące odłamków, kłęby dymu i pary. Później nastała grobowa cisza.

Policjant pozbierał się i podszedł do radiowozu. 

-Oddano strzały. Mamy wypadek. Przyślijcie karetkę pogotowia, - wychrypiał do mikrofonu. 

Po kilkunastu minutach zablokowano ruch, a na drodze zaroiło się od wozów policyjnych, karetek pogotowia i straży pożarnej. W rozbitym samochodzie dostrzec można było zmasakrowane ciała dwóch mężczyzn. Wokół znajdowało się pełno krwi, nikt się nie ruszał. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...