11. Wyjątkowo udany egzemplarz.
Facet z obsługi pogładził Sylwię po ramieniu. O dziwo leżała w totalnym bezruchu. Nawet nie drgnęła.
-Rzeczywiście, wyjątkowo udany egzemplarz, ale wie pan… nie możemy. Nasz sklep szczyci się nieskazitelną opinią konsumentów, mamy bardzo surowe zasady obsługi i sprzedaży.
Sylwia nie wytrzymała i wybuchła szorstkim śmiechem. Był to śmiech pełen pogardy, ale też i lęku. Podejrzewała, że ktoś robi jej głupi kawał. Jak inaczej można byłoby coś takiego wytłumaczyć. Przed chwilą brała udział w napadzie na magazyn eksponatów muzealnych, a teraz ktoś jej mówi, że jest jakąś lalką. W innej sytuacji może byłoby to nawet śmieszne.
-Jaja sobie robisz, jaką lalką?!
Murzynka uśmiechnęła się. Pierwszy raz życzliwie, ale to nie uspokoiło Sylwii.
-Aha już wszystko rozumiem, - mrugnęła do niej, - Jesteś wadliwa...
Sylwia o mało się nie zagotowała.
-Ja?! Wadliwa?! Uważaj, co mówisz, bo…
Jej rozmówczyni wcale nie wydawała się być zbita z tropu.
-Uspokój się. Ty i tak nie masz nic do gadania. Pewnie jutro odeślą cię do fabryki, wykasują i spalą.
Tego już było za wiele. Sylwia wpadła w furię. Co ona pierdoli. Zaraz wszystkie kłaki jej powyrywam i nie będzie już taka piękna.
-Ty czarna małpo, ja ci dam fabrykę, ja ci dam „spalą”!!! Mogą spalić, a nie my nie! - wrzasnęła, gotowa rzeczywiście zrobić to, o czym pomyślała.
Jej nowa koleżanka, wbrew wszelkim przewidywaniom, zareagowała bardzo spokojnie.
-Ja? Ja nic nie myślę. Co mam myśleć? Jestem tak zaprojektowana. Skonstruowano mnie po to, by dawać jak najwięcej przyjemności swojemu nowemu panu, - powiedziała.
Chociaż trzęsła się złości i zdenerwowania, wzięła kilka głębokich oddechów i na spokojnie spytała:
-No więc powiesz mi, co to za miejsce?
Tamta patrzyła na nią wciąż z taką samą mieszaniną ironii, pogardy i współczucia.
-Ty jesteś bardzo naiwna, albo głupia. Rozejrzyj się. Popatrz tylko, gdzie jesteśmy. Nigdy nie byłaś w takim miejscu? No popatrz. Oczywiście, że sklep. Leżałeś na półce, tam dalej stoją wózki, a tam są szklane odsuwane drzwi. Teraz są jeszcze zamknięte, ale…
Sylwia wciąż miała ochotę ją uderzyć. Zastanawiała się, dlaczego jeszcze tego nie zrobiła.
-Ty, ty… licz się ze słowami, bo… małpo jedna! Zaraz ci te czarne kłaki powyrywam!!! - wrzasnęła.
W tym samym momencie rozległ się odgłos otwieranych drzwi. W chwilę później środku pojawili się jacyś ludzie. Jej reakcja była natychmiastowa. Położyła się do pudełka i czekała. Zrobiła to odruchowo i bez zastanowienia. Nie wiedziała, kim jest, ale nakaz zrobienia tego był tak silny, że nie mogła mu się oprzeć. Chciała stąd jak najszybciej wyjść. Czuła jednak, że w tej chwili nie jest to możliwe i że musi zachowywać się w pewien, określony sposób. Miała tylko nadzieję, że po prostu przeczeka sytuację, a później pomyśli o ucieczce.
Kiedy tak leżała i nasłuchiwała, podszedł do niej mężczyzna w średnim wieku. Na jego twarzy malował się nieskrywany uśmiech zadowolenia.
-Chcę tą. Ta mi się podoba, - powiedział do drugiego mężczyzny. Sylwia domyśliła się, że to sprzedawca.
Ekspedient, widząc, że pudełko jest rozerwane, z niesmakiem pokręcił głową:
-Eee… nie… Radziłbym wybrać coś innego. Zdaje się, że ten produkt jest uszkodzony.
Kupujący nie dał się zbić z tropu. On już kupił towar i nie zamierzał od tego odstąpić.
-No, co pan opowiada? To tylko pudełko. Przecież nie zależy mi na opakowaniu. Jest śliczna, nie prawda?
Facet z obsługi pogładził Sylwię po ramieniu. O dziwo leżała w totalnym bezruchu. Nawet nie drgnęła.
-Rzeczywiście, wyjątkowo udany egzemplarz, ale wie pan… nie możemy. Nasz sklep szczyci się nieskazitelną opinią konsumentów, mamy bardzo surowe zasady obsługi i sprzedaży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz