42. Miękko trzepała mi konia.
Miękko trzepała mi konia. To było tak, jakby doiła krowę. Ciągnęła do góry razem ze skórą. Stopniowo, coraz mocniej zamykając swoją dłoń na samym wierzchołku, zatrzymywała się na ułamek sekundy, jeszcze mocniej dociskała i na domiar wszystkiego przeginała sam łeb, raz w jedną, raz w drugą stronę. No tego było już za dużo. Nikt nie zdołałby tego wytrzymać. Co miałem robić?
Patrzyłem i nie mogłem uwierzyć. One co chwilę wymyślały coś nowego. Jakby ich pomysły nie miały się nigdy skończyć. Teraz robiły kilka długich pociągnięć, po czym zatrzymywały się, by Majka mogła wykonać kilkanaście bardzo krótkich, wręcz elektrycznych drgań. Kidy skończyła, cykl zaczynał się od nowa. Długie, raaaaaz, raaaaz, raaaaz, krótkie, takie drrrrrrr.
-Uuuuuuuch, uch, uch!!! - wydobywało się ze mnie miarowe sapanie.
-Oooch! - westchnęła Majka.
-Eeee-he-he-he… zaśmiała się Aśka.
Majka trzepała mi konia, a Aśka zaczęła szarpać worek.
Majka waliła, Aśka chwyciła fiuta i samej podstawy.
Raz, raz, raz… - czułem pociągnięcia Majki i skaczącą skórę moszny w palcach drugiej dziewczyny.
-O…
-No…
-Tak, tak…
-Już długo nie pociągnie… - wymieniały krótkie spostrzegawcze uwagi na temat tego, co się działo.
Trzepały, trzepały…
-No, już! - prosiła Karolina.
Majka mocniej ścisnęła mój trzon.
-Tak, chyba teraz… - westchnęła.
Zwolniła. Ruchy stały się mocne i bardzo długie: od samego czubka, głęboko aż po samą nasadę.
Tymczasem ręcznik Joli rozwinął się i opadł. Szybko podniosła go i zacisnęła pod pachami. Po chwili pochyliła się, uważnie przyglądając się temu, co robią jej koleżanki.
Znowu się zaczęło. Chciałem krzyknąć, ale nie zdążyłem, po chwili już nie mogłem wydobyć z siebie żadnego głosu. Mocno zacisnąłem zęby, a z kącików moich ust płynęła ślina. Aśka poruszała skórą u podstawy, a Majka chwyciła żołądź i mocno ścisnęła. Wykonywała przy tym pulsacyjne ruchy, zaciskała i zwalniała uchwyt, zaciskała i zwalniała… O, matko!
Po chwili dwoma palcami ujęła napletek pod samym łbem i poruszała nim krótkimi szarpanymi pociągnięciami do góry i do dołu. Aśka robiła to samo, tyle że nieco niżej. Ich dłonie raz się zbiegały, raz rozjeżdżały. Pod czaszką czułem jedno wielkie łomotanie.
I tak to trwało. Wszystkie bardzo uważnie mnie obserwowały. Byłem gwałcony przez stado podnieconych panienek. Co za rozkosz!
W pewnym momencie stwierdziły, że mam już dość, ale nie przestały. Majka znowu ściskała samą głowicę, a Aśka naciągała skórę od dołu do góry i puszczała.
Po chwili Asia ciągnęła napletek w przeciwną stronę, jakby próbując nim zakryć całą powierzchnię mojego zmęczonego już kutasa. Majka, natomiast zaczęła kontrować, stawiając lekki, ale wyraźnie wyczuwalny opór. Czułem boskie darcie w okolicy jąder i niebezpiecznie przybierające na sile pulsowanie.
-Zaraz tryśnie! - zawołała radośnie Aśka, widząc moje kurczące się podbrzusze.
Miękko trzepała mi konia. To było tak, jakby doiła krowę. Ciągnęła do góry razem ze skórą. Stopniowo, coraz mocniej zamykając swoją dłoń na samym wierzchołku, zatrzymywała się na ułamek sekundy, jeszcze mocniej dociskała i na domiar wszystkiego przeginała sam łeb, raz w jedną, raz w drugą stronę. No tego było już za dużo. Nikt nie zdołałby tego wytrzymać. Co miałem robić?
-Ufff, uff, uff… - oddychałem ciężko.
Majka całą garścią chwytała sztywną, grubą mosznę i delikatnie ugniatała. Moje stopy zaczęły drżeć.
-No, dawaj! - pokrzykiwała Karolinka, - Możesz już strzelić! Hej! Możesz już, śmiało!
Dobra, okej, w takim razie bierzemy się do roboty. Zacisnąłem zęby i wyprężyłem się jak kot na płocie.
-Uch, uch, uuuuuuch!!! - stękałem, starając się przyspieszyć nadchodzący szczyt.
Aśka jeszcze sumienniej przyłożyła się do swojego zadania. Jej wprawa i wyczucie były wprost niewiarygodne.
-No kotku?! - westchnęła w moim kierunku Majka, słodko składając swoje usteczka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz