48. W ramach przeprosin.
Dwa dni później dziewczyny, reprezentowane przez Kingę i Aśkę, w ramach przeprosin zaprosiły mnie do wynajętego pokoju w miejscowym motelu na kolację.
-Będzie jakiś kieliszek wina i, może, coś jeszcze, - wyjaśniła Aśka.
-Ooooch, oooooch teraz, tak, taaaaak!!! - jęczała.
Jak tylko wepchałem się między jej pośladki, od razu strzeliłem.
-Majuuuuuu ooooooch!!! - wyłem z rozkoszy.
Bulg, bulg, bulg… - czułem, jak kolejne porcje gęstego nasienia wypełniają jej niesamowite wnętrze.
-Ech, ech, ech! - postękiwała.
Bulg, bulg, bulg…
-Yyyyhy, yyyyh, yyyyy!!! - dszałem ciężko.
Bulg, bulg… flup, flup, flup… - nektar wypełnił jej kwiatuszek i zaczął się wylewać.
-Ech, ech… tak, eeeech taaaak! - wzdychała.
Obfite porcje mojego pożądania szybko zmoczyły materac.
I nagle było po wszystkim.
-Jesteś cudowny, - szeptała, całując mnie po szyi.
Siedzieliśmy obok siebie wtuleni w swoje rozgrzane ciała. Słuchaliśmy swoich szybkich oddechów.
-I ty też, - odpowiedziałem, dotykając ustami jej ucha.
Szeroko rozsunąłem uda i patrzyłem na mojego, wciąż dziarsko sterczącego kutasa.
-Zdał ten egzamin, - mruknąłem, kiwając w jego kierunku głową.
Skórka ciasno opinała trzon, a głowica była jak grzyb, z mocno zarysowaną żyłą. W tej chwili unosiła się i opadała jak żywa.
-Taaaak… dzielny żołnierz, - uśmiechnęła się zadowolona.
Moje jądra były duże napęczniałe, moszna obkurczona i mocno pomarszczona.
-Och, zdaje się, że on nadal na stanowisku, - westchnąłem, wciąż czując duże podniecenie.
-Tak, widzę, - szepnęła.
Moje podbrzusze rytmicznie kurczyło się jeszcze.
-Patrz, patrz… -jęknąłem, ujmując ją za brodę.
Nie miałem ani grama zarostu, był bardzo dokładnie wygolony. -Słodki, - powiedziała.
-Och dziewczyno… coś ty ze mną zrobiła?!
-Ja? Nic, - roześmiała się.
Oparła się ramieniem o moją klatkę piersiową i położyła swoją dłoń obok pulsującego jeszcze fiuta.
-Niewina… co?!
Uśmiechała się. Położyła głowę na moim obojczyku.
-Tak wspaniale ruchasz, tak mocno, tak głęboko… och zróbmy to jeszcze raz, - powiedziała.
W tym samym momencie światło w tle zapaliło się i naszym oczom ukazała się, ta sama, co przednio widownia. Ludzie siedzieli i patrzyli na nas tak, jakby oglądali film na sali kinowej. Rozejrzałem się dokładniej, wokół znajdowało się pełno staroci, poustawianych jak rekwizyty w teatrze. Kanapa, na której przed chwilą się kochaliśmy, także była zabytkiem.
Leżałem, nie mogłem otworzyć oczu, słyszałem tylko śmiechy rozbawionych dziewczyn.
***
Tamtej nocy przywiozły mnie nieprzytomnego do domu. Korzystając z nieobecności mojej ciotki, pod osłoną ciemności wjechały samochodem na podwórko, wtaszczyły do salonu i zwaliły jak worek ziemniaków na kanapę. Nie pamiętam ile razy, gdzie i kiedy mnie jeszcze wykorzystały.
Kinga skończyła właśnie osiemnaście lat, a ja miałem być dla niej prezentem. Szkoda tylko, że nie spytały mnie o zdanie. No cóż…
Podobno miały świetną zabawę. Oczywiście obraziłem się… no… przynajmniej udawałem. Wypadało, musiałem przecież zachować twarz.
Dwa dni później dziewczyny, reprezentowane przez Kingę i Aśkę, w ramach przeprosin zaprosiły mnie do wynajętego pokoju w miejscowym motelu na kolację.
-Będzie jakiś kieliszek wina i, może, coś jeszcze, - wyjaśniła Aśka.
Oczywiście, po tym wszystkim musiałem sprawiać wrażenie zezłoszczonego i nieprzystępnego, ale, tak naprawdę, cieszyłem się. Podejrzewałem, że to “coś jeszcze” będzie formą zadośćuczynienia. Chociaż trudno było cokolwiek przewidzieć.
Tak czy inaczej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz