5. Nie wiem, co będzie jutro.
W tej chwili cały świat przestał istnieć, była tylko ona i ja, i nasze rozgrzane, podniecone ciała.
-Felicjo, nie wiem, co będzie jutro.
Odsunęła się od oparcia, wygięła plecy i krzyżując ramiona, chwyciła dół bluzeczki. Po chwili ciągnęła ją już do góry, odsłaniając obydwie piesi.
Znowu się przysuwałem, byłem blisko, coraz bliżej. Delikatnie, czubkiem języka musnąłem dół jej wielkich cycków. Najpierw jeden później drugi. Boże, jak ona pachniała. Pot, to był pot zmieszany z zapachem jej perfum. Nigdy nie lubiłem zapachu potu, nigdy… aż do tej pory, do tego dnia, kiedy, po raz pierwszy ją spotkałem. Mógłbym oddychać, samym tylko, zapachem jej ciała. Nigdy, nikomu o tym nie mówiłem, nawet jej. Teraz mógłbym włożyć głowę między te jej wielkie cycki i tak zostać.
Przesunąłem się wyżej, muskałem ustami jej szczupłe, prawie chude palce, wierzch dłoni, nadgarstki, później przedramiona. Sunąłem, ledwie dotykając. Nie wzbraniała się, nie rzucała na mnie, czekała, patrzyła i spokojnie czekała.
-Widzisz, jesteś mój, ja o tym wiedziałam od samego początku. Chodź, tak, jeszcze bliżej, pocałuj mnie, tak bardzo cię pragnę.
Przysuwałem się do jej delikatnych ust, patrzyłem w jej czarne oczy. W końcu musnąłem jej wargi.
-Boże, Felicjo, co my robimy?!
Nagle zmieniła się. Spojrzała na mnie dziko i lubieżnie. Odepchnęła mnie ręką tak, że spadłem na podłogę. Błyskawicznie ściągnęła z siebie bluzeczkę.
Leżałem na dywanie a ona przyjęła pozycję, jak czający się kot. Opadła twarzą nisko, na samą krawędź wersalki. Podpierając się na dłoniach, uważnie mnie obserwowała.
-Wyruchaj mnie doktorku, chcę twojego nasienia.
Patrzyła, a ja się przysuwałem.
-Tak. Jak sobie życzysz, - odpowiedziałem tak, jakbym był już całkowicie zniewolony.
-Nie masz żadnych szans, nigdy ich nie miałeś, nigdy… Od samego początku byłeś mój.
Patrzyła, jak wampirzyca, jak strzykwa, ale była piękna, tak cudownie piękna, że powalająca i to było jej bronią.
Z drugiej strony opierała się na kolanach, wypinając swój tyłek do góry. Jej biodra były szerokie, tak oszałamiająco seksowne.
-Chodź do mnie, chodź, jesteś mój, - powtarzała.
W następnej chwili była już bez ubrania, kompletnie naga, nagusieńka leżała na kanapie. Pozbyłem się spodni, koszuli i slipów. Stałem nad nią ze sterczącym fiutem, przegrany, zdobyty, ale tak bardzo szczęśliwy, że trudno to sobie wyobrazić.
Leżała na plecach z głową opuszczoną poza krawędź spania, tak, jakby czekała, aż mój kutas wyląduje w jej ustach. Jak mała dziewczynka, jedną ręką, zakrywała piersi drugą cipkę. Czemu to robiła? Na pewno nie ze wstydu. Była taka piękna, tak cudownie podniecająca. Cały drżałem, moje ciało reagowało spontanicznie i automatycznie.
Podszedłem, mój chuj zawisł nad jej twarzą. -Widzisz, teraz jesteś sobą, nareszcie, - westchnęła, - włóż mi go.
-Boże Felicjo, coś ty ze mną zrobiła?!
Odwróciła się tyłem, wystawiając w moją stronę swój zgrabny tyłek. To było zaproszenie. Była istną boginią piękności i seksu. Patrzyłem na nią zafascynowany, jak małe dziecko.
-Przytul się do mnie, doktorku.
Gładziła oparcie kanapy z taką czułością, jakbym to ja tam leżał. Jej czarne, długie włosy swobodnie spływały po jej delikatnych plecach. Powoli wsuwałem się na łóżko. Po drodze całowałem jej pośladki: delikatnie, mokro, czule, pozostawiając po sobie wilgotny ślad. Była tylko ona, nic więcej się nie liczyło. W tej chwili cały świat przestał istnieć, była tylko ona i ja, i nasze rozgrzane, podniecone ciała.
-Felicjo, nie wiem, co będzie jutro.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz