4. Przestała być sobą.
Przestała być sobą, przestała być tą poprawną, przyzwoitą Wiolettą, którą wszyscy znali. Teraz była napaloną, niewyżytą suką, która kieruje się tylko popędem.
Chciała, by jego twarz wylądowała między jej piersiami, och jak bardzo tego pragnęła. Och a ta druga jego ręka przecież jego palec za chwilę wyląduje w jej szparce!
-Zwariowałeś, Darek, idioto jeden. Zabieraj łapę z mojej cipki!
Kutas w jego spodniach rwał się do pracy, wiedział, że w zasięgu jego działania jest gorąca, mokra pizdeczka.
-Och, chyba nie mówisz tego poważnie?!
Jasne, że nie mówiła. Chciała, by robił to dalej, mocniej i szybciej.
-Mówię poważnie, zabieraj, och, och, nie, nie! - protestowała jednak.
Czuła się gwałcona, jak mała, biedna dziewczynka i tak bardzo ją to podniecało, że traciła już głowę.
-Naprawdę, chcesz tego? To, czemu jesteś taka rozpalona?!
Ten chłopak był, jak wulkan a ona cała płonęła.
-Zabieraj łapę, erotomanie ty! - krzyknęła.
Nie miała żadnych szans. Chciał, po prostu, ją wybzdyczyć i wiedział, że mu się to uda.
-Tak, jestem erotomanem, chcę cię i będziesz moja, dziś, teraz, już!
Och, tak, tak przecież chciała, ale jeszcze udawała, że się broni.
-Chyba żartujesz?! Och, och, jak mi gorąco! - udawała, że stawia jakiś opór.
I nie wiadomo kiedy leżała na kanapie podparta na łokciach z szeroko rozłożonymi nogami. Miała zamknięte oczy, a na jej twarzy malował się wyraz błogiego zadowolenia. Jej bluzka była rozpięta aż do połowy i rozchylona po sutki, a mini spódniczka zadarta do pępka. Trzymała jej brzegi w drżących paluszkach. Między udami spoczywała jego głowa. Jego usta znajdowały się na krawędzi jej cipeczki. Uchylił je gotowy do wysunięcia języka. Muszelka była jeszcze zamknięta i wyglądała jak podłużne szerokie cięcie. Gdzieś z głębi sposobiły się do wyjścia delikatne płatki. U góry ścielił się delikatny jasny jeszcze i rzadki meszek. Mimo wszystko był nieco ciemniejszy od nieopalonej skóry w miejscu, gdzie powinny znajdować się majtki.
-No widzisz, po co tyle krzyku, - mruknął zadowolony.
Teraz już nie było czego bronić. Pokonał ją, została zdobyta. Och i jak wspaniale się z tym czuła.
-Och, och, och… liż, liż, tak, och jeszcze, jeszcze! - wzdychała półprzytomnie.
Wdychał jej gorący zapach, jego serce waliło, jak oszalałe.
-Och, Boże jakaś ty gorąca. Cudowna szparka. Wiolu, och Wiolu, moja jedyna, och chcę cię! - mamrotał.
To było takie wspaniałe, jego usta za chwilę miały wylądować w jej muszelce. Wirowało jej w głowie, nie mogła już mu się nie oddać.
-Liż mnie, liż, proszę, tam, o tam, nie przerywaj, Pawełku, liż.
Wysunął język i dotknął. Czysta rozkosz. Oddawała mu się jak pokorna, niewinna nastolatka.
-Tak, tak, szerzej rozłóż swoje nóżki, tak szerzej, jeszcze szerzej. O, doskonale, tak, tak, teraz cię mam, mam cię widzisz mam cię, masz niesamowitą cipkę Wiolu!
Drżała, jego język penetrował ją, a ona mu na to pozwalała. Chciała, by na nią patrzył, chciała, aby robił z nią wszystko, co tylko zechce.
-Bierz mnie, och bierz, zobacz, podwijam dla ciebie sukienkę.
Teraz oboje mogliby zrozumieć się już bez jednego słowa. Ona dawała, on brał. Lizał jej szparkę, jak głodny pies pustą miskę.
-Tak, tak, wspaniale, jesteś cudowna.
Każdy ruch jego języka powodował, że unosiła się do góry szarpana w nagłych skurczach. Zbyt dawno nie miała mężczyzny.
-Och Pawełku, Pawełku ja płonę!
Obracał swoim jęzorem i mówił, mówił słowa, które jego samego zaskakiwały.
-Wyliżę cię, wyliżę, zobacz, wyliżę dokładnie tą twoją ciasną szparkę.
-Pokaż mi go, pokaż mi tego swojego grubego fiuta, bo nie wytrzymam, - jęknęła żałośnie.
Uśmiechał się zaskoczony jej płomiennym temperamentem.
-Och, spokojnie, nie tak gwałtownie, zobacz, jaki on sztywny.
Przestała być sobą, przestała być tą poprawną, przyzwoitą Wiolettą, którą wszyscy znali. Teraz była napaloną, niewyżytą suką, która kieruje się tylko popędem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz