Szukaj na tym blogu

15 października 2022

Misja.

52. Fiuty waliły jak studnię.


Fiuty waliły jak studnię. Odgłosy przypominały wrzucanie kamieni do wody. Miała wrażenie, że jednocześnie umiera. Z drugiej strony, że przekracza jakąś dziwną granicę, barierę trudną do wyobrażenia. 


Na podłodze leżało kłębowisko różowych odnóży. Były to liczne zwoje, jedne cienkie, drugie grube i te niby kwiaty. W tej chwili trudno było rozpoznać, co ma się przed oczami. Widać to było dopiero z pewnej wysokości.

Rozlegało się głośne mlaskanie. Z gardła dziewczyny wydobywały się dźwięki przerażenia, ale też ogromnego podniecenia. Jakby nie umiała sobie dać z tym rady. 

Leżała na płasko z rozsuniętymi udami. Mimo że jej spódniczka wciąż była na swoim miejscu, nie stanowiła żadnego zabezpieczenia przed penetracją obcego. 

Wchodził od spodu, czy raczej od dołu. Pod tym skromnym skrawkiem materiału nikły trzy grube penisy. Znajdowały się jeden obok drugiego. Wystawały z trzech mięsistych kwiatów. Trudno było ocenić, który w tej chwili wchodzi w jej cipkę. Jednego, natomiast, można było być pewnym, cały czas przez któregoś z nich była gwałcona. 

Szarpnęła się, próbując unieść głowę, a wraz z nią kark. Miała zamknięte oczy, jakby była na wpół przytomna. Po chwili znów opadła. Zrobiła to w konwulsjach, szarpiąc się, jęcząc i wzdychając. Chlapanie było coraz głośniejsze. 

Po sekundzie znów się szarpnęła i znów opadła. Tym razem głośniej krzyknęła. Dyszała i jęczała. 

Leżała bez ruchu, a ramiona, poruszając się bez przerwy wokół jej ciała, robiły swoje. Po chwili znów krzyknęła. Chociaż nie, to raczej był jęk. Jęk: głośny i rozpaczliwy. Między jej udami znów coś zaczęło się dziać. Widać było, że bardzo się boi, ale jednocześnie bardzo tego pragnie. 

Głośne odgłosy chlapania mieszały się z jej westchnieniami. Kutasy zdawały się wchodzić jeden obok drugiego. Próbowała napinać się i rozluźniać. One wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły… zwijały się w łuki i okręgi, oplatały ją i puszczały. Po chwili znów się lekko zaciskały. Wykonywały krótkie, posuwiste ruchy do przodu i do tyłu między jej udami. Wokół jej rąk kłębiły się oploty jasnoróżowych wstążek. 

-Ooooooooch niiiiieeeeee!!! - krzyknęła.

Ciężko dyszała. Próbowała zapanować nad oddechem. 

-Iiiiiaaaa iiiiaaaa o-o-oooooch… oooooooch!!! - wyrzucała ze swojego gardła. 

Między jej udami siedziały trzy długie węże. Dwa panoszyły się w słodkiej cipeczce, a jeden atakował dupcię. Właśnie z tego miejsca, obfitą rzeką, wypływała biała, spieniona substancja, która rozlewała się po podłodze. 

Fiuty były bezczelne. Bezpardonowo wchodziły w jej cipeczkę. Pchały się dwa na raz. Trzeci atakował ciasną dupkę. Poruszały się do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu… a ona, co chwilę wydawała z siebie głośne jęki i westchnienia. Dalej, dalej, jeszcze bardziej, jeszcze więcej… na szczyt. 

Penisy były rzeczywiście bardzo realistyczne. W jej cipce siedział jeden z całą głowicą. Drugi masakrował łechtaczkę. Co chwilę próbował wepchnąć się głębiej i wyrzucić swojego sąsiada. Trzeci dobijał się niczym taran w zamknięte wrota jej kakaowego oczka. 

-Yyyyyych aaaach…

Chlup, bulg, chlap…

To był dziwny akt, na granicy sadyzmu, nieziemsko podniecający, trudny do wyobrażenia. 

Fiuty waliły jak studnię. Odgłosy przypominały wrzucanie kamieni do wody. Miała wrażenie, że jednocześnie umiera. Z drugiej strony, że przekracza jakąś dziwną granicę, barierę trudną do wyobrażenia. 

Kiedy tak jęczała z zamkniętymi oczami i uchylonymi ustami, znów usłyszała ten głos. Był piękny, dziewczęcy i brzmiał gdzieś blisko, jakby w głowie pod czaszką, jakby przeszywał jej myśli, docierał do samego sedna jej osobowości. 

“Uspokój się. Spokojnie, rozluźnij się. Za chwilę, za chwilę, zrozumiesz, będzie to…”

Dziewczyna opadła głową do dołu. Tyłem czaszki dotknęła chłodnej podłogi. 

Ciemność. Spadała w przepaść bez dna. Leżała tak z uchylonymi ustami, z zamkniętymi oczami i zdawało się jej, że doświadcza innej, obcej rzeczywistości.

W pewnym momencie doznała nagłego silnego skurczu, który uniósł jej tułów do góry. Głowa jakby cięższa nie chciała podążyć za nim. Lekko opadała, pozostając w tyle. Wciąż miała zamknięte oczy i uchylone usta.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...