42. Miała świadomość, że umiera.
Opadła najpierw na pośladki, a później na plecy. Nie wiedziała, co się dzieje. Łapała ostatnie oddechy. Miała świadomość, że umiera i nic nie mogła na to poradzić.
Drżąc, wykonała pierwszy, swobodny oddech. Zastanawiała się, czy to już koniec. Ta chwila zdawała się być wiecznością. Czuła się sponiewierana, upokorzona, poniżona, a jednak tak bardzo, tak dokładnie zaspokojona. Nie potrafiła tego nazwać. Nie potrafiła określić, co właściwie się stało. Czy on ją zgwałcił, czy ona sama mu się oddała? I czy pokaże się w całej swojej okazałości?
-O-och… jak mi dobrze… - westchnęła łamiącym się głosem. - Tylko nie wiem co to.
Przerwała. Dyszała ciężko. Tak jakby trudniej było jej poradzić sobie z własnym sumieniem, niż zmęczonym ciałem.
Myliła się, jeśli myślała, że obcy da jej spokój. W jednej chwili uniósł jej nogi do góry, a górną część ciała opuścił w kierunku podłoża. Znów znajdowała się w mniej wygodnej pozycji. Jej cipka cały czas była odsłonięta, a nogi szeroko rozwarte. Liny trzymały ją mocno kilka metrów nad ziemią.
Następnej sekundzie szarpnął tak mocno, że jej ciało poszybowało do góry i odwróciło się raptownie twarzą w kierunku gruntu. Była zawieszona tak, jakby stała na własnych stopach mocno pochylona do przodu z rozstawionymi udami i wypiętym do góry tyłeczkiem. Wiedziała, że będzie ją ruchał w tej pozycji. Miała już dość, a jednak jakaś część jej osoby błagała o więcej. Rozluźniła się, zamknęła oczy i czekała.
Nagle raptownie rzuciła się do góry. Poczuła, jak coś zbliża się do jej pośladków. To gruby kutas ustawił się w pozycji: “do ataku” na wprost jej, nie do końca jeszcze zamkniętej, słodkiej cipeczki. Wyglądał jak kobra szykująca się do ukąszenia. Uderzenie miało być szybkie i niespodziewane.
Jednym ruchem wjechał jej gorące wnętrze. Rozległo się przyjmujące mlaśnięcie, a ona głośno jęknęła. Szeroko otworzyła oczy, patrzyła przed siebie, starając wyobrazić sobie to, gdzie w tej chwili się znajduje i co za moment będzie robił.
Wjechał w głębiej.
-I co… teraz tak?! - jęknęła, - Delikatnie proszę… aaaaa-haaaa!!! - krzyknęła gdy pchnął z całych sił.
Nie słuchał. Wjechał jeszcze głębiej. Z jej gardła wydobył się szloch małego dziecka. Była jak niewolnica przyczepiona do słupa i posuwana od tyłu. Była jak niewolnica, która nawet nie wie, kto ją zniewala i kto bierze.
Tymczasem Nila stała nad skafandrem wypełnionym różową, galaretowatą substancją i miała nadzieję, że pokonała potwora.
Kiedy jego czułki zniknęły pod powierzchnią różowego kisielu, dziewczyna uspokoiła się. Była przekonana, że ślimak nie żyje. Jednak w następnej chwili rozległ się głośny syk, a z miejsca, gdzie powinna znajdować się głowa, zaczęły wydobywać się opary. Zdawały się być cięższe od powietrza i opadać szybko na podłogę.
Nila nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkała, więc była zaciekawiona. Wydawało się, że galareta wypełniająca kostium szybko zamienia się w gaz, wydobywa na zewnątrz i opada do dołu.
Bez przerwy rozlegał się głośny syk. Pary było coraz więcej. Zdaje się, że dziewczyna podeszła za blisko. Zaciągnąwszy się nieznaną substancją, poczuła uścisk w gardle i za kaszlała. Zakryła usta dłonią, lecz było już za późno.
Nie mogła złapać tchu. Odsunęła się na dwa kroki. Gaz wydobywał się w coraz większych ilościach. Zakręciło się jej w głowie. Przed oczami zobaczyła ciemność. Zatoczyła się i straciła przytomność. Ostatnimi resztkami sił próbowała utrzymać się na nogach, lecz pomieszczenie zaczęło wirować.
Opadła najpierw na pośladki, a później na plecy. Nie wiedziała, co się dzieje. Łapała ostatnie oddechy. Miała świadomość, że umiera i nic nie mogła na to poradzić.
Teraz żałowała swojego pochodnego czynu. Dotarło do niej, że unicestwiając go, wydobyła na zewnątrz trujący gaz, który wypełniał jego ciało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz