Szukaj na tym blogu

7 października 2022

Misja.

44. Muszę cię rozebrać.


-Muszę cię rozebrać, - usłyszała bełkotanie. 

Macki pełzły, dotykając jej dekoltu. Rozdzielały się na dwie wiązki, jedna z prawej, druga z lewej strony. 

-Muszę się dostać do twoich narządów rodnych… - bełkotał.


Kiedy nikły już ostatnie oznaki jej świadomości, nastąpił kolejny etap przeobrażania się obcego. Ze skafandra zaczęło coś wypełzać. Galareta zmieniała się w różową lianę  rozwidlającą się na końcu w szereg cienkich kosmyków. Odnoga, tak samo jak gaz, zmierzała w kierunku podłogi. 

Po chwili z szelestem, przypominającym przesypywanie liści, dotknęła posadzki i pełzła w jej kierunku. 

Nila nie dawała już żadnych oznak życia, a ramię, przypominające miotłę, szybko pokonywało odległość między skafandrem jej ciałem. 

Minęła sekunda, lub dwie, a wokół jej łydek owinęły się sploty cienkich sznurków. Wyglądały niczym rozwinięta włóczka. Dziewczyna jednak żyła. Westchnęła cicho, czując nieznany dotyk. 

Po kolejnej sekundzie splotów było dwa razy więcej i stały się kilkakrotnie grubsze. Owijały się wokół nóg. Szelest nie ustawał. Cienkich ramion było coraz więcej. Zakręciły się wokół niej, niczym wokół kokonu. Westchnęła jeszcze raz. 

Wijąc, szybko posuwały się do góry. Nie mogła się ruszyć. Leżała wystraszona i czekała na dalszy bieg wydarzeń.

Sznurkowate macki dotknęły jej czerwonego, skórzanego kostiumu. Cieszyła się, że jeszcze ma go na sobie, że nie dotykają jej nagiego ciała. 

W kolejnej chwili pojawiło się ich jeszcze więcej. Były jak spaghetti. Swoimi końcami dotykały jej boków. Zachowywały się tak, jakby badały obcy obiekt. Były ostrożne. 

Nim minęła kolejna sekunda, splotły się na jej piersiach. Czuła je przez ubranie. Było ich coraz więcej. 

W mgnieniu oka dotarły do jej twarzy. Panoszyły się na całym ciele. Nie można było nad nimi zapanować. Nie wiedziała, gdzie się znajdują i co za chwilę zrobią. 

Czuła się tak, jakby była zjadana żywcem. Bała się, że już nie wydostanie się spod tej dziwnej okrywy. Nie wiedziała, co ma robić. Nie potrafiła się bronić. 

Skafander kosmiczny znajdował się dwa metry od niej. Był pusty, ale zdawało się jakby wciąż wypełniała go jakaś żywa istota. Ułożony był w pozycji siedzącej, z rękawami opartymi o podłogę. Znad górnej krawędzi kołnierza wylewała się cienka smuga różowej substancji, która później rozwidlała się na szereg coraz drobniejszych pasków i prążków. 

-No i co mała, -  rozległ się jego bełkotliwy głos, - i tak zrobię z tobą to, co wcześniej zaplanowałem. 

Była już przytomna. Otworzyła oczy i z przerażeniem obserwowała to, co się wokół niej działo. Setki różowych macek jaśniało, jakby wypełniało się światłem. Niektóre z nich stały się prawie białe. Swoimi końcami dotykały jej kurtki, jakby badając, z czego jest zrobiona. Niektóre z nich wciskały się już pod ubranie. 

Westchnęła przerażona. 

-Nie ruszaj się, eksperyment nadal trwa… - bełkotał obcy.

-Muszę cię rozebrać, - usłyszała bełkotanie. 

Macki pełzły, dotykając jej dekoltu. Rozdzielały się na dwie wiązki, jedna z prawej, druga z lewej strony. 

-Muszę się dostać do twoich narządów rodnych… - bełkotał.

Cienkie końcówki badały jej nogi. Pełzały, szybko zmieniały swoje pozycje. 

-Nie broń się. Mogłabyś mi pomóc… i tak za chwilę przejmę nad tobą całkowitą kontrolę… to tylko kwestia czasu… zrozum…

Wzdychała przerażona. Od dołu, po podłodze, wężowatym ruchem zbliżało się ramię swoim wyglądem przypominające męskiego członka, bądź dziwny grzyb o kilku, nałożonych jeden na drugi, kapeluszach. Nietypowa budowa dziwnego narządu miała zapewne na celu jak najłatwiejsze i najszybsze dostanie się do jej cipki i, później, jak najdłuższe w niej pozostanie. Kutas, swoim wyglądem, przypominał harpun z zadziorami na tylnej części głowicy. 

-Zostań tak… 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...