49. Kompletnie zaspokojona.
W końcu, z przejmującym westchnieniem, pół żywa opadła na chłodną podłogę. Czuła się kompletnie zaspokojona, a jednocześnie jej ciało pragnęło kolejnych, jeszcze większych dawek przyjemności.
Przesunął się do przodu i opadł niżej, dotykając resztek jej ubrania tuż pod brodą. Domagał się, by wzięła go w swoje usta.
Po chwili odsunął się nieco, a z wnętrza kielichu, z głośnym bulgotaniem zaczęła wylewać się biała, gęsta substancja. Była zwarta jak żel. Spadała wprost na jej odsłonięte piersi. Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, co to jest i do czego może służyć.
Po sekundzie gęsty kisiel rozlał się między jej cyckami.
-Eeeeeeeyyych, - jeknęła.
W dotyku był chłodny, a mimo to rozgrzewał i palił. Jej sutki, niczym rakiety, o mało nie wystrzeliły do góry. Substancji było coraz więcej i więcej, zaczęła się pienić i kipieć.
-Yyyeeeech, - westchnęła.
Żel na koniec zrobił się przezroczysty i bardziej płynny. Wylewał się już obfitymi, dużymi kroplami, spływając po zwisającym penisie.
Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu i drżała na całym ciele. Ostatnie strumyki cieczy z pluskiem wpłynęły na jej biust. Naczynie przesuwało się do przodu i do tyłu, rozprowadzając materiał po całej górnej części jej torsu. Trudno było jej wytrzymać uczucie wciąż narastającego gorąca.
-Yyyyyyyuuuuuuhuuuu… - jęczała.
Mleczne, białe coś płynęło i płynęło, jakby miało zamiar skąpać ją całą.
-Hyk-yyyyyy-y… - wzdychała z coraz większą akceptacją.
Słychać było odgłosy spadającej cieczy. Postękiwała coraz ciszej.
Tymczasem fiut w jej cipce poczynał sobie coraz raźniej. Penetrował ją z coraz większym zacięciem i zapamiętaniem. Wchodził i wychodził. Wyglądał niczym świński ogon. Płatki jej muszelki spęczniały jeszcze bardziej i jeszcze mocniej obejmowały obco wyglądającego członka.
Fiut, w miejscu, gdzie nurzał się w jej spragnionej kobiecości, oblepiony był jej sokami. Wchodził i wychodził. Powoli, ale zdecydowanie. Ostrożnie, lecz bezpardonowo. Jak bezduszna maszyna. Jej cipka była przez niego rozjeżdżana jak przez czołg.
-He-khe-e-e-e… - wyrywało się z jej piersi.
Beznamiętnie pracował, a ona stękała. Zimna, lecz wywołująca fale pożarów jej ciele substancja oblewała jej piersi. Z jej cipki natomiast płynęły już obfite ilości jej, sygnalizującego podniecenie, nektaru.
Praca trwała, a ona jęczała coraz bardziej przejmująco. Doświadczała, stopniowo narastającego, wszechogarniającego, obezwładniającego orgazmu. Mlaskanie było bardzo głośne i donośne, mieszało się z odgłosami jej jęków i westchnień.
Po chwili z jej cipki popłynął obfity strumień moczu. Głośno wzdychając, pozwoliła sobie na otwarcie zaworu. Mocz mieszał się z jej sokami i chlapiąc, spadał na podłogę.
Tymczasem kielich, z którego wystawał penis penetrujący jej cipkę, także zmienił swój wygląd. Spuchł, poczerwieniał, a jego wnętrze pokryło się dużą ilością szaro-niebieskich wypustek, podobnych do pręcików kwiatu okalających większy od nich słupek. Z jego wnętrza wydobywały się pęcherzyki, które później szybowały w jej stronę.
Wciąż pracował wytrwale. Pręciki wysuwały się coraz bardziej i zaginały w kierunku środka. Cały kielich powiększył się niemal dwukrotnie, wybarwił się bardziej intensywnie. Drżał. Obca istota też szczytowała.
Po chwili z jej wybrzuszonej pizdeczki wytrysnęło jego nasienie. Strzelało gęstymi, lekkimi strugami na wszystkie strony, a ona tylko dyszała.
Wciąż poruszał się do przodu i do tyłu, pompował w nią kolejne litry swojej spermy. W końcu wysunął się z głośnym mlaśnięciem, a ona westchnęła z ulgą.
Pół siedziała, pół leżała, wsparta na łokciach, z szeroko rozłożonymi, jak do porodu, udami. Oblepiona prawie w całości gęstą mazią, zamknęła oczy, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku.
W końcu, z przejmującym westchnieniem, pół żywa opadła na chłodną podłogę. Czuła się kompletnie zaspokojona, a jednocześnie jej ciało pragnęło kolejnych, jeszcze większych dawek przyjemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz