37. Jego łeb schował się w jej cipce.
Wkrótce jego łeb schował się w jej cipce całkowicie. Otworzyła szeroko usta i dyszała, czując każdą jego nierówność i wypustkę.
Obce stworzenie uniosło ją za ręce do góry. Półnaga, delikatna, subtelna, o aksamitnej skórze i czarnych, błyszczących włosach wisiała niczym średniowieczny skazaniec na torturach. Mogłoby się wydawać, że jest przywiązana do jakiejś niewidocznej, poprzecznej belki, lecz to tylko obcy, wężowaty stwór trzymał ją w tej pozycji. Zamknęła oczy i drżała z podniecenia, w oczekiwaniu na dalszy ciąg wydarzeń.
-Co chcesz zrobić… och… - jęknęła zalęknionym głosem.
Spojrzała w bok, tam, skąd, najprawdopodobniej, przybywały węże. Później przymknęła powieki w poddańczym geście.
-Iiiiii-iiii-e-eeeeh… - łkała.
Gdyby nie dziwna, niecodzienna sytuacja, mogłaby uchodzić za boginię seksu.
Miała na sobie krótką koszulkę bez rękawów na ramiączkach grubości sznurków i majtki. W talii wokół bioder owinięta była wierzchnia część jej ubrania. Siedziała okrakiem na grubej gałęzi, która przesuwając się do tyłu i do przodu rozgniatała jej podnieconą pizdeczkę. Jej ręce uniesione były wysoko do góry i oplecione fioletowo niebieskimi zwojami. Za każdym wsteczno-posuwistym ruchem z jej gardła wydobywały się słodkie jęki i westchnienia. Spomiędzy jej jędrnych ud rozbrzmiewało mokre mlaskanie. Oprócz jej własnych, kobiecych soków, było już tam mnóstwo śliskiej wydzieliny obcego stworzenia, która wzbudzała w jej ciele coraz większy pożar.
Dziewczynka wydawała ze swojego gardła odgłosy podobne do tych, jakie powstają podczas łaskotania. Było to coś pomiędzy śmiechem i płaczem. Kolejne guzy, przesuwające się przez jej podnieconą brzoskwinkę, wzbudzały potężne fale rozkoszy. Co jakiś czas można było usłyszeć dźwięki akceptacji i zadowolenia. Tak, jakby chciała powiedzieć, że obca istota robi to w sposób najbardziej dla niej odpowiedni.
I choć w tej chwili współżyła z wężowatym kształtem, w niczym nieprzypominającym człowieka, nie było różnicy w tym, czy kocha się z mężczyzną, czy też z obcą, nieznaną rasą. Doznania były dokładnie takie same, może tylko różniły się intensywnością.
W chwilę później grube ramię między jej nogami zniknęło, pozostawiając pustą przestrzeń, a cienkie końcówki trzymające jej łydki i nadgarstki rozjechały się na boki. Była teraz rozkrzyżowana niczym zwierzyna, przygotowana do pieczenia na rożnie. Jej spodenki, które wcześniej znajdowały się w okolicy kolan, teraz, najnormalniej w świecie, rozerwały się na szwie i zawisły na jednej nodze.
Bezbronna, oszołomiona, nieco wystraszona, patrzyła przed siebie, nie wiedząc, co za chwilę się stanie.
Kiedy zaczęła się szarpać, próbując ściągnąć ramiona do siebie, gdzieś od dołu wsunęło się między jej uda kolejne odrośle. Wielkością podobne do pozostałych, lecz bardziej pomarszczone i pofałdowane, zakończone zgrubieniem przypominającym głowę węża. Dotknęło jej wilgotnych majteczek, a jej ciałem szarpnął silny skurcz.
-Nie… ooch… co to?! - zawołała, nie wiedząc, co się dzieje.
Końcówka docisnęła się do jej krocza, wpychając materiał majteczek w jej rozchyloną szparkę i wykonała dwa nieznaczne ruchy na boki. Po chwili delikatnie się cofnęła i drażniła jej myszkę samym czubkiem.
-Co to, co to tak jeździ… och, co to? - jęczała dziewczyna, nie mając pojęcia, co się dzieje.
W następnej sekundzie mały łobuz przesunął się w stronę pachwiny, zaczepił swoim końcem za brzeg materiału i przesunął w przeciwną stronę, odsłaniając mokrą, buchającą gorącem, opuchniętą pizdeczkę. Przymknięte powieki laski drżały tak, jakby zaczynała tracić przytomność.
Później, jakby nagle odzyskawszy świadomość, rzuciła się do obrony swojej kobiecości. Jednak było to już tylko bardzo symboliczne i polegało na szarpaniu głową.
-Niiiieeee… oooo nie! - krzyknęła.
Głowica z głośnym pocałunkiem wjechała w jej norkę. Dziewczyna uchyliła oczy, w których jarzyło się pytanie: co ty ze mną robisz, że tak bardzo jestem podniecona?
-Ooooooch może nieeee! - krzyknęła przed siebie, kiedy wąż pchał się dalej.
Wkrótce jego łeb schował się w jej cipce całkowicie. Otworzyła szeroko usta i dyszała, czując każdą jego nierówność i wypustkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz