7. Nie zrobię ci krzywdy.
Niespodziewanie, kompletnie spłoszony, poderwał się z miejsca. Wystraszyła się, że za chwilę będzie po wszystkim, a ona zostanie oskarżona o próbę gwałtu na nieletnim. Próbowała go zatrzymać.
-Co robisz? Nie uciekaj!
Zatrzymał się wpół kroku. Szybko oddychał. Dopiero teraz uświadomił sobie, że zachowuje się jak gówniarz. Przecież w końcu i tak będzie musiał zmierzyć się z tym problemem.
-Po prostu, stój. Nic nie robię. Okej?
Patrzył na nią, jakby za chwilę miała go rozszarpać na kawałki. Im bardziej o tym myślał, tym bardziej się bał. A może po prostu powinien przestać myśleć?
-Och, dzieciak jeszcze jesteś.
-Że co?
Odetchnęła ciężko.
-Może masz te swoje siedemnaście lat, jednak koledzy nie powinni byli ci robić tego prezentu. Chyba nie jesteś jeszcze gotowy.
Trząsł się, w jego oczach wciąż był strach, ale lepiej sobie już z nim radził. Pokiwała głową.
-Poddaję się. Pójdę i powiem im, że wszystko odbyło się zgodnie z planem.
-Nie, - zaoponował.
-Nie chcesz tego?
-Uhu.
-Więc jednak chcesz to zrobić.
Jeszcze raz skinął.
-Dobrze, w takim razie… patrz na moją cipkę, po prostu patrz na moją cipkę i powoli rozpinaj rozporek, - instruowała.
Jego ręce powędrowały do paska spodni. Widząc to, uśmiechnęła się szczerze.
-Już lepiej.
Swoje nogi uniosła jeszcze wyżej, a po chwili oparła na piersiach. Jej tyłek wydał mu się jeszcze większy i jeszcze bardziej okrągły. Podniecenie wyskoczyło pod sufit. Jedną dłonią zwijała i podciągała majtki, a drugą rozwierała pośladki.
"Och nie, nie", - myślał, ale patrzył.
W pewnym momencie jej cipa rozeszła się na boki i ukazała swoje mięsiste przekrwione wnętrze. Prawie umarł z wrażenia. To był dla niego powalający widok, nie mógł opanować drżenia. Czuł, jak krew pulsuje w jego skroniach, a przed oczami wirują kolorowe spirale.
-Ooooooch! - jęknął głośno.
-Spokojnie, - uśmiechnęła się.
Czuł się winny, chociaż nie wiedział dlaczego.
-Przepraszam, przepraszam, - powtarzał.
Jej twarz wyrażała rozbawienie, ale też współczucie.
-Przecież nic się nie stało. Nie przepraszaj.
Poskręcane, czarne kędziory porastały grube, solidnie ukrwione wargi, niczym dzikie chwasty. Przełknął ślinę i czekał. Była spokojna, może nawet obojętna, chociaż, równie dobrze, mógł być to zawodowy profesjonalizm.
-Powiedz mi, - odezwała się wreszcie, - czy ty naprawdę, jeszcze nigdy nie widziałeś dziewczyny nago.
-Tak… nie… eeee…
Przyglądała mu się uważnie.
-Nie, - powiedział najpierw, ale zaraz się poprawił, - No widziałem, ale w filmach, nie tak… na własne oczy.
Patrzył na nią i cały drżał, ale już nie ze strachu.
-Wiesz co? Jesteś słodki, jak mały szczeniaczek.
Skrzywił się. To chyba miał być uśmiech.
"Dobre i to", - pomyślała.
-Nie nazywaj mnie tak, - powiedział cicho.
Posłała w jego stronę soczystego buziaka.
-Hej! Nie obrażaj się, z mojej strony to komplement. Naprawdę, mam na ciebie coraz większą ochotę.
Jego usta skrzywiły się w grymasie niepewności.
-Nie zrobię ci krzywdy. Jak się rozluźnisz i na chwilę zapomnisz, kim jestem, to może być to, przyjemne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz