2. Milutki jesteś.
-Wiesz, mam lepszy pomysł, - zaczął, aby go przekonać, - na górze jest puste pomieszczenie, rozumiesz… cisza spokój…
-Ale tam jest tylko łóżko. Nie ma nawet porządnego stolika.
Adam o mało nie prychnął śmiechem.
-Spokojnie, to w zupełności wystarczy.
Po chwili razem udali się schodami na poddasze.
-Wiesz Leszku, tu na pewno nikt nie będzie wam przeszkadzał, - odezwał się przyciszonym głosem Wiesiek, - My na chwilę się wyniesiemy.
Chłopak spojrzał na nich zdezorientowany.
-Co?
-Spokojnie. Pójdziemy do twojego pokoju i napijemy się coca-coli. Jak skończycie, to do nas dołączysz.
Teraz dziewczyna puściła do nich porozumiewawcze oczko. Kiedy tylko przekroczyli próg, Robert, z chytrym uśmiechem zwrócił się do niego:
-Trzymaj się, ona cię rozprawiczy.
Po tych słowach wyszli na zewnątrz i zamknęli drzwi na klucz. Chłopak jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co za chwilę się wydarzy.
-Rozprawiczy? - przetwarzał na głos, wypowiedziane przez kolegę słowa.
-Tylko spokojnie, - odezwała się dziewczyna, chcąc wreszcie przejść do rzeczy.
-Nie rozumiem, po co to wszystko? Co oni znowu wymyślili? - dopytywał się.
Dziewczyna ujęła go za ramiona i uśmiechała się ciepło. Zaczynało się jej to podobać.
-Ależ ty jesteś niewinny. Chodź do mnie, za chwilę będziesz miał to za sobą.
-Ale co?
Spojrzała mu głęboko w oczy.
-Ojej, zaufaj mi. Rozbierz się, tak będzie łatwiej.
-Rozebrać się? Po co?
-Och, no, rozbierz się. Tak będzie wygodniej. Chyba że lubisz w ubraniu.
Podeszła do niego i zaczęła rozpinać mu koszulę.
-Nie, - zaprotestował.
Uśmiechała się jeszcze cieplej.
-No, czego się boisz? To przecież nic takiego. Zobaczysz, jak będzie ci dobrze.
Patrzył na nią. Nic nie rozumiał, albo nie chciał rozumieć. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że do czegoś takiego może właśnie dojść. Chciał tego, nawet bardzo, ale nigdy tego nie robił i paraliżował go strach, chociaż nie chciał się do tego przyznać.
-Nie boję się, - powiedział, patrząc jej w oczy.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.
-Boże, chłopaku, nie jestem aż tak straszna. Wyluzuj.
Zadrżał. Stopniowo docierała do niego świadomość, tego co ma się stać.
-Nie, ja tylko…
Zbliżała się do niego.
-No chodź do mnie.
Zdał sobie sprawę z faktu, że drzwi wejściowe są zamknięte. Poczuł się jak osaczone zwierzę. Zrobił krok w stronę okna.
-Zostaw mnie, - powiedział tak, jakby groziło mi=u rzeczywiste niebezpieczeństwo.
Nieuzasadniona panika narastała szybciej, niż mógłby przypuszczać. Odwrócił się, szukając drogi ucieczki. Tymczasem ona podchodziła. Starała się nadać swojemu głosowi spokojny ton. Była jak negocjator, starający się utrzymać samobójcę na skraju dachu.
-Nic ci się nie stanie. Obiecuję. To tylko seks.
Kiedy to dobitnie zrozumiał, poczuł się złapany w pułapkę. Nie chciał, żeby to odbyło się z tą osobą i w taki sposób. Nie miał nad tym kontroli i zamiast podniecenia czuł tylko niepokój i zażenowanie.
-Nie chcę.
Nie mogła pojąć, dlaczego się opiera. Przecież chciała zrobić mu dobrze.
-Och, przestań. Koledzy zapłacili…
Próbowała go pogłaskać, ale odwrócił głowę.
-Zostaw mnie, - powtórzył.
Uśmiechała się ciepło. Nie chciała zrobić mu krzywdy, ale roota to robota, a klient to klient. Zawsze starała się być profesjonalistką.
-Milutki jesteś. Nie bój się mnie. Ja wiem, o co chodzi i postaram się, aby było ci dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz