4. Wyobrażałem sobie, że leżę między Twoimi nogami.
Patrzyłem na twoje zgrabne, jędrne uda. Patrzyłem na wynurzającą się spomiędzy nich cipeczkę. Wyobrażałem sobie, że leżę, leżę pod Tobą. Wyobrażałem sobie, że leżę między Twoimi nogami, a Ty powoli opadasz na mojego, spragnionego miłości, fallusa.
Moja wyobraźnia wyprawiała wspaniałe rzeczy. Widziałem, jak mój naprężony, spragniony miłości kutas, swoją głowicą muska delikatne płatki. Twoja wspaniała różyczka była stworzona do miłości. Mięśnie pośladków i ud były naprężone. Wiedziałem, że mojemu ogierowi byłoby cudownie w Twojej stajni.
Po chwili zrobiłaś coś jeszcze bardziej szalonego. Wstałaś i zaczęłaś biegać z piersiami na wierzchu w jedną i w drugą stronę. Podskakiwały do góry i do dołu w rytm twoich kroków. A Ty śmiałaś się radośnie jak dziecko. Byłem zachwycony tym, co widzę, a jednocześnie przerażony, że ktoś inny może na to patrzeć.
Za twoimi plecami w perspektywie chodnika na środku skrzyżowania było rondo, po którym wolno poruszały się auta. W każdej chwili któryś z tych samochodów mógł zatrzymać się w pobliżu, a z jego wnętrza wyjść pasażer.
Ty jednak sobie z tego nic nie robiłaś. Najważniejsza była dla ciebie zabawa i moje podniecenie. Rzeczywiście, efekt był piorunujący. Moja erekcja była bardziej intensywna niż kiedykolwiek wcześniej.
Po wykonaniu paru okrążeń zatrzymałaś się naprzeciwko drzwi biurowca, stanęłaś do mnie tyłem, pochyliłaś się nieco do przodu i podciągnęłaś swoją krótką, czarną sukienkę do góry, odsłaniając swoje zgrabne pośladki i prezentując w całej okazałości skarby, jakie posiadasz. Dłońmi chwyciłaś swoje pośladki i odciągnęłaś je na boki, bym mógł lepiej przyjrzeć się Twojej wspaniałej bułeczce.
Odwróciłaś nieco głowę i znów zobaczyłem twój słodki, niewinny uśmiech. Gdybyśmy nie byli na ulicy, nie wahałbym się nawet przez chwilę. Po prostu podszedłbym, chwycił cię za biodra i wjechał w swoim bolidem do twojego gorącego boksu.
Przeszłaś nieco dalej, w bardziej ustronne miejsce. To było zagłębienie bramy wjazdowej na czyjąś posesję. Tu było na tyle spokojnie, że mogłaś dokonać kolejnego aktu swojego przedstawienia, a ja na nie tak bardzo czekałem.
Jeszcze raz przykucnęłaś. Tym razem zrobiłaś to w ten sposób, że ramiączka twojej sukienki same osunęły się do dołu. Byłem bardzo podniecony, drżałem. Nie widziałem jednak twoich piersi, gdyż chowały się one za twoimi kolanami, podciągniętymi niemal pod samą brodę. Wiedziałem jednak, że one tam są, wiedziałem, że nie ma na nich ani skrawka materiału. Widziałem jedynie górną ich część. Resztę obrazu bez problemu mogłem stworzyć w swojej wyobraźni.
Bez najmniejszych przeszkód natomiast, mogłem przyglądać się twojej cudownej różyczce. Zaplotłaś ręce na swoich łydkach, jednak zrobiłaś to w ten sposób, by nie zasłonić swojego wspaniałego pączka. Widziałem, jak robi się coraz grubszy i bardziej napęczniały. Teraz już byłem pewien, że to spotkanie z tobą musi skończyć się gorącym zbliżeniem. Inaczej być nie mogło.
Rozrzuciłaś swoje gęste włosy na plecach tak, że utworzyły czarną pelerynę, a po chwili wstałaś i przechadzałaś się po chodniku, jakbyś zastanawiała się nad tym, co dalej zrobić, czym mnie jeszcze dziś zaskoczyć. Jednak po minucie po prostu usiadłaś na płytach chodnikowych. Usiadłaś, oczywiście, w ten sposób, że znów bez przeszkód mogłem obserwować wszystko to, co znajdowało się między twoimi udami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz