3. Ciupcianie, ruchanko.
Pod czaszką chłopaka tworzył się już plan szybkiej ucieczki. Wyjrzał przez okno. W każdej chwili mógł je otworzyć, ale kiedy spojrzał do dołu, szybko stwierdził, że jest za wysoko. Skacząc mógł złamać nogę, albo rękę. Nie chciał zrobić siebie krzywdy, chociaż z drugiej strony zastanawiał się, czy to nie byłoby lepsze. Wiedział, że drzwi są zamknięte, dokładnie słyszał trzask klucza, a ona była tuż obok, gotowa zrobić coś, czego nie na pewno chciał. No chciał, ale nie tak, nie w tej chwili i nie z nią. To wszystko było takie trudne i w tej chwili przerastało jego możliwości radzenia sobie.
-Dlaczego nic nie mówisz? - odezwała się.
Był zły na kolegów, że postawili go w takiej sytuacji. Był wystraszony, bo za chwilę miał zdawać egzamin, na który nie był przygotowany.
-Bo nie mam ochoty, - powiedział i odsunął się.
-Nie wygłupiaj się, rozepnij rozporek. Zajmę się twoim penisem.
Powoli szła w jego stronę.
-Zostaw mnie, - protestował, ale wyszło to dość niemrawo.
Uśmiechała się. Wiedziała, że w końcu ulegnie jej wdziękom. Podciągnęła bluzkę do dołu, powiększając dekolt w taki sposób, aby jak największa część jej wielkich piersi znalazła się na wierzchu.
-Tylko spójrz na mnie. No, na pewno ci stoi. Po prostu to wiem.
Leszek głośno przełknął ślinę. Nigdy wcześniej nie miał dziewczyny, z żadną nie był w łóżku. Słyszał o seksie, wiedział, na czym on polega, ale tylko teoretycznie. Był marzycielem i idealistą. Dla niego kochać się z tą, jedną, jedyną znaczyło, zanurzyć się w poezji i szybować w obłokach, a tej baby się po prostu bał. Dla niego była zbyt stara i zbyt wyuzdana. To wszystko budziło w nim obrzydzenie, ale, ku swojemu zdziwieniu i niedowierzaniu, rzeczywiście jego ciało jakby się przeciwko niemu zbuntowało i żyło własnym życiem.
-Że, co? - spytał niepewnie, ale penis w jego spodniach sterczał już przepisowo.
-No, daj mi go, - nalegała.
Chociaż doskonale wiedział, że w końcu musi się to stać, ciągle udawał, że nic nie rozumie.
-Co mam ci dać?
Nie bał się samego seksu, a kompromitacji. Miał bardzo mgliste pojęcie, co do tego, jak miał się przy tej kobiecie zachować. Seks był dla niego sielskim marzeniem, czymś równie niebiańskim, co nieosiągalnym, a teraz wszystko przebiegało nie tak, jak sobie to wymyślił. Było takie brudne, wyuzdane i pozbawione smaku. Dlaczego więc tak bardzo się podniecał? Jego ciałem co chwilę szarpały jakieś dziwne skurcze, w kroczu czuł słodkie przejmujące drapanie, a penis o mało nie rozerwał mu spodni.
-Spokojnie, nie ma się czego denerwować, - mówiła do niego łagodnym tonem.
-Jestem spokojny, tylko nie wiem, czego ty ode mnie chcesz.
Znowu się zbliżyła i położyła dłonie na jego ramionach.
-Nie wiesz? Daj spokój.
-Nie. Nie wiem.
-Och, zrobię ci dobrze Einsteinie ty.
Nie chciał podjąć tej gry. Wypierał to z siebie.
-Co mi zrobisz? Dobrze?
Jej uśmiech stał się cukierkowy, a jemu było coraz cieplej. Zaczynało do niego docierać, że chyba jednak nic strasznego się nie stanie.
-Och, zapewniam cię, że długo tego nie zapomnisz.
Zawsze wyobrażał sobie, że ten pierwszy raz przeżyje z piękną dziewczyną, w której będzie bez pamięci zakochany, że będzie romantycznie i różowo, no a później wezmą ślub. No a tu? Ona miała swoje lata, ale była taka podniecająca.
Brygida uśmiechała się, ta sytuacja ją rozczulała.
-Seks, mały… rozumiesz?
To słowo wypowiedziane w takich okolicznościach i przez taką dziewczynę znaczyło dla niego tyle, co stanięcie przed komisją poborowych.
-Seks? O boże!
Chciała mu jakoś pomóc, ułatwić to, ale nie wiedziała, od czego zacząć.
-Ciupcianie, ruchanko… łapiesz, młody?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz