Szukaj na tym blogu

14 grudnia 2022

Prezent urodzinowy.

5. Nie uciekaj.


Wprawnym ruchem pociągnęła figi, odsłaniając swojego bobra. Oczy chłopaka stały się wielkie jak pięciozłotówki. 

-O matko święta, co to? - powiedział z przerażeniem.

-Hahaha… cipa chłopcze, cipa. 

-O Boże cipa! 

Pokręciła głową. Zaczęła się spazmatycznie śmiać, a kiedy się uspokoiła, powiedziała: 

-No co, cipy nie widziałeś?

-Och cipa, - westchnął jeszcze raz i odsunął się o pół metra. Było to za dużo jak na jeden raz. 

Zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.

-Nie mów. Naprawdę?

-No co?

Jeszcze raz mu się przyjrzała. Teraz trochę inaczej. 

-Poważnie?

-Co poważnie?

-Nie widziałeś jeszcze cipki na własne oczy?

Dopiero w tej chwili zrozumiał, że właśnie odkrył wszystkie swoje karty. 

-Eeeee… nie… tak… To nie tak… 

Przełknęła ślinę. Zaczynała się zastanawiać, czy rzeczywiście powinna to robić.

-Cholera jasna, kogo oni mi tu przyprowadzili? Ze żłobka cię wyciągnęli? Wszyscy jesteście takimi samymi gówniarzami. 

Nie uciekł jednak. Udało mu się wytrzymać. Otworzył tylko usta i patrzył jak oniemiały.

-Dobra, - otrząsnęła się w końcu, - zlecenie to zlecenie. - Wiesz co? Nawet fajny jesteś. Taki słodki kociak. Naprawdę może być ciekawie. No chodź do mamusi. Mamusia zrobi ci dobrze. 

Jeszcze raz się odsunął.

-Boże, nie. Proszę cię, nie chcę, proszę…

Podniosła się. Bez majtek, z podwiniętą sukienką, powoli zbliżała się do niego.

-Ależ zapewniam cię, że chcesz. Nie bądź śmieszny. 

Wykonał jeszcze dwa kroki do tyłu.

-Nie chcę.

Chwyciła jego brodę i uniosła do góry.

-Oj młody, młody, czemu kłamiesz. Wiem, że chcesz, tylko się boisz. Widzę to w twoich pięknych oczach. Naprawdę nie masz się czego obawiać. Będzie spoko. 

-Ale ja nie chcę.

-Oj daj spokój. Chcesz.

Jeszcze raz spojrzał między jej nogi. 

-Co ty tam masz? - spytał, jakby chciał  się upewnić, czy dobrze widzi.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się z aprobatą. 

-Podoba ci się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. 

Pokręcił głową, zaprzeczając.

-Tak, tak, podoba ci się, - powiedziała łagodnie. 

Na jego policzkach pojawił się pąsowy rumieniec.

-Nie, wcale.

-Jednak patrzysz. Widzisz, nie potrafisz kłamać. 

Odwrócił się, mimo to kątem oka zerkał w poprzednie miejsce.  

-Wcale nie patrzę.

-Ależ patrz sobie. Nie bronię, - machnęła ręką. 

-Właśnie, że nie patrzę, - oponował. 

Postanowiła dać mu nieco luzu.

-Okej, rozumiem. Jak nie chcesz, do niczego cię nie zmuszam.

Przez chwilę przyglądała mu się uważnie. Nie była taka brzydka, jak mu się na początku zdawało. Może, nawet była ładna, nie piękna, ale dość ładna, na tyle ładna, że mógłby z nią spróbować tego seksu, ale nic nie działo się tak, jak, jego zdaniem, powinno się dziać. Wszystko było inaczej, wszystko było takie prostackie, pozbawione uczuć i wyuzdane, a jednak tak bardzo go pociągało. 

Podszedł do drzwi. Postanowił podjąć ostatni wysiłek. 

-Wypuście mnie! - krzyknął.

Odpowiedziała mu grobowa cisza. Po drugiej stronie najwyraźniej nikogo nie było, a ona zbliżała się do niego.

-No chodź do mnie. Nie uciekaj, - mówiła łagodnie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...