Szukaj na tym blogu

22 grudnia 2022

Tylko z nią.

1. Jaja ci urwę.


Barbara miała jasne, spływające falami na ramiona włosy, brązowe, przejmujące głębią oczy, szerokie, kształtne usta, mały, niewinnie wyglądający nosek i cerę pokrytą mnóstwem drobniutkich, ciemniejszych piegów. Patrzyła na mnie ni to z uśmiechem, ni to z litością, ni z miłością. Jej ciemne szerokie brwi, ostro wygiętymi parabolami, pojechały do góry. Nie wiem, czy się dziwiła, czy próbowała odgadnąć co, za chwilę, zrobię. Jej piękne oczy zaczynały błyszczeć, w kącikach pojawiły się niewielkie porcje łez. 

Wciąż się uśmiechała, to był piękny uśmiech, taki spokojny, pełen zaufania, pokornego zaufania, ale nie do mnie, raczej do życia. Siedziała, podpierając się dłońmi. Miała na sobie ciemnobrązową sukienkę z dużym dekoltem odkrywającą ramiona. Patrzyła, po prostu patrzyła i ja, ja też nie mogłem oderwać spojrzenia od jej twarzy. Bałem się, że za chwilę wybuchnie płaczem.

-Dlaczego mi to zrobiłeś, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham?

Patrzyłem i próbowałem znaleźć jakąś sensowną odpowiedź, lecz nic nie przychodziło mi do głowy, nic, co mogłoby usprawiedliwić moje postępowanie. 

-Przepraszam, głupio mi, przepraszam Basiu. 

-Czy ty wiesz, jak bardzo mnie zraniłeś?

-Przepraszam, naprawdę jest mi bardzo głupio, nie wiem, co mi strzeliło do łba. 

-Zdradziłeś mnie. Poszedłeś do łóżka z tą głupią lafiryndą. 

Zwiesiłem głowę. Czułem się bardzo nieswojo. Właściwie nie wiedziałem, co powiedzieć. Patrzyła na mnie, nieustannie i niezmiennie wpatrywała się w moje oczy. 

-Przepraszam, Basiu, kocham cię, przecież wiesz, że cię kocham, tylko ciebie kocham, przecież wiesz, że to nic nie znaczyło, że ta dziewczyna, że…

-Wiesz co, proszę cię, nie mów nic, dobrze?! - uniosła głos. 

-Basiu, Basieńko, wybacz mi, już więcej nie będę, to się już nigdy nie powtórzy.

-Jasne, że się nie powtórzy.

-Basiu, przecież wiesz, chcę tylko ciebie, tylko ciebie pragnę, tylko ciebie kocham. 

-Kochasz?! Zastanów się, co ty w ogóle mówisz?

-Basiu, wybacz.

Patrzyłem w te piękne brązowe oczy, tak bardzo chciałem ją pocałować, lecz nie wiedziałem, czy w tej chwili jest to możliwe.  

-Basieńko, jesteś najwspanialszą kobietą na świecie, Boże, jaki byłem głupi, teraz to wiem.

W jej oczach pojawiało się coraz więcej łez. Mogła teraz odejść i nie miałaby sobie nic do zarzucenia, to ja zachowałem się jak ostatni palant. Kąciki jej ust pojechały do góry, bardzo nieznacznie, ale jednak to zauważyłem. Nie byłem pewny, czy się śmieje, czy też płacze. Może robiła i jedno i drugie. Bałem się, bardzo się bałem, w tej jednej chwili sparaliżował mnie lęk, że odejdzie, że stracę tak wspaniałą kobietę. 

Przechyliła głowę na lewą stronę. Śmietankowe włosy luźną, poskręcaną kaskadą spłynęły na jej odkryte ramię. Po prawej zakryły sporą część jej twarzy. Zdawało się, jakby była otulona tymi włosami, tym jasnym, spienionym wodospadem. Była taka śliczna, Boże, jak ja chciałem ją pocałować, przytulić. Jej usta delikatnie drżały, mokre oczy zdawały się już wysychać. 

-Wiesz, co zamorduję cię, ty skurczybyku, nie zasługujesz na mnie, ale cię kocham.

Poczułem, jak z mojego serca spada olbrzymi ciężar. Więc jednak była jakaś szansa. Wciąż byłem dla niej ważny, jasne, że byłem, przecież tak patrzyła, tak może patrzeć tylko bardzo kochająca kobieta.

-Basiu przysięgam, że nigdy więcej nigdy, przenigdy to się już nie powtórzy, ani z tą, ani z żadną inną. 

-Tylko spróbuj, to jaja ci urwę, zobaczysz, przyjdę w środku nocy i wyrżnę ci te jaja, żebyś nigdy więcej tego nie mógł zrobić. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...