Szukaj na tym blogu

2 grudnia 2022

Wersja demo

2. Jaskinia miłości.


Podparłem się dłońmi obok jej ciała, nie wiedząc, czy mam ją objąć, wziąć w ramiona, czy też tak pozostawić. Czułem jej ciepło, ciepło jej drobnego ciała. Czułem, jak delikatnie drży, jak szybko oddycha. Poruszałem się w niej powoli, bez pośpiechu, badając każdy zakamarek słodkiego wnętrza. Było mi niesamowicie dobrze i przyjemnie. Pragnąłem, aby ta chwila trwała wiecznie.

Po chwili leżałem już w poprzek z nogami opuszczonymi na podłogę. Byłem wygodnie oparty o wezgłowie kanapy. Moje uda były szeroko rozsunięte, stopy rozstawione, a ona siedziała na mnie niczym jeździec. Trudno było mi w to uwierzyć. Jej drobna postać dosiadała mnie. Mój wielki twardy kutas ledwie mieścił się w jej cipeczce. Ściskałem jej pośladki i cały drżałem. 

Patrzyliśmy sobie w oczy. Sytuacja Wydawała się być czarodziejska, jakby nie z tej ziemi, nie z tego świata, a jednak byłem tu, teraz, w tym miejscu, byłem całym sobą, całą swoją istotą, wszystkimi swoimi myślami, doznaniami, odczuciami. Byłem tutaj i teraz i to było cudowne.

Była taka szczupła, taka delikatna, taka drobna, że trudno w to uwierzyć. Była taka lekka, że prawie jej nie czułem. Jej jaskinia miłości tak mocno opinała się na moim przyrodzeniu, że przed moimi oczami wirowały kolorowe kółeczka.

Opierała się dłońmi o moją klatkę piersiową, unosiła się powoli do góry i opadała. Każdy jej ruch przyprawiał mnie o zawrót głowy. Szybowałem, byłem w siódmym niebie. 

Pomimo tego wszystkiego nurtowało mnie dziwne, ale też i prozaiczne pytanie. Rodziło się gdzieś w głębi i próbowało wydostać się na powierzchnię mojej świadomości. Chodziło o to, w czyim byłem w domu? Kto wyczarował tak niesamowite wnętrze? Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że to i inne tego typu pytania są w jakiś sposób nie na miejscu. Z samej swojej istoty są niestosowne. 

Za moją głową znajdował się salon z wielkim, ozdobnym żyrandolem. Po lewej stronie było duże przestronne okno zasłonięte do połowy żaluzjami. Była noc. Za szybą dostrzegłem ogród rozświetlony blaskiem latarni. Wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Kochałem się jak w bajce. Nie miałem pojęcia z kim, ale było mi tak dobrze, że nie chciałem tego wiedzieć.

Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała... góra-dół, góra-dół... rytmicznie, powoli, płynnie.

Pochylała się nade mną. Jej podbrzusze przywierało do mojego. Patrzyłem jej w oczy. Spoglądała na mnie, na moją klatkę piersiową. Jej usta rozchylały się i zamykały, jakby chciały coś powiedzieć. Po chwili już wiedziałem, że ona tylko tak szybko oddycha.

Patrzyłem na nią z czułością i troską. Byłem gotowy zareagować na każdy jej ruch, na każdy jej gest. Obejmowałem dłońmi jej pośladki, ściskałem i ugniatałem. Opuszczałem i unosiłem jej drobne ciało.

Pochylała się nade mną, wspierała za moją głową. Dłonią sięgała do rowka między pośladkami i była coraz bliżej tego miejsca, gdzie zaczyna się cipka. Pieściłem ją delikatnie. Czułem jej palec na swoim członku. Byłem dość potężnym facetem. Miałem owłosiony tors i dość spory brzuch.

Po chwili obydwoje leżeliśmy na boku. Ona przede mną a ja za nią. Trzymałem ją w biodrach. Delikatnie unosiłem do góry. Ona jedną nogę zarzuciła na moje uda, a drugą opierała na podłodze. Podpierała się delikatnie na ręce zgiętej w łokciu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...