Szukaj na tym blogu

21 grudnia 2022

Prezent urodzinowy.

12. Tego możesz się nauczyć. 


Po chwili położyła się na brzuchu, wystawiając do góry swój zgrabny tyłek. Pomiędzy lekko rozchylonymi udami majaczył czarny, kędzierzawy zarost. Teraz nie był już obrzydliwy, w tej chwili wydawał mu się słodkim rajem.

-Wleź na mnie! - rozkazała.

Rozkraczył się i pochylił. 

-Obejmij mnie kolanami.

Zrobił, co mówiła.

-Zapakuj się w moją cipę. 

Chwycił fiuta i nagiął do dołu. Jego jaja muskały wewnętrzną stronę jej ud. 

-Yach! - z głośnym stęknięciem wlazł w jej rozkoszną psitkę. 

Zamknęła oczy i otworzyła usta.

-Oj, oj, oj… - pojękiwała. 

Pakował się w nią z zapamiętaniem.

Raz, dwa, raz, dwa… wchodził i wychodził, wchodził i wychodził. 

Była tak ciasna, że z wrażenia ledwie widział na oczy. Złączyła nogi. Siedział na niej, trzymał ją za pośladki i pchał się. 

-Ych, och, ych och… - stękał.

Wyciągnęła dłoń do tyłu i chwyciła go za udo. 

-Nie przerywaj, och nie przerywaj, - prosiła drżącym głosem. 

Stopniowo tracił poczucie rzeczywistości. Jej pośladki były takie okrągłe, takie kształtne i powabne. 

-Uuuuach, uch, uch!!! - dyszał.

-Ruchaj, ruchaj mnie! - błagała. 

Kiedy miał już dość, przerwała.

-No i co? Nie mówiłam? - powtarzała zmęczonym głosem. - Chodź tu jeszcze do mnie, mój ty, żigolaku.  

Usiedli naprzeciwko siebie.

-O tak, jesteś taaaki słodki. Mogłabym cię zjeść. 

Przytulili się i wszedł w nią.

-Och! - westchnął.

Nawet nie wiedział, jak to się stało, po prostu, w pewnej chwili poczuł, że się w niej znajduje.

-Och Brygida, kocham cię, - wychrypiał. 

Roześmiała się serdecznie. 

-Nie żartuj, młody, to tylko seks… hm… przyznam, że bardzo dobry, nawet nie liczyłam, ale, kurwa, to tylko seks. Młody to tylko seks. To dopiero początek. Jeszcze wiele przed tobą. Zobaczysz.

-Och, och… naprawdę? I tak cię kocham.

Obydwoje zaczęli się śmiać. Głaskała go i mówiła drżącym od śmiechu głosem.

-Ależ Leszku, to nie ty mnie kochasz, oj nie. To twój chuj kocha, hmmm… i to nie mnie, tylko moją cipkę. Wiesz, o co mi chodzi. 

Przez chwilę czule się pieścili, a później opadli na plecy w przeciwnych kierunkach. Jego kutas nagiął się, jak struna. Myślał, że odleci, że za chwilę straci przytomność. W perspektywie miał jej cipę, jej wielkie cycki i rozkosznie wykrzywioną twarz.

-Ooooch, oooooch, ooooooch! - wzdychał. 

Przysunął się jeszcze bardziej, by jeszcze mocniej wepchnąć swoją fujarę. Dziewczyna rozgniatała dłonią górną część swojej cipki, a on się trząsł z rozkoszy. 

-Och, już, ooooch, teeeeraaz!!! - wrzasnął.

Po chwili nastąpiła najwspanialsza, dla niego, część tego spektaklu. Jednym ruchem dłoni powaliła go na łóżko i dosiadła. 

-Brygigda, och, och, no co ty?! No co ty?!

To było najsłodsze, najcudowniejsze doświadczenie, jakie kiedykolwiek przeżył.

Raz, raz, raz… - podskakiwała na nim, jak piłka.

-Ych, ych, ych… - stękał ledwie żywy.

Góra, dół, góra, dół…

-Jeszcze trochę, jeszcze… wytrzymaj! - wykrzykiwała.

Chlap, chlap, chlap… - mlaskało między jej nogami.

-Ach, aaach, aaaaaaach!!! - darł się co raz głośniej.

Raz, raz, raz…

-Teraz… jesteś… już… rozprawiczony… Leszku! - wyrzuciła z siebie. 

-Bryyyyyyyygida, yyyyyyyaaaaach!!! - wył z rozkoszy. 

Zatrzymała się. Wyszedł z niej tylko po to, by spuścić się w jej zarost.

-Podoba ci się, co? - śmiała się.

Patrzył, jak gęste nasienie zalepia jej kępę i wstydził się tego. 

-Ych, tak… nie… sam nie wiem.

To było takie obleśne, a jednak go tak bardzo ciągnęło. Wiedział, że gdyby jeszcze raz nadarzyła się taka okazja, bez wahania zrobiłby dokładnie to samo. 

Po chwili leżała na łóżku goła z rękami za głową i uśmiechała się.

-No byczku, zdałeś egzamin. 

-Hy, co?!

-Mówiłam, że to nie będzie takie trudne.

-No chyba nie… eeee… - zastygł z otwartymi ustami. 

-Pierwszą lekcję masz za sobą. 

Otarł z czoła pot.

-Eeee pierwszą? Ale ja nie mam pieniędzy.

-Spokojnie, teraz to już dam ci za darmo.

-Taaak? - zdziwił się.

-No, tylko nie mów o tym kolegom, bo też będą chcieli, a ja muszę z czegoś żyć. 

Uśmiechnął się głupkowato. Czyli dostał u niej karnet. 

-No… dobrze, - westchnął.

-Jak chcesz, możemy umówić się na kolejne spotkania.

Czuł się niesamowicie wyróżniony.

-Kolejne?

-Jak cię trochę podszkolę, będzie z ciebie niezły kozak. Może sam zastanowisz się nad wyborem tej profesji. 

Niemal widział, jak rośnie mu klatka piersiowa.

-Tak? Tak mówisz? Myślałem…

Zerknęła na jego fiuta.

-W każdym bądź razie, niczego ci pod tym względem nie brakuje. No może umiejętności, ale tego możesz się nauczyć. 

Spuścił wzrok. Nie wiedział, co o tym myśleć. 

 

                                                                                            Koniec.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...