27. Czy ty też się zgubiłaś?
Przekręciłem się na bok w stronę drzwi. W głowie mi szumiało po całodniowym zgiełku ulic i skwerów miasta i miałem nadzieję, że pomimo tego upału jakoś uda mi się zasnąć. Na korytarzu kręcili się jacyś ludzie. Słychać było przyciszone rozmowy. Podobało mi się to, iż goście zdawali sobie sprawę z tego, że przez te szklane drzwi wszystko słychać i starali się sobie nawzajem zbytnio nie przeszkadzać.
Leżałem twarzą zwrócony w stronę drzwi. Nie mogła wejść tą stroną, nawet jeśli miałbym oczy przymknięte, bo pewnie bym ją usłyszał. Pozostawał więc tylko balkon. Co prawda to było pierwsze piętro, ale mogła przecież przejść z sąsiedniego. Przecież znajdowały się bardzo blisko siebie i dla młodej wysportowanej dziewczyny nie powinno to stanowić większego problemu.
Mówię wam, kurwa, ale byłem zdziwiony. No normalnie chuj powinien mnie trawić, że ktoś tak bezczelnie śmie zakłócać chwile mojego spokoju, ale jakoś nie trafił. Jeżeli w ogóle coś się stało, to chyba bardziej mi szczena opadła. No, kurwa, zjawiła się jak jakiś duch. Przed chwilą nie było tutaj nikogo i nagle hop, jest, siedzi tuż za moimi plecami. No, kurwa, cuda, teleportacja jakaś.
Patrzyłem na nią i gały wytrzeszczałem. Od razu chcę zaznaczyć, że nie było to jakieś tam cudo, tylko zwykła młoda siksa. Drobna, szczupła, chuda wręcz. Nie, nie była chuda raczej delikatna i mała. Jeżeli o to chodzi, nie było się w kim zakochać. Rude, ceglaste włosy związane w dwa kucyki i piegowata nakrapiana gęba — taki to był obrazek.
Taką w szkole to chyba wszyscy szerokim łukiem omijali. Wiem, bo sam kiedyś coś takiego przerabiałem. Pewnie, żeby mieć jakiekolwiek szanse u płci przeciwnej, musiała nadrabiać czymś innym. No i wiecie, co, nadrabiała. Jak najbardziej, ale o tym miałem się dopiero przekonać.
Miała na sobie zieloną bluzkę z bardzo dużym dekoltem sięgającym niemal do pępka. Od razu to spostrzegłem i zarejestrowałem swoimi męskimi zmysłami. Szczególnie jeśli pod spodem nie było już nic więcej. Nic oprócz jej małych, ale dość jędrnych i sterczących cycków.
Miała też jeansowe szorty. Siedziała po turecku i z szelmowskim bezczelnym uśmiechem patrzyła na mnie. Ten jej zawadiacki uśmiech był jej znakiem rozpoznawczym. Taka po prostu była. Zawsze się uśmiechała. Szczególnie w takich podbramkowych sytuacjach. A jak już zobaczyła fiuta, to jej oczy po prostu płonęły. Taka była, mała nimfomanka, ale od samego początku bardzo ją polubiłem. Zresztą trudno było jej nie lubić. Trudno nie lubić laski, która przychodzi zwalić ci konia. Bo ona przyszła właśnie po to, ale w tej chwili jeszcze o tym nie wiedziałem. Co nie znaczy, że nic nie przeczuwałem.
Zesztywniałem ze zdziwienia, zaskoczenia, a bardzo szybko narastające podniecenie sprawiło, że poczułem jakiś dziwny niepokój.
-Co jest do chuja?! - automatycznie wyrwało się z moich ust, bo miałem już tego wszystkiego dosyć, - Czy ty też się zgubiłaś? Czy mam pomóc ci znaleźć twoją mamusię?
Tak, tak, zdaję sobie sprawę, że nie było to zbyt poetyckie. To nie było nawet kulturalne, zważywszy na to, że była to kobieta. No ale w tym momencie nic innego nie przyszło mi do głowy. Jebnąłem takim zwrotem, a ona w ogóle się o tym nie przejęła. Powiem więcej, chyba była przygotowana na taki scenariusz, bo wyszczerzyła tylko zęby w tym swoim serdecznym uśmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz