34. Ostrożnie rozsunęła uda.
Dobra mniejsza z tym, bo piszę o wannie i o łazience, ale nie o tym co najważniejsze, czyli o osobie, która się tam znajdowała. A osoba, która się tam znajdowała, siedziała na krawędzi tej wanny w śnieżnobiałym puchatym szlafroku i patrzyła na mnie. Patrzyła z niesamowitym spokojem z głową lekko pochyloną na bok.
Kiedy śpiewała i tańczyła na scenie, byłem przekonany, że jej włosy są czarne, ale musiało być to tylko złudzenie. Jej bujne włosy były kasztanowe, może z lekkim odcieniem metalicznego grafitu. Rozsypywały się teraz po tym białym szlafroku, tworząc ostry i wyrazisty kontrast. Kontrast tworzyła też jej dosyć ciemna latynoska cera. Chociaż rysy jej twarzy były typowo europejskie.
Zgięła nogę w kolanie, a poły szlafroka rozjechały się na boki, odsłaniając jędrne, gładkie udo. Dotarło do mnie, że to spotkanie nie było przypadkowe. Wyglądała tak, jakby na mnie czekała. Chociaż mógł być to tylko wytwór mojej rozbudzonej wyobraźni. Tak czy siak, coś mi się tu nie zgadzało. Jakim cudem się tutaj znalazłem, skoro szedłem do właściciela hotelu i byłem raczej pewien, że stoję pod właściwymi drzwiami.
-Przepraszam, pomyliłem drzwi. Już wychodzę, - powiedziałem, ale nie ruszyłem się nawet na milimetr.
Coś mi na to nie pozwoliło. Nogi wrosły mi w ziemię i czułem się tak, jakbym był zahipnotyzowany. Nie wiem, czekałem na dalszy bieg wydarzeń, na prezenty bożonarodzeniowe, czy co? Wydawało mi się, że jak to teraz tak zostawię i wyjdę, to będę tego do końca życia żałował, bardzo. Z drugiej strony bałem się zrobić cokolwiek, wykonać jakikolwiek ruch.
Kiedy się tak dokładnie przyjrzałem, stwierdziłem, że to nie była jednak zwykła wanna. To było coś więcej. Oprócz tego, że duża, to jeszcze bardzo głęboka. Żeby do niej wejść, trzeba było pokonać kilka stopni w górę.
"Więc takie tutaj mają atrakcje", pomyślałem.
Teraz dziewczyna usiadła na jednym z tych stopni i całkowicie odsłoniła swoje kolana. Na dodatek, żeby to podkreślić, położyła na nich dłonie.
"Czyżbym miał wziąć prysznic w dużym jacuzzi z piękną Brygidą? Nie. Och nie. Przecież nie mogę nawet o tym marzyć", - przemknęła mi przez głowę głupia myśl.
Sytuacja rozgrywała się jak w jakim filmie, Jak według jakiegoś ściśle ustalonego scenariusza. Po chwili powoli, ale ostrożnie rozsunęła uda.
Zamarłem. Kiedy w pewnym momencie się zatrzymała, poczułem się niemal rozczarowany. Byłem przekonany, że dosłownie za sekundę zobaczę jej cipkę. Nic takiego się jednak nie stało. To była ta sama Brygida, która tak szybko porwała publiczność swoim śpiewem, a wszyscy faceci do niej wdychali i to ja teraz byłem tak blisko niej.
-Nic nie szkodzi, - powiedziała spokojnie, uważnie mi się przyglądając.
To dziwne, ale miałem wrażenie, że patrzy nie na moją twarz a dużo, dużo niżej. Konkretnie w wybrzuszenie moich spodni poniżej paska. Kiedy to trwało dłużej, niż, jak mi się wydawało, powinno trwać, wzdrygnąłem się. Całym moim ciałem szarpnął silny, ale bardzo przyjemny skurcz. Czy ona na coś czekała?
Później stało się coś, co już zaważyło na pozostałym. Powoli, bez żadnego pośpiechu rozsunęła poły górnej części szlafroka i wydobyła na wierzch swoje duże cudowne piersi.
-Eeeee… - wydobyło się z mojego gardła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz