20. Kimono
Nie musiał więcej nic mówić. Wiedziałem co będzie dalej. Słuchałem jednak w napięciu, bo chciałem się dowiedzieć, jak to było jego przypadku.
-Grzechu, powiem ci, że nie spodziewałem się tego w najśmielszych snach. Zaskoczyła mnie kompletnie. Co tu dużo gadać, stanąłem jak wryty. Zrobiłem wielkie oczy i szczęka mi opadła. Pewnie wyglądałem jak idiota, bo nie wiedziałem, co zrobić.
Patrzyłem na niego w milczeniu. Zdawało mi się, jakbym to ja sam opowiadał. Nie, zdawało mi się, że to on opowiada moją własną historię.
-Chciałem zapytać, skąd się tutaj wzięła, ale dałem sobie spokój. No wiesz, to nie miało sensu. Coś mi mówiło, że zadawanie tego typu pytań jest nie na miejscu. Nie wiem dlaczego.
Nie dziwiłem się. Zapewne czuł się dokładnie tak jak ja dzisiaj: zmieszany, kompletnie zbity z tropu i podniecony.
-No i co, co było dalej? - ciągnąłem go za język.
-No nic. Stała przede mną, a ja myślałem, że za chwilę eksploduję. Napaliłem się jak, nie wiem co.
-No i kto to był? - spytałem.
Zawiesił głos i uśmiechnął się szeroko.
-No wiesz Azjatka. To była Azjatka.
"No tak", - pomyślałem, - "kolejna Azjatka. Chyba mają z nimi podpisany jakiś kontrakt albo co".
-No i co, i co? - dopytywałem.
-No nic. Wiem tylko tyle, że była młoda. Miała może dwadzieścia kilka lat. Aha, miała kasztanowe włosy. Tak te włosy zapamiętałem dobrze. Sięgały jej do połowy dekoltu. Miała też bardzo ładną delikatną buzię i ciemne duże oczy. Nie tak skośne jak u tych wszystkich Japonek. Uśmiechała się do mnie ciepło, więc pomyślałem, że chyba nic złego się nie dzieje. Nie wiem dlaczego, ale pierwszym momencie zdawało mi się, że jest z obsługi. No wiesz, sprzątaczka, pokojówka i tak dalej. Coś w ten deseń. Tym bardziej że stała w pozycji, która świadczyła o uległości, albo o tym, że jest w pracy. No wiesz, o tym, że jest gotowa spełnić każde moje życzenie. No może nie każde, ale dużo.
To, co mówił, prawie w stu procentach pokrywało się z moimi przypuszczeniami na temat tego obiektu. Poza tym nakręcało mnie jeszcze bardziej, tworzyło jakąś taką dziwną napiętą atmosferę. Nie wiem, skąd się ten człowiek tutaj wziął, ale wszystko, o czym opowiadał, wskazywało na to, że to rzeczywiście jakiś lokal o specjalnym przeznaczeniu. Bałem się go zapytać o to, ile zapłacił w ubiegłym roku i jak to wszystko się skończyło. Może raczej wolałem nie wiedzieć?
-No ale to wszystko i tak schodziło na dalszy plan, - mówił dalej, wyrywając mnie z zamyślenia, - w obliczu tego, jak była ubrana. Jestem twardym facetem i wydawało mi się, że nie powinienem aż tak reagować na takie rzeczy, ale moje serce zaczynało łomotać jak szalone, a kutas w spodniach już prężył się gotowy do akcji.
Patrzyłem na niego i tylko pokręciłem głową.
-Dziewczyna miała na sobie kimono, - mówił.
-No spoko. To ich tradycyjny strój, - odpowiedziałem.
-No wiem. To było białe kimono, - ciągnął.
-No, to też w porządku. Nic specjalnego nie powiedziałeś.
-To też wiem, ale daj mi skończyć. Problem w tym, że to jej kimono było przezroczyste.
Wstrzymałem oddech.
-Rozumiem…
-Nie wiem dokładnie, ale wykonane było chyba z niezwykle delikatnego i cienkiego i półprzezroczystego materiału. Mówię ci chłopie, wszystko przez nie widziałem. Gapiłem się na nią jak wół na malowane wrota, a ona i tak sobie nic z tego nie robiła. Tak jakby to nie miało najmniejszego znaczenia. Chociaż musiała zdawać sobie sprawę, że ja to widzę i że podniecam się coraz bardziej.
-Pewnie tak. To, co mówisz, zaczyna być coraz ciekawsze. Jak to się skończyło? - odezwałem się nieśmiało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz