33. Jeździła po całej Polsce i koncertowała.
Nigdy nie sądziłem, że dane będzie mi ją poznać osobiście. Przyznam się bez bicia, że nawet o tym nie marzyłem. Żeby zobaczyć ją gdzieś na ulicy, owszem, jak każdy facet. Jak każdy zdrowy facet fantazjowałem o niej. Fantazjowałem o tych wielkich cyckach, szerokich biodrach i obfitych udach. Wyobrażałem sobie, że grzmocę ją gdzieś, nawet w tym hotelu, ale zawsze były to tylko fantazje. Nigdy nie było żadnych konkretów. Nawet nie próbowałem się wysilać, bo jak mówił Andrzej, to sławna piosenkarka.
Jeździła po całej Polsce i koncertowała. Miała tysiące wielbicieli i owszem mogłem być jednym z nich, ale nic ponadto. Mogłem pomachać do niej, uśmiechnąć się, a nawet podejść po koncercie i poprosić o autograf. No ale żeby mieć wobec niej jakieś plany, to nie. Na pewno nie. Dlatego tym większym szokiem było dla mnie gdy spotkaliśmy się w cztery oczy.
To była bodajże czwarta noc w tym hotelu. Powiem szczerze, że i tak już byłem tym wszystkim nieźle skołowany. To było dziwne miejsce, powiedziałbym nawet, że bardzo dziwne. Działy się tu rzeczy, których za cholerę nie potrafiłem wytłumaczyć, co nie zmienia faktu, że mi się tutaj nie podobało. Nic z tych rzeczy.
Chodziło głównie o to, że nigdy nie mogłem być pewien, co zastanę za drzwiami swojego pokoju, czy swojej łazienki. Nigdy nie mogłem być pewien, co stanie się za godzinę czy nawet za minutę.
Tak też było i z Brygidą. O ile w ogóle tak miała na imię. Mógł być to tylko jej pseudonim artystyczny. Tego nigdy się nie dowiedziałem. Właśnie miałem pójść do właściciela tego przybytku, by uregulować resztę należności za pokój. Nie lubię odkładać takich rzeczy na koniec. Później zwykle nie ma na to czasu i każdy, no może nie każdy, ale ja na pewno chcę szybko ruszyć w dalszą drogę.
Jako że już kilkakrotnie przechodziłem obok tych drzwi, to doskonale wiedziałem, który to jest pokój, a właściwie luksusowy apartament, więc teraz specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Myśląc zupełnie o czymś innym, zapukałem i słysząc "proszę" po drugiej stronie, bez wahania nacisnąłem klamkę.
Nawet do głowy mi nie przyszło, że to nie był męski głos, bo był. Już w tym momencie powinno mi to dać do myślenia. Z tego co zdążyłem się zorientować, pan Marek był rozwodnikiem i od jakiegoś czasu mieszkał sam.
Kiedy drzwi otworzyły się na całą szerokość, stanąłem jak wryty. Znalazłem się nie w pokoju, tak jak to wszystko na to wskazywało a w łazience. Co ja mówię, to nie była zwykła hotelowa łazienka, bo to mógłbym jeszcze jakoś zaakceptować. Takie rzeczy się przecież zdarzają. Są wspólne łazienki i do takich wchodzi się od razu z korytarza. Chociaż z drugiej strony nie słyszałem, żeby akurat tutaj było coś takiego.
To była łaźnia większa od całego mojego pokoju, z ogromną, zabudowaną wanną, przypominającą raczej jacuzzi. Chociaż nie jestem taki pewien czy to było jacuzzi, czy może coś innego. Nie znam się na tym aż tak dobrze.
Wiem tylko tyle, że było to wyłożone ciemnozielonymi podłużnymi płytkami. Tak samo jak podłoga i ściany gdzieś do połowy wysokości. Tuż nad tą wielką wanną znajdowało się dość duże okno przesłonięte jedynie delikatną firanką. Nie mogłem rozpoznać krajobrazu za nim, ale to może dlatego, że przecież mieszkałem tutaj dopiero od kilku dni, a i tak już zapadał zmrok, więc rozpoznanie szczegółów architektury na zewnątrz mogło być nieco utrudnione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz