24. Tylko jeden koncert.
Trzeciego dnia po obiedzie, który zjadłem właśnie w tej stołówce, pojawił się Andrzej i oświadczył, że wieczorem ma wystąpić jakaś piosenkarka.
-Gdzie? - spytałem.
Jak to gdzie. Jaki ty ciężko kapujący jesteś. No tu.
-Ach tu.
Od razu było widać, że chłopak był bardzo zaaferowany. Bardzo mnie namawiał, bym przyszedł na ten koncert. Przyznam szczerze, nie bardzo miałem na to ochotę, gdyż na godziny wieczorne tego dnia miałem zaplanowany seans w kinie Helios. Leciała jakaś premiera science-fiction, o której jakiś czas temu czytałem na stronach internetowych i nie chciałem jej przegapić. Niemniej Andrzej bardzo usilnie mnie namawiał. Widać było, że podobała mu się ta piosenkarka, ale głupio mu było pójść na ten koncert samemu.
-No chodź, - mówił, - na film możesz wybrać się jutro. Jak chcesz, to ja mogę nawet z tobą pójść.
-Ty? Ze mną do kina? Jaja sobie robisz? - wypaliłem.
Myślałem, że prychnę śmiechem, ale on się o tym jakoś nie przejął.
-Albo wiesz co, nie, podeślę ci jakąś fajną dupę. Znam kilka co za bilet do kina i za drinka będą chciały ci towarzyszyć. Co ty na to?
Patrzyłem na niego jak na idiotę. Facet miał niezły tupet, albo bardzo chciał, żebym poszedł na ten koncert.
-Grzechu, daj spokój. Ona w Gdańsku występuje tylko ten jeden raz. Tylko jeden koncert, rozumiesz? Nie wiem kiedy będę miał okazją znowu ja zobaczyć na żywo.
Było coś dziwnego w tym jego zaangażowaniu, w tym bym i ja się zdecydował.
-No a co takiego szczególnego jest tej piosenkarce, że tak ci na tym zależy? - spytałem podejrzliwie.
-No wiesz co, - rzucił prawie obrażony, - to Brygida.
-Brygida? Nawet o niej nie słyszałem. To Polka?
Spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
-Chuja sobie lecisz czy co, - westchnął jeszcze bardziej poirytowany, - Nie znasz Brygidy Latoszek?
-No nie. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, abym słyszał, jak śpiewa.
-Ale z ciebie wieśniak. Jak można nic nie wiedzieć o Brygidzie?! Halo, to Brygida z Zakopanego. No nie mów, że w ogóle o niej nie słyszałeś. Chyba wszyscy o niej słyszeli. "Góry moje góry", "Jestem seksi", nic ci to nie mówi?
-No nie. Jest aż tak dobra? - zainteresowałem się.
-No jasne, człowieku. Jest niesamowita, ale wiesz co, nie to jest najważniejsze.
Uśmiechnąłem się, bo byłem przekonany, że chce mnie wpuścić w jakieś maliny. To wyglądało jak jakiś jeden wielki żart.
-A co? - starałem się już pójść jego tokiem myślenia.
-Śpiewa rewelacyjnie, ale żebyś widział, jak wygląda.
-Tak? A jak ona wygląda, - spytałem, wciąż wietrząc w tym jakiś postęp.
-No dobra, - zaciął się, - wiem, że mi nie wierzysz. W każdym bądź razie ja się wybieram. Ty rób, jak chcesz, tylko pamiętaj, żebyś później nie miał do mnie pretensji, że ci nic nie powiedziałem.
Poszedł sobie najwyraźniej zdegustowany moim brakiem entuzjazmu w tej dziedzinie. Niemniej to, co powiedział, zaciekawiło mnie na tyle, że jednak postanowiłem zmienić plany na ten jeden wieczór i jednak zostać. Chociażby z tego względu, aby się przekonać, co to za jedna, że on aż tak bardzo jest na nią napalony. No bo było widać, że nie o jej śpiew mu chodziło. Przynajmniej nie stawiał go na pierwszym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz