Szukaj na tym blogu

17 czerwca 2023

Hotelik "Miłość".

36. Lubisz patrzeć, co? 


Wreszcie nadeszła chwila, kiedy pokazała mi zarówno swoje wielkie cyce jak i cipkę. To, że do tej pory jeszcze jej nie zobaczyłem, nie oznaczało, że nie była na wierzchu. Cały czas była, jak najbardziej. Jej pizdeczka była gotowa do pełnej prezentacji. Czekała tylko na odpowiedni moment, aby w pełnej krasie ukazać się moim podnieconym oczom. 

No i padłem z wrażenia. Fakt, że jeszcze trzymałem się na nogach, nie oznaczał, że nad czymkolwiek miałem kontrolę. Nie miałem. Byłem strzępkiem człowieka, który mógł posiadać jeszcze skrawki jakiejkolwiek własnej woli, ale czy byłem w stanie cokolwiek zrobić?

Jednym ruchem odkryła się całkowicie. No może nie całkowicie, ale na tyle bym zobaczył dokładnie to, co miałem zobaczyć. Teraz jej wielkie bufiaste cycochy swobodnie opadły do dołu. 

-Och Boże, - westchnąłem cicho. 

Cóż to był za widok! Już teraz umierałem z rozkoszy. Te jej wielkie piersi same w sobie były niespotykanym zjawiskiem. Poły szlafroka rozeszły się na boki, odsłaniając całe jej ciało: cycki, brzuch, biodra, cipkę i uda. 

Dziewczyna była duża, ale nie tęga. Była duża w najbardziej uroczym, słodkim znaczeniu, jakie można sobie wyobrazić. Jej cycki były duże, na brzuchu utworzyła się przecudowna oponka, a pod nią majaczyła niespotykanym, rozbrajającym urokiem pulchna, wygolona pizdeczka. A wszystko okraszone tak bardzo obfitymi udami, że chciało się rzucić między nie swoją facjatą i pozostać tam już na zawsze.

-Lubisz patrzeć, co? 

-Hyk… nooo… 

-No to siadaj i patrz.  

-Podobam ci się? 

Po mojej brodzie pociekła ślina. Patrzyłem na nią wielkimi oczyma. 

-Zerżnąłbyś mnie, co? 

Miałem wrażenie, że kutas rozerwie mi spodnie. Czułem się jak dziki zwierz. 

-Eeeee… - wyrwało się z moich ust.

-No powiedz, wsadziłbyś tego swojego wielkiego kutasa w moją ciasną napaloną cipkę? - prowokowała. 

Nie miałem pojęcia, co ona ze mną robiła. Patrzyłem na nią i cały się trząsłem, nie mogłem wydusić z siebie ani jednego normalnego słowa. 

-No, na co czekasz? Rozbieraj się i wyciągaj tego swojego sterczącego fiuta, ty porąbany zboczeńcu. 

-Ech Brygida, nie… 

-Co nie, co nie… Chcesz zaruchać, czy nie? 

Jej słowa, choć wypowiedziane z ogromną gracją i wdziękiem, były ostre jak brzytwa i trafiały na samo dno mojej duszy jak pociski. Oczywiście, że chciałem tego. Potrzebowałem jej teraz i tutaj. Brnąłem na oślep w to, co się teraz działo i nawet przez chwilę nie zastanowiłem się nad tym, jakie mogą być konsekwencje. 

-Podobają ci się moje cyce? - powiedziała, unosząc je do góry przedramieniem prawej ręki. 

Rozlały się na nim jak dwa pęcherze napełnione wodą. Była tutaj teraz taka obfita i pełna, pełna i gotowa i nie pozostało mi nic innego jak tylko brać i brać. Chciałem ją wyruchać jak jasna cholera. Wiedziałem, że muszę to zrobić. Zastanawiałem się tylko w jaki sposób, jak się do tego zabrać. Jak opanować tak cudownie pełną i obfitą kobietę? Wszystko było bajeczne, a jednocześnie tak nieprawdopodobne, że chciało się śmiać i płakać z radości. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...