28. Przyszłam cię zgwałcić.
-He, he, he… - przyszłam cię zgwałcić, - powiedziała jak gdyby nigdy nic.
Natychmiast zalała mnie fala gorąca.
-Co? Co kurwa? Po co przyszłaś? - odpowiedziałem lekko obrażony, - Chyba ci się coś pojebało!
Zanim skończyłem to mówić, już żałowałem, że gęba mi się w ogóle otworzyła. Pomyślałem sobie tylko:
"No chuj, brzydka jak noc, młoda. Pewnie do szkoły jeszcze chodzi. Pewnie niewiele potrafi i się tylko tak mądrzy, żeby mnie wkurwić, ale jestem tak jebitnie podniecony. Na dodatek nie ma szans raczej, żeby dziś trafiła mi się jakaś inna dupa, to może przy odrobinie chęci udałoby się coś z tego wycisnąć. A poza tym to jednak kobieta, a przy kobiecie nie mówi się tak brzydko".
Jak już napisałem wcześniej, ta młoda nie należała do takich, co obrażają się z byle powodu. Jak się miałem zaraz przekonać, nie należała też do takich, co łatwo rezygnują z realizacji raz objętego celu. Jej jedyną reakcją był wyżej uniesiony podbródek, jeszcze szczerszy i bardziej pewny siebie uśmiech oraz słowa:
-Nie pierdol głupot Grzesiek, doskonale wiem, jak bardzo jesteś podjarany. Wyciągaj chuja, to zrobię ci dobrze.
Moim ciałem szarpnął tak potężny skurcz, że nawet jakbym chciał to ukryć, to by mi się nie udało. Trafiła w samo sedno, a ja chyba chciałem oszukać samego siebie. Podniecałem się coraz bardziej. Miałem wrażenie, że za chwilę kutasa mi rozerwie. Jednak zamiast już w tej chwili się poddać i dać się grzecznie zgwałcić, tak jak ona tego chciała, chcąc zachować resztki pozorów, rzuciłem:
-Spadaj! Nie powinnaś być teraz w szkole, na lekcjach? Pewnie wagarujesz, co, młoda?
Roześmiała mi się w twarz.
-Fajny jesteś kowboju. Fajny i trochę stary, ale lubię takich. Gdybyś był młodszy, pewnie byś wiedział, że są wakacje, a poza tym, ja już się nie uczę.
-No tak, - zastanawiałem się głośno, - jak się nie chciało nosić teczki, to teraz trzeba nosić woreczki, co? Ile masz nad gówniaro? Powiedz, zarabiasz na ciuchy i kosmetyki? Pewnie jeszcze prokurator nad tobą łapę trzyma, co?
-Nie, nie trzyma. Taka młoda to ja nie jestem, ale dzięki. No to jak, gotowy?
Nie dała się zbić z tropu, pizda jedna.
-Gotowy? Na co? - wciąż udawałem, że nie wiem, o co chodzi.
-Jak to na co? Na walenie konia, oczywiście.
No tak ja mogłem protestować, ale mój kutas już szykował się do akcji i miał mnie w głębokim poważaniu.
-Co?! Chyba cię pojebało! Nie mam zamiaru walić sobie konia przy tobie, - powiedziałem, udając obrażonego, chociaż i ta opcja wydawała mi się bardzo ciekawa.
Zaśmiała się jeszcze raz.
-Nie, nie… to nie tak. To ja przyszłam zwalić konia tobie.
Roześmiałem się w głos.
-Ach tak, tak, oczywiście. Co ty sobie w ogóle myślisz? Przecież cię w ogóle nie znam. Kurwa, ja nie mogę, może to jakieś reality show? Powiedz mi, w tym pokoju też jakieś kamery? Kto jeszcze nas teraz ogląda?
Wyszczerzyła swoje nierówne zęby. Była brzydka, piegowata, ruda, ale miała w sobie coś, co cholernie mnie podniecało. Było to raczej jej zachowanie i sposób bycia niż wygląd.
Nie potrafię tego określić, ale od pierwszych sekund jak ją zobaczyłem, zacząłem ją traktować jak zwykłą prostytutkę, na dodatek taką tanią cichodajkę, co za jabola i jakieś tanie kosmetyki jest w stanie zrobić wszystko, o co ją poprosisz. Taka typowa rozwydrzona i bezczelna łajza dużo bardziej ośmiela. Wyłażą z człowieka najbardziej paskudne instynkty, ale w jakiś sposób daje to jeszcze większego kopa. Już sama myśl, że mogłaby mi walić gruchę, sprawiała, że wirowało mi w głowie. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz