23. Sto złotych dla kelnera.
Chciałem po prostu wyjść i schować się gdzieś, byleby tylko nie zobaczyła mnie w tej chwili.
-Co się stało? - spytał zaniepokojony Andrzej, przerywając swoją opowieść, - zawiesiłeś się czy co?
Oddychałem ciężko. Nie mogłem zebrać myśli. Nie wiedziałem co się tutaj dzieje.
-Nie, nie... nie zawiesiłem się, - wyrzuciłem z siebie, - po prostu, no, ta kobieta...
Słowa uwięzły mi w gardle. Nie umiałem wydusić z siebie nic więcej. Spojrzał na mnie, później na nią, a później jego twarz rozjaśniła się w serdecznym uśmiechu.
-Ach tak, wszystko rozumiem, - powiedział po chwili, - Niezła jest, prawda? Wszyscy faceci się na nią oglądają, ale mówię ci, daj sobie spokój. Nawet o niej nie myśl. Nie dla psa kiełbasa.
W jego głosie pobrzmiewała nuta triumfu, ale też i zazdrości.
-Nie rozumiem. O czym ty mówisz?
-A no o tym, że już teraz możesz dać sobie na wstrzymanie. Ona nie dla ciebie.
Wciąż nie wiedziałem, o co mu chodzi. Byłem przekonany, że mówi o kimś innym.
-Co? Że co? Jak to nie dla mnie? Kto to jest? Kim ona jest? - wrzucałem z siebie tak, jakbym stąpał po czerwonej blasze.
Andrzej pochylił się w moją stronę tak mocno, iż myślałem, że zamoczy swoją białą koszulę w resztkach jedzenia z obiadu.
-To ty nic nie wiesz?
-A co mam niby wiedzieć? Dopiero co przyjechałem.
Skrzywił się z niesmakiem. Zastawiałem się czy on się czasem czegoś nie boi.
-Popatrz na tego gościa obok niej. Widzisz go?
-No, widzę i co z tego?
-To były strongmen. Trzykrotny mistrz świata. Malinowski, mówi ci to coś?
-No coś tam słyszałem, ale to było wieki temu. Teraz on ma chyba ze sześćdziesiąt lat.
-No i co? Z tego względu wydaje ci się, że mógłbyś mu wpierdolić?
-No nie wiem… a dlaczego miałbym się z nim bić?
-Ty z nim? Nie. Raczej odwrotnie.
-Znaczy, że on miałby mi wjebać? Za co?
-Chłopie, czy nic nie rozumiesz?
Może i nie chciałem rozumieć. Może mi rzeczywiście coś na mózg padło.
-No tak, to on. A ona?
-Ona, ona… ty znowu to samo. Kurwa, daj na luz. To jego żona.
-Ach tak... - westchnąłem odruchowo, jakbym doznał niesamowitej straty.
Czułem jakieś trudne do zrozumienia rozczarowanie, ale też i dziką satysfakcję. Rozczarowanie, dlatego że prawdopodobnie nigdy nie będę mniej miał tak naprawdę, a satysfakcję, bo przecież chyba już ją miałem. W jakimś senseie przynajmniej. Ale to też coś.
-Niezła dupa, - powiedziałem cicho.
Miałem nadzieję, że mój rozmówca tego nie usłyszy.
-Co? A tak, jasne, że niezła. To zajebista sucz. Każdy facet w tym hotelu chciałby ją zerżnąć i to na wszystkie możliwe sposoby. I wiesz co, powiem ci nawet, że ona bardzo lubi ten sport. No ale, nie dla psa kiełbasa. Ja i ty jesteśmy cieniasy i daleko nam do takich lasek. Powiem ci nawet, ale to tak między nami, że dwa lata temu, jak taki jeden się do niej przystawiał, to później znaleźli go tak poobijanego, że wyglądał jak suszona śliwka.
Spojrzałem na niego wielkimi jak monety oczami.
-Pierdolisz? Poważnie?
Czułem się jeszcze dziwniej i bardziej nieswojo. Wreszcie wiedziałem, kto to jest, ale to i tak nie dawało mi ukojenia. Moje podniecenie, zamiast zmaleć do zera, błyskawicznie wzrosło i nie umiałem nad nim zapanować. Miałem możliwość dowiedzieć się czegoś więcej o tej kobiecie, ale prawdę powiedziawszy, sam już nie wiedziałem, czego chcę.
Kiedy się odwróciłem w stronę mojego dopiero poznanego kolegi, ze zdziwieniem stwierdziłem, że krzesło obok jest puste. Nie mogłem zrozumieć, jak to się stało, że zniknął tak szybko. Na obrusie leżało sto złotych dla kelnera. Uświadomiłem sobie, że to stanowczo za dużo jak na jeden posiłek, ale to już chyba nie miało najmniejszego znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz