Szukaj na tym blogu

18 czerwca 2023

Hotelik "Miłość".

37. Obfita, ale nie otyła.


Stało się. Czy tego chciałem, czy nie, byliśmy tutaj we dwoje, razem, ona i ja. Ja zwykły zjadacz chleba, można powiedzieć jakiś robotnik, który przyjechał tutaj na wakacje i ona, sławna piosenkarka, dojrzała, pewna siebie, dokładnie wiedząca czego chce. Byłem tak blisko niej. Dzieliło mnie od niej może dwa metry, a może trochę więcej. Patrzyła na mnie. Patrzyła mi w oczy wzrokiem pewnym, zawadiackim, pełnym ciekawości. Wzrokiem, w którym było tyle prowokacji, że aż się zastanawiałem, czy to rzeczywiście nie jest jakaś gra, w której jestem tylko zwykłym pionkiem. Patrzyła na mnie i uśmiechała się tak, jakby chciała powiedzieć: zaraz cię, kurwa, chłopcze zjem. Taka dobra ciocia, która dawno nie widziała swojego siostrzeńca i od razu się w nim zakochała. Kutas w moich spodniach pulsował jak jasna cholera i wiedziałem, że prędzej, czy później będę musiał go wypuścić, aby sobie pohasał. Ona zdawała się to wszystko wiedzieć, szczerzyła do mnie zęby w szczerym uśmiechu i tylko ode mnie zależało, jak ta zabawa potoczy się dalej. Ale czy na pewno, czy miałem na to jakikolwiek wpływ?

-Jednak do mnie trafiłeś, wiedziałam, że tak będzie. No to, co zabawimy się? - odezwała się miękkim śpiewnym głosem. 

-Och Brygida, nie, - jęknąłem żałośnie, - ja tylko pomyliłem drzwi, ale już wychodzę. 

Prawdopodobnie wyglądałem tak, jakby za chwilę miał mnie ktoś pobić. Tak się czułem. Pomimo ogromnego podniecenia, a może właśnie też z jego powodu zacząłem wpadać w coraz większą panikę. Zresztą nie po raz pierwszy. Zawsze tak się działo, kiedy spotykałem kobietę o niezwykłej urodzie, silnie podniecającą, która może mnie onieśmielała, a jednocześnie wzbudzała we mnie najdziksze, jednocześnie najbardziej skrywane pragnienia. 

-Daj spokój, - nie pozwoliła mi się wycofać, - zaraz się pobawimy. Pokażę ci kilka sztuczek, a ty wyjmiesz tego swojego wielkiego ogiera. 

Siedziała teraz na najwyższym stopniu, można powiedzieć, że na krawędzi tego jacuzzi i wiedziałem, co stanie się za chwilę. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. To było jasne jak słońce. Odliczałem sekundy i wsłuchiwałem się w szybki rytm własnego serca. Czas mijał, a ona chwyciwszy obydwie połówki swojego śnieżnobiałego szlafroka, płynnym szybkim ruchem rozchyliła go na boki. Ujrzałem jej cycki. Znów ujrzałem jej cycki. 

"Boże", - myślałem, - "co za cyce! Dosłownie mleczarnia." 

Drżałem, a mój kutas szarpał się w konwulsjach rozkoszy, coraz bardziej wkurwiony, że nie daję mu jeszcze wystrzelić z grubej rury. 

To były olbrzymie bulwy rozlewające się swobodnie pod wpływem grawitacji, ale i tak utrzymujące swój okrągły kształt i zajmujące calutką klatkę piersiową. 

Łup, łup, łup... – waliło moje serducho, ciężko oddychałem, we łbie mi się kręciło i miałem wrażenie, że za chwilę stracę przytomność. 

Nie patrzyła teraz na mnie. Wiedziała, że nie musi. Była całkowicie skupiona na tym, co sama robi, na tym pokazie. To on był najważniejszy, to on miał zrobić na mnie jak największe wrażenie. I robił. A jakże. Robił gigantyczne wrażenie. Gubiłem się w tym wszystkim, momentami nie wiedziałem, czy mam jeszcze oddychać, czy może już przestać. 

Wraz z cyckami odkryła cały przód swojego ciała. Ono także, tak samo jak cycki, było oszałamiające, zapierało dech w piersiach i pozbawiało normalnego, logicznego myślenia. O tak, teraz byłem już tego całkowicie pewien, była obfita, bardzo obfita, ale żeby było jasne, nie otyła. Przynajmniej takie było moje osobiste wrażenie. Była pełna krągłości i miękkich ja poduszki wypukłości. No i ta wygolona, pulchna cipka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...